biologiy

Uczono nas matematyki,
a nie umiemy obliczyć,
czy starczy nam sił.

Uczono nas języków,
a nie potrafimy się w nie ugryźć.

Uczono nas geografii,
a nie wiemy jak się odnaleźć.

Uczono nas historii, a nie potrafimy
odróżnić przeszłości
od chwili obecnej.

Uczono nas chemii,
a potrafimy dusić się powietrzem.

Uczono nas biologii,
a nie potrafimy zrozumieć naszego serca.

Uczono nas o innych,
a nie umiemy siebie

ANOREKSJA

Kiedyś zabrałam starszej siostrze książkę od biologii i zaczęłam czytać o anoreksji. Była ona tam opisana jakby zwykła dziewczyna jadła tylko chleb i piła tylko wodę bo ma wstręt do jedzenia. Po paru latach sama doświadczyłam tej choroby. Nie jest to tylko wstręt do jedzenia. Jest to obrzydzenie sama sobą, inne postrzeganie rzeczywistości, obwinianie się za każdą zjedzoną rzecz, płakanie przez to że jest się słabym, napady, walka z samym sobą, problemy zdrowotne… To tylko mała cześć tego czym jest ta choroba. Opisywana jako niegroźna, a umie zniszczyć człowieka.

13.11.2017 r. - 14.11.2017r.

Nienawidzę kłótni z mamą. To jest najgorsze co może być.
Wczoraj mama kupiła płatki kukurydziane, ale o smaku czekoladowym i zaczęłam przeliczac ile ma taka miseczka kalorii tego. Dlatego jeszcze żeby się upewnić, wsypalam tą ilość do miseczki. Za dużo. Nie zjem 118 kcal, tymbardziej poprzez platki. Powiedzialam to, a moja mama zaczęła krzyczeć: “to po co to wsypywałaś?!”. Wzięłam naczynie i wsypalam do opakowania to jedzenie. Potem zaczęła się dosłownie drzeć jakby ktoś jej palce odrywal. Mówiła, że ją zabijam,“choruję”, ale pożytku to ze mnie nie ma.
Przecież ja nie powiedziałam, że nic nie zjem, tylko nie chcialam płatków. Zirytowana poszlam do pokoju, by nie pogorszyć sytuacji, ale weszła po chwili mi do pokoju i zaczęła mnie bic mokrą scierka i na mnie wyzywać. Ponownie uswiadomila mi, że ją zabijam. Dałam się, bo wiedziałam, że to przeze mnie taka jest. Ale sama mówi, że jestem “chora”, a ludzie którzy są chorzy nie zawsze panują nad tym.

Ponieważ mam ten tydzień ciężki pod względem nauki postanowiłam się uczyć. Minęły tym sposobem 2 h, poszlam wziąć 30 minut lodowatej kąpieli, a potem poszlam do łóżka (oczywiście z książką od biologii). Matka weszła znowu wściekła do pokoju i zaczęła wyzywać, że nawet nie przyszłam, jak przecież 3 h temu mówiła żebym ją w spokoju zostawiła. Poplakala się i ponownie zaczęła mnie obwiniać. Ze ja nic nie robie. Wytlumaczylam, że wystarczy powiedzieć, albo odpuścić. Bo jak chce coś zrobić, to ona uzna że ona zrobi to lepiej i każe mi odpuścić.
Jak zaczęłam się odzywać, że nie zjadłam tej jebanej kolacji, bo nienawidzę jesc, a tymbardziej nie wezmę niczego do ust jak ona mi marudzi nad głową to nawet do słowa nie dała mi dojść i na całą noc wyszła z domu.

Risu.

Ten moment, gdy pisze do ciebie dziewczyna z pytaniem - dlaczego to, iż jesteś przeciw nadaniu homoseksualistom praw do adopcji, jest oczywiste, ty odpowiadasz, że przede wszystkim w rolę wchodzi po prostu natura (wiecie, seks między kobietą a mężczyzną, możliwość zapłodniena tylko w ten sposób i takie sprawy, co oznacza, że to tylko pary heteroseksualne mogą mieć dzieci i je wychowywać - niestety muszę to wyjaśniać, ponieważ panna chyba na biologii nie uważała) a ona pisze ci, że jesteś ograniczona. Czy wszystko z tym światem w porządku? Ja rozumiem, że można mieć inną opinię, szanuję, no ale wybaczcie… Nie ośmieszajmy się tu!
PS nie znajdziesz u mnie urywków z żadnej książki:) Dobranoc!😘

#17578

Kocham Cię dalej, wiem to. Ciagle tak samo. Nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Ale kiedy mamy z powrotem kontakt już nie oczekuje bycia z Tobą w jakiejś poważnej rekacji. Zrozumiałam,że istnieje wiele rodzaji miłości. Kiedy mimo że kogoś kochasz nie możesz być z tym kimś. Po prostu zawsze stanie wam coś na drodze do szczęścia. My jesteśmy właśnie tego przykładem. Wystarczy mi,że będę wiedziała co u Ciebie słuchać. Czy wszystko w porządku ze zdrowiem lub czy zdałaś dobrze test z biologii.

Hold me closer and I feel no pain | One shot

Tytuł: Hold me closer and I feel no pain
Pairing: Harry/Louis
Opis: Szkolne środowisko zmusza Louisa i Harry'ego do przeżycia ich pierwszego razu.
Ostrzeżenia: szkolne au, miłość męsko-męska, fluff, smut, punk!louis innocent!harry
Ode mnie: Sprawdziłam tylko z grubsza. Proszę, dajcie mi znać co myślicie.

Keep reading

Uczono nas matematyki,
a nie umiemy obliczyć, czy starczy nam sił. 

Uczono nas języków,
a nie wiemy kiedy się w nie ugryźć.

Uczono nas geografii,
a nie wiemy jak się odnaleźć. 

Uczono nas historii,
a nie potrafimy odróżnić przeszłości od chwili obecnej. 

Uczono nas chemii,
a potrafimy dusić się powietrzem. 

Uczono nas biologii,
a nie potrafimy zrozumieć naszego serca.

Uczono nas o innych, a nie umiemy siebie.

—  znalezione
Rolling in the deep

Tytuł: Rolling in the deep

Prompt na prośbę anonima

Opis:

Co zrobisz, gdy odkryjesz, że twoja starsza siostra ogląda gejowskie porno? Gorzej. Co zrobisz, gdy odkryjesz, że twój przyjaciel podniecił się przez to właśnie gejowskie porno? 

Czyli: Harry tego naprawdę chce, mimo że spróbuje udowodnić Louisowi, że robi to tylko dlatego, że on nalega.

Pairing: Harry Styles/Louis Tomlinson

Korekta: Eljot

Banner: cheerfultown

Od autora: Dodaję, bo muszę i tak trochę sądzę, że stać mnie na więcej, ale #YOLO, bo jak dzisiaj nie dodam, to już nigdy. Wybaczcie, jeśli spodziewaliście się czegoś lepszego. Ah i początek jest trochę… dziwny, ale jak przebrniecie dalej to a nóż widelec się Wam spodoba.

PS. ssę w opisach 

OSTRZEŻENIA: autor jest idiotą i posiada specyficzne poczucie humoru, bohaterowie są głupimi piętnastolatkami, dużo palców i wazeliny, tytuł nie jest przypadkowy i ukazuje głupotę autora, Lottie jest starsza od Louisa, sceny 16+

~*~

W tej samej chwili, w  której rodzice Louisa wychodzą, chłopcy idą do jego pokoju, a Tomlinson po drodze zabiera laptopa siostry. Musi to robić po kryjomu, bo prawda jest taka, że nie ma prawa go dotykać, ale czego Lottie nie zobaczy, to ją nie zaboli.

Wchodzą do sypialni i od razu kładą się na łóżko. Opieraj się o jego ramę, gdy Louis otwiera trzymane na kolanach urządzenie i, ku jego zaskoczeniu, nie jest ono wyłączone, lecz w trybie czuwania. Klika enter i ekran się włącza. Pech sprawia, że film, który wcześniej oglądała Lottie, uruchamia się automatycznie. Szok, którego doznają jest tak ciężki, że nie potrafią nawet tego wyłączyć. Siedzą oboje z szeroko otwartymi oczami, wgapiając się w ekran z lekko skwaszonymi minami.

Teraz Louis rozumie, czemu siostra nie pozwala mu brać swojego laptopa. 

Keep reading

Flawless - rozdział 9

Tytuł: Flawless
Pairing: Larry Stylinson
Opis: Louis to pierwszak, który jest bliski zawalenia semestru z chemii. Za namową najlepszego przyjaciela Nialla, wysyła na facebooku wiadomość do największego i najbardziej gorącego, chemicznego kujona jakiego w życiu widział. Umawiają się w bibliotece, a później… Później jest już sama chemia.
Od autorki: Larry w okularach, nauka w bibliotece, chichotanie między półkami książek, onieśmielający Harry i słodkie przytulanki w akademiku :) Krótko mówiąc jeden wielki fluff z mieszanką wybuchową w środku. Zainspirowało mnie to zdjęcie Harry’ego :) To miał być jednopart, ale stało się…
# flawless-♥ (tagi w zakładce z opowiadaniami)

» wszystkie części «

Keep reading

I hear you calling in the dead of night - Rozdział 6

Harry nie powinien być zaskoczony, kiedy we wtorek widzi Louisa oraz Eleanor razem w szkole. Nie powinien boleć go widok jego ramienia owiniętego wokół jej szczupłej talii, gdy idą korytarzem. Nie powinien boleć go widok dziewczyny wtulającej twarz w jego tors, śmiejącej się z czegoś, co powiedział wcześniej. Nie powinien boleć go widok Louisa odruchowo podnoszącego rękę, by pogłaskać ją po włosach. I kiedy Louis patrzy na Harry’ego ponad głową Eleanor, Harry nie powinien czuć się tak, jakby nadepnął na minę, jakby miał za chwilę rozpaść się na małe kawałki.

Przecież to był tylko pocałunek. Tak, to był jego pierwszy pocałunek, ale dla Louisa był to tylko jeden z wielu. To nie musiało nic oznaczać. Więc dlaczego Harry miał wrażenie, że było inaczej?

Harry’emu udaje się ignorować wiadomości od Louisa, które z lekko zaniepokojonych zmieniają się w pełne desperacji. Udaje mu się nawet unikać go na korytarzach między zajęciami, przemykając po kątach i chowając się w pustych klasach. Przed lunchem Harry zaczyna czuć się jak tajny agent (tylko dużo bardziej niezdarny i mniej fajny) i czuje ulgę, kiedy idzie do męskiej toalety na trzecim piętrze. Przyciska papierową torebkę z lunchem do swojej klatki piersiowej, tak jakby była ona kołem ratunkowym, a on znajdował się na środku morza.

W toalecie Harry jest bezpieczny. Bezpieczny od wścibskich oczu i szeptów, które kończą się gwałtownie, kiedy tylko wchodzi do któregoś z pomieszczeń (przesadzone plotki o bójce ze Stanem mają śmiesznie duży zasięg). Bezpieczny od widoku Louisa i jego dziewczyny wtulonych w siebie w ostatniej ławce podczas lekcji biologii. Nikt nie może go tutaj znaleźć. Nikt nie może zobaczyć jego łez spływających po twarzy, kiedy przyciska swoje kolana do piersi. Kiedy po cichu się rozpada.

Ciche pukanie do drzwi zatrzymuje nagle rozpędzony pociąg przygnębiających myśli Harry’ego.

Ze wszystkich toalet na świecie, ktoś musiał wejść właśnie do tej. Podczas lunchu jest tutaj najmniejszy tłok. Częściowo z powodu odległości od stołówki, a częściowo dlatego, że wszystko jest tutaj zepsute. To część starego skrzydła, które nie zostało jeszcze wyremontowane, a w powietrzu unosi się zapach wilgoci oraz kurzu, który odstrasza nawet najodważniejsze pary przed znalezieniem sobie tutaj miejsca do obściskiwania. Co jakiś czas ktoś zostaje złapany tutaj na paleniu, ponieważ nie działają tutaj czujniki dymu, ale Harry jakoś może znieść ten zapach. To z czym nie może sobie poradzić to kolejna rysa na jego skorupie, nie teraz, kiedy tak bardzo stara się naprawić wcześniejsze szkody.

- Ta kabina… jest zajęta – jąka się, a jego głos jest wilgotny i cichy od płakania.

- Harry? – pyta cicho Louis. – To ja. – Harry wydaje z siebie głośne i zaniepokojone westchnięcie, kiedy wyciera nos w rękaw koszuli. Jego twarz nadal jest spuchnięta i boli, kiedy jej dotyka.

Louis wzdycha ciężko po drugiej stronie drzwi i to sprawia, że Harry czuje ból w klatce piersiowej, a jego ręce palą, chcąc dotknąć Louisa. Dotykanie złotej skóry Louisa trwało zdecydowanie za krótko. Czas, który spędzili razem wydaje się teraz tak bardzo odległy, jak zniszczona fotografia ze wspaniałych wakacji, a nie jak coś, co wydarzyło się kilka nocy temu.

Przez moment Harry przyciska dłonie do metalowych drzwi, wyobrażając sobie, że może poczuć ciepło dłoni Louisa przez porysowaną blachę. Ale wszystko, co czuje to chłód. Harry mruga, starając się pozbyć gorzkich łez. Dlaczego Louis po prostu nie odejdzie? Dlaczego nie zostawi go w spokoju? Czy on nie zdaje sobie sprawy, jak Harry’emu ciężko jest pozwolić mu odejść? 

- Harry, wiem, że tam jesteś. Proszę… - Głos Louisa łamie się na ostatnim słowie, jak krucha gałąź pękająca w zimowym przymrozku.

Harry nie wstaje ze swojego miejsca na zamkniętej desce klozetowej, ale przez szparę pod drzwiami może zobaczyć nogi Louisa zwisające z kaloryfera, na którym siedzi. Podwinięte nogawki spodni odkrywają jego szczupłe kostki. Z rosnącym bólem w piersi Harry rozpoznaje uśmiechniętą buźkę, którą narysował markerem na białych Conversach Louisa, kiedy siedzieli w szpitalnej poczekalni, gdy Fizzy miała gorączkę.

- Liam powiedział mi co się stało ze Stanem… Cóż, nie wszystko, ale powiedział, że się biliście. Nie mogę uwierzyć, że mu przywaliłeś – parska Louis z niedowierzaniem, nie kryjąc się ze swoim oczywistym podziwem. Można by pomyśleć, że jako najlepszy przyjaciel Stana, Louis powinien być trochę mniej zadowolony z jego porażki. – Pewnie na to zasłużył. Wiesz, nie odzywam się teraz do niego. Z twojego powodu.

Westchnięcie Louisa zostaje zagłuszone przez szelest torebki foliowej, kiedy wyjmuje swoją kanapkę.

- Harry, chciałbym, żebyś ze mną porozmawiał.

Harry chce już coś powiedzieć, cokolwiek, ale przypomina sobie twarz Zayna z poprzedniej nocy – przerażoną i bladą – i zamiast tego również wyjmuje swoją kanapkę. Ser i ogórek. To prawie tak, jakby nic się nie zmieniło. A zmieniło się wszystko.

Jest cicho, pomijając szelest folii, kiedy jedzą swoje kanapki i kapanie cieknącego kranu. Louis zostaje tutaj przez całą przerwę. Wyrzuca papier do najbliższego kosza, kiedy kończy jeść swój lunch i siedzi w ciszy aż do dzwonka. Harry próbuje czytać, ale zatrzymuje się na jednym zdaniu, słuchając cichego odgłosu oddechu Louisa po drugiej stronie drzwi. Louis nic więcej nie mówi, ale wystarczy, że tutaj jest.

Louis ponownie przychodzi w środę. Nic nie mówi, ale Harry wie, że to on, ponieważ rozpoznaje go po czarnych, spranych jeansach oraz niemożliwie małych, czarnych Vansach z jedną rozwiązaną sznurówką. Po raz drugi jedzą drugie śniadanie w kompletnej ciszy. Tak samo jest w czwartek oraz piątek. W czwartek wsuwa przez szparę pod drzwiami zaczętą paczkę chipsów i Harry bierze kilka, mamrocząc ledwie słyszane dziękuję.

W piątek Louis pyta go o plany na weekend, tak jakby Harry mógł jakieś mieć. Planował znów poczytać Vonnegut’a, ponieważ ostatnio często jest w takim nastroju.

- Dziewczynki za tobą tęsknią – mówi Louis. – Pilnuję je w sobotę. Możesz wpaść, jeśli chcesz. Na pewno się ucieszą.

- W porządku, dzięki – mówi Harry, ponieważ byłoby to niegrzeczne, gdyby na to nie odpowiedział, a i tak miał zamiar to wszystko przerwać. Nie mógł przestać myśleć o Louisie, kiedy był sam, a co dopiero kiedy Louis ciągle przy nim jest.

Louis zatrzymuje się w połowie drogi do kosza, aby wyrzucić torebkę po kanapkach.

- Nie tylko one – mówi cicho.

Harry czuje nagle suchość i ścisk w gardle, jakby połknął pełną łyżeczkę cynamonu. To wszystko co może zrobić, aby się nie udusić.

- Słucham?

- Nie tylko dziewczynki za tobą tęsknią. – To nawet nie jest wyznanie, ale przekaz jest jasny. Louis za nim tęskni, za Harrym. Harry nic nie mówi, ale wystarczająco mocno przegryza swoją dolną wargę. Gorzki, metaliczny smak krwi wypełnia jego usta i zaciska powieki, kiedy ból przechodzi w tępe pulsowanie.

- Zrobiłem coś nie tak? – pyta ostrożnie Louis, a jego głos staje się dziwnie wysoki pod koniec zdania.

- Może zapytasz Zayna? – ucina Harry. Planował zachować zły i oskarżycielski ton, ale jego głos jest po prostu cichy i zmęczony. W ciągu ostatniego tygodnia, Louis zlikwidował całą złość Harry’ego.

Harry otwiera blaszane drzwi, kończąc w jednej chwili ich tygodniowe milczenie. Oczy Louisa są szeroko otwarte i zaszklone wstrzymywanymi łzami. Jasne plamy czerwieni pokrywają jego policzki i wygląda, jakby przed chwilą ktoś go uderzył. Wyciąga odważnie rękę, chwytając Harry’ego za rękaw swetra zanim opada ona powrotem przy jego boku, tak jakby się zapomniał.

- Harry…

Harry odsuwa się, wlepiając wzrok w swoje buty, ponieważ nie może znieść widoku pełnych bólu oczu Louisa. Nie może znieść myśli, że to przez niego.

- Mam test z matmy. Powinienem już pójść.

Harry wraca do spędzania wolnej lekcji w bibliotece. Jest tam cicho, a w południe słońce przebija się przez szyby w oknach i oświetla wytarty dywan, który Harry widzi tak często, że jest on tak znajomy jak jego własny. Bolą go plecy, przyciśnięte do metalowych półek na książki, a mięśnie zesztywniały od przebywania w jednej pozycji przez bardzo długi czas, ale jest zadowolony ze znajomego psychicznego bólu. Mieszające się zapachy odświeżacza do dywanów, kurzu i starego papieru przypominają Harry’emu dom – nie jego dom, ale taki, jakim powinien być – przytulny, cichy, bez duchów przeszłości wiszących w powietrzu bez pozwolenia.

Czas mija Harry’emu w zdaniach, zwrotkach, wydłużających się cieniach na podłodze biblioteki. Nie potrafi już z łatwością zatracić się w książkach, ale jest szczęśliwy, że nie jest to niemożliwe. Tylko, że teraz ma wrażenie, że każdy wers poezji napisany jest z myślą o Louisie, jego oczach czy uśmiechu, a każda usłyszana przez niego piosenka jest o sposobie w jaki się śmieje, czy o jego niespokojnej osobowości.

Louis nie potrafi usiedzieć w miejscu. Jedyny raz, kiedy Harry widział go leżącego nieruchomo to wtedy, gdy leżeli przytuleni do siebie w ciemnościach jego pokoju. Harry myśli, że tak właśnie musi wyglądać miłość – nieruchomy punkt w nieustannie wirującym wszechświecie. Ale to nie tak, że Louis jest w nim zakochany…

Wszystko, co Harry je, o czym śni, co robi lub widzi po tym jak całował się z Louisem, jest przepełnione bolesnymi wspomnieniami jedynej osoby, której nie może mieć. Wszystko wydaje się jaśniejsze, piękniejsze i tak kruche jak jesienne liście na skraju zniszczenia. Nie znajduje już ucieczki w książkach, ponieważ Harry uważa, że jest w nich rzecz  - osoba – od której stara się uciec. Louis jest wszędzie, a tak naprawdę nigdzie go nie ma. Jest blisko, ale nigdy nie wystarczająco blisko.

To tylko kwestia czasu, kiedy Alma zauważy, że coś jest nie tak. Harry ostatnio jest nieco rozmarzony – bardziej niż zazwyczaj – spędzając długie przerwy na patrzeniu się przez okno, trzymając w rękach kubek z dawno ostygniętą herbatą, której nawet nie spróbował.

- Wiesz, byłam mniej więcej w twoim wieku, kiedy poznałam moją pierwszą dziewczynę – mówi Alma beztrosko w piątkowe popołudnie, stojąc tyłem do Harry’ego i przekładając książki na półkach. Normalnie Harry zaoferowałby swoją pomoc, ale Alma kazała mu siedzieć, kiedy chciał do niej podejść.

Harry odkłada na bok czytaną przez siebie biografię, patrząc jak Alma przebiega palcami po grzbietach książek. Nie rozmawiają dużo o swoich prywatnych sprawach – ich wspólnym językiem zawsze była literatura – i to zawsze wystarczyło. Harry na przykład nie wiedział, że Alma jest lesbijką dopóki nie wspomniała o swojej dziewczynie, co sprawia, że czuje się trochę źle, że nigdy nie pomyślał o tym, żeby ją o to zapytać. Po prostu wcześniej nie wydawało się to ważne.

- Pracowałam wtedy w kawiarni, a ona przychodziła tam każdego dnia. Zamawiała tą samą rzecz, siadała przy tym samym stoliku. Była najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałam. Pisałam cytaty z wierszy na jej kubkach. Zajęło mi cały cholerny rok, aby zebrać się na odwagę i zaprosić ją na randkę.

Harry przekręca głowę, aby mieć lepszy widok na twarz Almy. Wygląda tak samo jak stara Alma – z ciepłą oliwkową skórą, ciemnymi włosami związanymi w niedbały kok tuż nad jej karkiem, luźne pasma loków zwisają przy jej twarzy. Ma na sobie długą, luźną i kwiecistą sukienkę z kieszonkami z przodu oraz zbyt duży musztardowy kardigan, a jej kocie okulary dyndają na łańcuszku zwisającym z jej szyi. Jest mu tak znana jak jego własne odbicie – może nawet bardziej z uwagi na jego niechęć do luster – ale w pewien sposób czuje się, jakby widział ją po raz pierwszy. Myśli, że to trochę dziwne, że można patrzeć codziennie na tych samych ludzi i nawet nie wiedzieć co przeżywają. Tak jakby otworzył wieko zegarka na jego ręce i zobaczył schowany wewnątrz tykający mechanizm.

- Co się później stało? – pyta Harry z ciekawością.

Alma uśmiecha się delikatnie.

- Wzięłam z nią ślub.

- Co? – wykrztusza Harry. Tego się nie spodziewał.

Alma śmieje się, a delikatne zmarszczki pojawiają się wokół jej ciemnych oczu.

- Cóż, nie od razu. Zerwałyśmy kilka razy, próbowałyśmy umawiać się z innymi ludźmi. Przez krótki czas umawiała się nawet z chłopakiem. – Alma robi minę, aby pokazać mu co o tym myśli. – Ale zawsze do siebie wracałyśmy. Po prostu wiesz, kiedy ktoś jest dla ciebie stworzony. Nie zawsze jesteś na tyle mądry, aby to zaakceptować, ale kiedy jesteś z tą osobą to tak jakby… - milknie, a w uszach Harry’ego nadal dzwonią jej ostatnie słowa.

- Jakby co? – pyta na wydechu.

- Jakby wszystko w twojej głowie ucichło. Te wszystkie głosy, które mówiły ci, że nie jesteś wystarczająco dobry, atrakcyjny lub interesujący, że na nic nie zasługujesz, nikt cię nie pokocha. To wszystko po prostu znika. Zostajesz tylko ty oraz ta osoba i to jest piękne. To najpiękniejsza rzecz na świecie, Harry. I kiedy pomyślę o tym, co by było, gdybym nigdy nie zebrała się na odwagę, aby do niej zagadać, robi mi się niedobrze. Ponieważ nie mogę wyobrazić sobie mojego życia bez niej.

Harry chce zapytać, dlaczego mu o tym wszystkim mówi, dlaczego teraz, ale nie chce być niegrzeczny. To świetna historia, o której może przeczytać we wszystkich książkach o miłości, które tak uwielbia. Po prostu nie rozumie, co to ma wspólnego z nim.

- Wiesz, ten twój młody mężczyzna był tutaj wcześniej. Koszulka piłkarska, grzywka trochę tak… - Demonstruje przeciągając palcami po czole.

- On nie jest mój… O-on ma dziewczynę – jąka się Harry, a jego twarz pokrywa się rumieńcem, kiedy Alma uważnie studiuje jego twarz.

Alma śmieje się ze zrozumieniem.

- Oczywiście, że nie. – Schodzi na dół i podaje mu książkę ze swojego metalowego wózka. – Trzymaj, znalazłam to dla ciebie.

Harry patrzy na znajomą okładkę Crush Richarda Sikena.

- Czytałem to tysiące razy. – Harry wypożyczał ją tak często, że Alma dała mu własny egzemplarz na ostatnią gwiazdkę. Więc dlaczego daje mu tę z biblioteki skoro wie, że ma własną?  

- Czasami czytasz coś po raz tysięczny i nadal znajdujesz w tym coś nowego – mówi tajemniczo, mrugając do niego i odjeżdżając swoim wózkiem do następnej alejki. Harry zerka na zegarek i zdaje sobie sprawę, że zostało mu tylko kilka minut do następnej lekcji. Wkłada książkę do torby i nie myśli o niej aż do późnego wieczora.

Po obiedzie Harry siada po turecku na swoim łóżku i wyjmuje podręcznik do historii ze swojej skórzanej torby, kiedy cienki egzemplarz poezji wypada na jego kolana. Miał po południu test z francuskiego i całkowicie zapomniał, że Alma mu to dała. Odsuwa na bok swoją pracę domową i otwiera książkę na pierwszym wierszu. Oczy Harry’ego przebiegają po słowach, przeskakując po nich wzrokiem jak kamień rzucony na powierzchnię stawu. Zna je na pamięć, ale dziś słowa przyczepiają się do jego skóry, kalecząc ją.

Powiedz mi, jak to wszystko, i miłość też, nas rujnuje. To wszystko, nasze ciała zawłaszczone przez światło. Powiedz, że nigdy do tego nie przywykniemy.

Harry ma zamiar zamknąć książkę, aby pozwolić słowom przyczepić się do niego aż zacznie krwawić, ale widzi kolorową karteczkę wystającą spomiędzy stron. Przewraca kartki w jej poszukiwaniu, natychmiast rozpoznając ostatnie zwrotki swojego ulubionego wiersza. Na jasnofioletowej karteczce nie ma znajomego, ostrożnego pisma Almy. To pismo jest niepewne.

Możemy porozmawiać? Przyjdź do kawiarni Cobbles o siódmej wieczorem. Będę czekał. Louis xx

Harry patrzy na karteczkę, jakby było to tylko jego wyobrażenie, jakby to nie było prawdziwe, jakby sobie to wymyślił.

Kiedy podnosi karteczkę, aby schować ją do pudełka po butach, zdaje sobie sprawę, że ostatni fragment wiersza jest podkreślony długopisem.

Jesteś w samochodzie z pięknym chłopcem i on nie powie ci, że cię kocha, ale cię kocha. I czujesz, jakbyś zrobił coś okropnego, jakbyś okradł sklep monopolowy, czy połknął tabletki, wykopał sobie grób w brudnej ziemi i jesteś zmęczony. Jesteś w samochodzie z pięknym chłopcem i próbujesz powiedzieć mu, że go kochasz, próbujesz zdusić w sobie to uczucie i cały drżysz, ale on wyciąga dłoń i dotyka cię, jakby słowa dla niego nie istniały. I czujesz, że twoje serce przejmuje kontrolę nad twoim ciałem, jakbyś odkrył coś, czego nawet nie umiesz nazwać.

Harry czytał te słowa już milion razy, ale dopiero dziś brzęczą one pod jego skórą jak rój wściekłych szerszeni. Czy to Louis je podkreślił? I jeśli był to Louis, to co to oznacza? Dlaczego te słowa, dlaczego teraz? Harry zerka na zegarek i zdaje sobie sprawę, że jest już prawie wpół do ósmej. Co może oznaczać, że jest już za późno.

Bierze buty oraz kurtkę i zbiega po schodach, potykając się i prawie wpadając na gorący czajnik. Gemma oraz Ed siedzą na kanapie i oglądają Złe wychowanie, kiedy Harry wbiega do salonu. Stopy jego siostry leżą na kolanach jej chłopaka, a on bezwiednie masuje jej opuchnięte kostki, całą swoją uwagę skupiając na telewizorze. Oboje zerkają na zdyszanego Harry’ego.

- Potrzebuję podwózki – wypala bez żadnego wstępu.

- Oszalałeś? – pyta Gemma, patrząc na niego z uniesioną brwią.

- Proszę. W-wytłumaczę po drodze… - jąka się Harry, korzystając ze swojego inhalatora. Ed patrzy na Gemmę, przepraszająco wzruszając ramionami i wyślizgując się spod jej nóg.

- No to chodź, Romeo. – I właśnie wtedy Harry zdaje sobie sprawę, że Gemma powiedziała Edowi o Louisie. Musi zapamiętać, aby podokuczać jej, kiedy już urodzi. (Trudno jest być naprawdę złym na kogoś, kto jest w ciąży.)

- Przywieziesz mi coś do jedzenia? – woła Gemma w momencie, kiedy Ed ma zamiar zamknąć za nimi frontowe drzwi.

- Oczywiście, kochanie – odkrzykuje Ed. Harry kiwa głową, patrząc na Eda spojrzeniem mówiącym ‘ty pantoflarzu’. Ale głęboko w środku myśli, że to naprawdę słodkie i ukrywa swój uśmiech za podniesionym kołnierzem płaszcza, kiedy idą w stronę samochodu Eda.

Harry był już w tej kawiarni kilka razy – głównie ze swoją mamą oraz Gemmą w okresie świąt – i raz z Almą na pożegnanie przed feriami. To oryginalny, ceglany kilkupiętrowy budynek otoczony białym parkanem oraz gałązkami bluszczu zwisającymi nad drzwiami. Na górze mieści się motel, a od frontu znajduje się ręcznie malowana drewniana tablica w kształcie dzbanka do herbaty, która wisi nad drzwiami na żelaznym łańcuchu. Kiedy pogoda jest ładna, wystawiają na zewnątrz stoliki, więc można napić się herbaty przy słabym, angielskim świetle słonecznym lub nawet zrelaksować się partyjką szachów lub warcabów. Dzisiejsza pogoda zdecydowanie nie jest ładna – mróz zdobi szyby okienne, więc wszystko, co Harry może zobaczyć to mgliste, złotawe światło wydobywające się ze środka jak słońce przebijające się przez sople lodu.

Harry dziękuje Edowi za podwiezienie i wyskakuje z samochodu jak koń wyścigowy wypuszczony z płonącej stodoły. Wewnątrz kawiarnia jest bardzo przytulna – pełna różnobarwnych, niepasujących do siebie stołów i krzeseł z kwiecistymi obiciami. Ciężkie, aksamitne zasłony zatrzymują ciepło, a w kominku ciepło buzuje ogień. Szary kot skulony na parapecie powoli podnosi głowę, aby zerknąć na Harry’ego przez jedno uchylone oko, z wyraźnym poirytowaniem z powodu przerwanej drzemki i natychmiast kładzie się z powrotem na swoje łapy.

Z powodu później pory w kawiarni nie ma żadnych klientów – normalnie jest ona oblegana przez starszych mieszkańców Holmes Chapel, którzy jednak nie wychodzą na zewnątrz w mróz lub po zachodzie słońca. Przez moment Harry’ego ogarnia całkowita rozpacz, ponieważ jest przekonany, że Louis już wyszedł. Jednak po chwili zauważa go przy stoliku na końcu, zakładającego swój płacz ze strapieniem na twarzy. Na stoliku leżą niedojedzone kanapki i rogaliki oraz dzbanek i dwie filiżanki. Tylko jedna z nich była wypełniona herbatą. Louis nie kłamał. Czekał na Harry’ego.

Louis wlepia wzrok w swoje buty i prawie się przewraca, kiedy wpada na Harry’ego pędząc w stronę wyjścia. Patrzy na niego w osłupieniu, tak jakby nie wierzył, że naprawdę tutaj jest.

- Nie sądziłem, że przyjdziesz – mówi cicho.

- Przepraszam. Dopiero przed chwilą przeczytałem twój liścik.

Louis przytakuje i uśmiecha się delikatnie.

- W porządku. Teraz tutaj jesteś. – Harry podąża za Louisem do jego stolika i siada naprzeciw niego, zdejmując płaszcz.

W błyszczącym świetle kominka Louis wygląda niemożliwie młodo, z detalami twarzy rozmazanymi w jasnym świetle. Jego włosy schowane są pod szarą czapką, a jego sweter jest nieco za duży i ciągle musi podwijać rękawy, które zjeżdżają na jego dłonie. Pragnienie wyciągnięcia ręki i dotknięcia delikatnej krawędzi jego nadgarstka jest wszechogarniające i Harry musi schować dłonie między uda, aby się powstrzymać. Może poczuć swoje blizny przez jeansy, ale nie przeszkadzają mu one tak bardzo jak kiedyś. Są one po prostu jego częścią i znakiem, że żył i przede wszystkim, że przeżył.

- Masz ochotę na herbatę? Możemy poprosić o świeży dzbanek. Rogaliki są już trochę stare i szczerze to nie radziłbym ci ich jeść – mówi Louis, nerwowo poprawiając rękawy. Harry chce wcisnąć się do jego swetra i przeczekać tam zimę.

- Nie, dziękuję. Jadłem przed chwilą. O czym chciałeś porozmawiać?

- Więc od razu przechodzimy do sedna – mówi Louis, widocznie tracąc pewność siebie. Bawi się bezwiednie resztkami babeczki pozostawionymi na jego talerzu. – Słuchaj, nie wiem, co powiedział ci Zayn, ale… ale to wszystko prawda.  Wiem, że oczekiwałeś, że tego nie powiem, ale byłem dla niego okropny. Złamałem mu serce.

Harry patrzy na Louisa, próbując odzyskać zdolność mowy. Obiad leży mu ciężko na żołądku, wbijając go w krzesło. Chce wstać i wyjść, ale w tym samym momencie czuje się sparaliżowany. Na szczęście, Louis znów się odzywa, więc oszczędza mu podejmowania trudnej decyzji.

- W liceum, moja mama przyjaźniła się z mamą Stana. Obie nieoczekiwanie zeszły w ciążę mniej więcej w tym samym czasie, kiedy miały po dziewiętnaście lat. Więc Stan i ja byliśmy przyjaciółmi praktycznie od chwili, gdy się urodziliśmy. Tak mi się wydaje – milknie Louis, aby wziąć łyka swojej herbaty. – Myślę, że on zawsze był trochę o mnie zazdrosny. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale dla mnie wszystko zawsze było łatwiejsze. Moja rodzina miała pieniądze, a jego nie. Ja byłem dobry w sporcie i teatrze, a on był w tym beznadziejny. Ja byłem zabawny i towarzyski, więc miałem dużo kumpli, a on był nieśmiały i zamknięty w sobie. O matko, brzmię jak dupek – parska, ale w jego śmiechu nie ma szczerości.

- Stan zawsze miał nadwagę, więc inne dzieciaki mu dokuczały. Stawałem w jego obronie, ale nigdy specjalnie mu to nie przeszkadzało. Dopóki nie zaczęły mu się podobać dziewczyny, a im wszystkim podobałem się ja. Próbowałem przez jakiś czas umawiać się z dziewczynami, ponieważ wydawało mi się to czymś, co każdy powinien robić, ale większość moich związków szybko się kończyła i zazwyczaj zostawaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Wtedy poznałem Zayna i zacząłem podejrzewać, że mogą podobać mi się inni chłopcy. – Louis przełyka, bawiąc się torebkami z cukrem leżącymi na stoliku.

- I nic nie przerażało mnie bardziej niż to. To znaczy, wiedziałem, że moja mama aż tak się tym nie przejmie, mogła nawet już coś podejrzewać, ale ona zawsze była ze mnie dumna. Bez względu na wszystko. Ale Stan… Te wszystkie docinki sprawiły, że stał się złośliwy i sam zaczął dręczyć innych. Nie czuł się dobrze ze sobą, więc dokuczał innym dzieciakom, starając się ich poniżyć, aby sam mógł poczuć się lepiej. Słyszałem, jak nazywał innych chłopaków pedałami, nawet tych, którzy nimi nie byli, ale po prostu spojrzeli tylko w złym kierunku i o złej porze podczas przebierania się w szatni. Więc oczywiście nie powiedziałem mu, że zacząłem… Że Zayn i ja zaczęliśmy się spotykać. Żyłem w ciągłym strachu, że Stan się dowie. Wiedziałem, że jeśli tak się stanie, nie zawaha się i nastawi innych chłopaków przeciwko mnie. Wszyscy nasi kumple się go bali.

Właścicielka kawiarni przynosi im świeży dzbanek z herbatą i zabiera stary, posyłając Harry’emu ciepły uśmiech, który ten odwzajemnia tylko w połowie.

- Dzięki – mówi do niej zanim kobieta znika za ladą. Kiedy Harry ponownie spogląda na Louisa, ten siedzi z głową schowaną w dłoniach. Harry nalewa im obu trochę herbaty. Dla Louisa z odrobiną mleka oraz bez cukru i dla siebie z cukrem i bez mleka.

- Dzięki – mamrocze Louis, biorąc łyka i nie czekając aż wystygnie. Krzywi się, kiedy przełyka gorący napój, a jego oczy napełniają się łzami.

- Więc… Zgaduję, że Stan się dowiedział? – pyta Harry.

Louis kiwa głową.

- Tak. Stan wpadł do mnie, kiedy Zayn poszedł do domu tego wieczora, kiedy… kiedy pierwszy raz uprawialiśmy sex… Zostawiłem telefon w pokoju, kiedy poszedłem do łazienki i po powrocie zobaczyłem, że Stan przegląda moje zdjęcia. – Louis przełyka ciężko. – Miałem zdjęcia Zayn… Miał na sobie… Nie chcę mówić, jeśli tego nie wiesz…

- Sukienkę? – podpowiada Harry. Uważa to za trochę dziwne, że po tym wszystkim co Louis zrobił Zaynowi, ten nadal bardzo troszczy się o jego sekrety. Wydaje mu się, że nic do siebie nie pasuje. Jeśli naprawdę złamał Zaynowi serce, to dlaczego nadal stara się go chronić?

Louis rumieni się, ale oddycha z ulgą.

- Tak. Zgaduję, że ci powiedział. Właściwie miał na sobie coś jak stanik i majtki, ale… tak, ta sama koncepcja. Wtedy było to po prostu zabawne, seksowne i spontaniczne. Czuł się w tym dobrze, a mnie podobało się to jak wyglądał. Ale oczywiście, Stan tego tak nie postrzegał. Odbiło mu i nazwał mnie każdym wyzwiskiem, jakie znał. Powiedział, że nie może mieć pedała za najlepszego przyjaciela… Powiedział mi, że jeśli nie zerwę z Zaynem, wyśle te zdjęcia do każdej osoby z naszej szkoły, a ja znałem go bardzo dobrze i wiedziałem, że jest do tego zdolny, a ja nie chciałem zrobić tego Zaynowi…

- Próbowałeś go chronić – mówi cicho Harry, a Louis przytakuje ze łzami spływającymi po policzkach.

- Naprawdę go kochałem… To była najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek musiałem zrobić. Kiedy Zayn podszedł do naszego stolika w stołówce następnego dnia, Stan i wszyscy inni tam byli, więc powiedziałem mu pierwsze kłamstwo, które przyszło mi do głowy. Powiedziałem, że to był zakład. Upokorzyłem go przy wszystkich. Nadal pamiętam jego wyraz twarzy i będę pamiętał do końca życia. To było tak, jakbym mógł zobaczyć jak łamie mu się serce. – Louis kołysze się delikatnie, jakby był na krawędzi załamania. – Myślałem, że może… gdybym był kompletnym dupkiem… gdybym zachował się jak potwór to może na dłuższą metę będzie mniej cierpiał.

- Louis. – Harry sięga po jego dłoń ponad stolikiem. – To, co zrobiłeś było złe, ale nie miałeś innego wyjścia. To nie było sprawiedliwe.

- Mogłem powiedzieć prawdę. Po prostu bałem się tego, co powiedzą inni i tego, że nie będę miał żadnych przyjaciół i że cała szkoła pozna sekret Zayna. Płakałem przez to naprawdę sporo, a on nigdy tego nie wiedział. Czułem się tak, jakbym wyrwał własne serce i na nie nadepnął.

Harry przesuwa swoje krzesło na drugą stronę stolika, aby usiąść obok drugiego chłopaka. Louis bez wahania wtula się w jego klatkę piersiową, łkając w jego szyję. Harry czuje ból w piersi, kiedy Louis drży w jego ramionach. Minęły dwa lata, ale to oczywiste, że rana jest jeszcze świeża i bardzo prawdopodobne, że jest to pierwszy raz, kiedy powiedział komuś prawdę. I to, że Louis postanowił ze wszystkich ludzi zwierzyć się Harry’emu, musi coś oznaczać, prawda?

Ale Harry nie może teraz o tym myśleć. Zdejmuje Louisowi czapkę i głaszcze go po włosach. Harry martwi się, że był strasznie samolubny – tak zaabsorbowany swoimi problemami, że nie był w stanie zauważyć ludzi dookoła niego – jak Zayn, Louis czy Alma. I teraz jest mu przykro z tego powodu, ponieważ nigdy nie zdawał sobie sprawy, że przez odcinanie się od innych, izolował nie tylko siebie, ale także pozostałych.

Louis po jakimś czasie się uspokaja i odsuwa od Harry’ego, przecierając zaciśniętymi pięściami spuchniętą twarz i biorąc maleńkiego łyka herbaty. Harry pociera kciukiem dłoń Louisa leżącą na stoliku.

- Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mu prawdy?

Louis wzrusza ramionami.

- Minęło wystarczająco dużo czasu i nie sądziłem, że to jeszcze ma znaczenie. Zayn i ja w końcu ponownie zostaliśmy przyjaciółmi i nie chciałem, żeby coś to znowu zrujnowało.

Harry trąca Louisa kolanem.

- Powinieneś mu powiedzieć. Zasługuje na to.

- Zasługuje na o wiele więcej – mówi Louis, opuszczając głowę.

- Hej. – Harry łapie Louisa pod brodę, unosząc jego twarz do góry. Jego oczy są tak wielkie i tak zadziwiająco niebieskie, jakby ktoś zamknął w nich cały ocean. – Nie zadręczaj się. Zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Nie ma się czego wstydzić.

- Nie jesteś… Nie jesteś na mnie zły? – jąka się Louis.

Harry kiwa głową, uspokajająco ściskając udo drugiego chłopaka.

- Powinienem wcześniej zapytać o twoją wersję.  

Louis w końcu uśmiecha się szczerze i cała jego twarz się rozświetla.

- Może chciałbyś gdzieś pojechać? – pyta nieśmiało, przejeżdżając palcem po brzegu swojej filiżanki. – Po prostu nie chcę jeszcze wracać do domu. M-może moglibyśmy po prostu pojeździć przez chwilę.

- Chętnie.

Nie rozmawiają w samochodzie, ale wolna dłoń Louisa trzyma tę Harry’ego i to jest miłe. Nawet więcej niż miłe. Ale Harry stara się za wiele o tym nie myśleć. Jeśli nauczył się czegoś w swoim życiu, to tego, że jeśli coś wydaje ci się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, prawdopodobnie takie nie jest. Więc stara się po prostu cieszyć z czasu spędzonego z Louisem, próbując być wdzięcznym za to malutkie okno, które Louis otworzył w jego życiu.

Louis pozwala Harry’emu operować radiem – dając mu do zrozumienia, że nie każdy ma ten przywilej – więc Harry ustawia całą play listę spokojnej muzyki na swoim Ipodzie. Louis czasami mu dokucza – co to za hipsterskie dziadostwo, Styles?  - ale do niektórych kawałków sam podśpiewuje. I Louis naprawdę ma całkiem niezły głos. Przeczytał gdzieś, że nie można usłyszeć akcentu, kiedy ktoś śpiewa, ale w przypadku Louisa jest inaczej. Harry obserwuje usta drugiego chłopaka, kiedy ten śpiewa i ma wrażenie, że może nawet zobaczyć ten akcent.

Kiedy Harry śpiewa Stay Rihanny, czuje się obserwowany przez Louisa i kiedy ich oczy się spotykają, czuje coś dziwnego w swoim brzuchu. Zawstydzony zagryza wargę i odwraca wzrok w stronę okna.

- Nie przestawaj – szepcze Louis. Głos Harry’ego nieco drży, kiedy zaczyna śpiewać, ale Louis ściska jego dłoń dodając mu odwagi i chwilę później śpiewa na całe gardło. Kiedy piosenka się kończy, Louis spogląda na niego z dumą, co sprawia, że cała twarz Harry’ego pokryta jest rumieńcem.

Louis chce coś powiedzieć, kiedy coś za szybą przyciąga uwagę Harry’ego. Znajdują się poza miastem, gdzie zamiast domów znajdują się pola i farmy, a ciemność dookoła samochodu jest wręcz nieprzenikniona. Poza niebem, które jest jak odwrócone sito, przez które przecieka niebiańskie światło.

- Louis! Patrz! – krzyczy podekscytowany Harry, wskazując na spadającą gwiazdę. Sekundę po niej na niebie pojawia się kolejna i Louis parkuje samochód na poboczu.

- Co robisz? – pyta Harry.

Louis otwiera okna i włącza radio, biorąc koce z tylnego siedzenia.

- Chodź. Mówili nam o tym na fizyce. To deszcz meteorytów.

Harry wychodzi z samochodu, rozciągając swoje długie nogi i prostując plecy. Droga jest opustoszała, więc nie ma specjalnego niebezpieczeństwa, że ktoś go potrąci.

Louis zdążył rozłożyć koc na masce samochodu i poklepuje miejsce obok siebie. Harry kładzie się obok niego, czując pod plecami ciepło chodzącego silnika. Louis splata ich dłonie i Harry uśmiecha się do niego zanim ponownie spogląda w niebo. Gwiazdy spadają po kilka naraz, wyglądając jak garść rozrzuconego, złotego konfetti. Harry myśli, że to najpiękniejsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczył.

Ale chwilę później spogląda na Louis, który nie patrzy w niebo i nawet nie udaje, że to robi. Patrzy na Harry’ego. Jego twarz jest delikatnie rozmazana, a światło gwiazd odbija się w jego oczach jak małe, srebrne rybki pływające w dwóch czarnych stawach. Harry czuje się, jakby ktoś go uderzył. Piękno Louisa ukazuje się w najmniej oczekiwanym momencie i jest absolutnie olśniewające. Harry kieruje w jego stronę delikatny uśmiech, a Louis szczerzy się do niego w odpowiedzi.

Harry drży, ale nie jest to spowodowane wiatrem. Louis unosi brew.

- Zimno ci?

- Trochę – kłamie Harry.

- Chodź tutaj. – Louis wyciąga ręce i Harry przesuwa się bliżej, dopóki nie czuje ramion drugiego chłopaka oplecionych dookoła swojej talii. To zabawne, ponieważ fizycznie Harry jest dużo większy niż Louis, ale to Louis zawsze jest tym, który go trzyma. A co dziwniejsze, w ramionach Louisa Harry nie czuje się tak wielki i niezdarny jak zazwyczaj. W jego ciasnym uścisku czuje się mały i bezpieczny.

Harry staje się nagle niesamowicie świadomy każdej części swojego ciała, która przyciśnięta jest do Louisa, ciepła, jakie promieniuje przez jego jasnoniebieski sweter oraz delikatnego, ale pewnego nacisku małej dłoni Louisa na jego biodro. Piosenka rozbrzmiewająca w tle zmienia się i przez chwilę w ciszy patrzą sobie w oczy, ale wtedy zaczyna grać kolejna piosenka i usta Louisa nagle dotykają tych Harry’ego.

Na początku ich usta prawie w ogóle się nie poruszają – po prostu oddychają – podczas gdy Louis delikatnie przesuwa swoje usta po wargach Harry’ego. Jego serce bije tak mocno i szybko, że ma wrażenie, że wyskoczy z jego klatki piersiowej, ale czuje też serce Louisa, które bije tak samo mocno jak jego i ta myśl rozluźnia go na tyle, że może wpić się w wargi Louisa, zwiększając nacisk ich złączonych ust. Ramiona Harry’ego stapiają się z ciepłem maski samochodu, kiedy język Louisa dotyka jego warg, przejeżdża po jego zębach, a następnie złącza się z jego własnym.

Harry jest tak zatracony w powolnym, rozprzestrzeniającym się cieple pocałunku, że nie zauważa, kiedy Louis przesuwa się, siadając okrakiem na jego biodrach. Odsuwają się od siebie na moment i Louis spogląda na niego z góry, a jego postać rysuje się na tle nieba pełnego spadających gwiazd i Harry myśli – to jest to, tak właśnie wygląda miłość – i wtedy wargi Louisa miażdżą jego i czuje się, jakby tonął.

Harry na początku nieśmiało dotyka Louisa – nie jest pewny zasad oraz tego, co jest dozwolone – po prostu delikatnie trzyma biodra drugiego chłopaka, podczas gdy ich pocałunki stają się coraz odważniejsze. Ale chwilę później Louis przebiega dłońmi wzdłuż jego torsu i dłonie Harry’ego odruchowo zaciskają się mocniej i jęk, który w odpowiedzi opuszcza usta Louisa daje Harry’emu wystarczająco dużo pewności siebie, aby posunąć się dalej. Harry przesuwa dłonie niżej, żeby ścisnąć tyłek Louisa i uczucie, które temu towarzyszy jest wszystkim o czym zawsze marzył i chce więcej. Louis jęczy w jego usta i ten dźwięk wędruje prosto do penisa Harry’ego.

I wtedy czuje tam rękę Louisa, dotykającą go przez materiał jeansów. Harry jęczy, a Louis rozdziela ich usta na wystarczająco długo, aby móc się do niego uśmiechnąć. Nikt wcześniej go tam nie dotykał – cóż, nie licząc jego mamy, która zmieniała mu pieluszki, kiedy był mały – ale Harry zdecydowanie nie myśli teraz o swojej mamie. Jest tak daleko od myślenia o swojej mamie, jak tylko potrafi. Dotyk Louisa jest elektryzujący i Harry nieświadomie przysuwa się bliżej.

- Zawsze tak masz? – śmieje się Louis.

Harry rumieni się i chowa twarz w wełniany sweter Louisa, starając się uspokoić.

- Przepraszam.

- W porządku. Nie miałem nic złego na myśli, kochanie – mówi Louis, przebiegając wolną dłonią po włosach Harry’ego. – Jesteś taki wrażliwy. I to jest cholernie seksowne.

Harry pomrukuje, gdy Louis zatacza małe kółka na jego erekcji, a następnie pewnie ją ściska i to sprawia, że Harry niemal dochodzi w swoich spodniach. Robi co może, żeby nie dojść – ale ręka Louisa jest na nim, na jego penisie – i potrzebuje całej swojej koncentracji, żeby tego nie zrobić.

- Możemy… um… Możemy na chwilę przestać? – pyta nieśmiało.

To naprawdę ostatnia rzecz, której chce. Jest bardziej podniecony niż kiedykolwiek i chce, żeby Louis zdjął jego spodnie i dokończył to, co zaczął, ale szepczący głosik z tyłu jego głowy nie pozwala mu się tym w pełni cieszyć. Chce tego – chce całowania, trzymania się za ręce oraz tych innych fajnych rzeczy – i chce tego z Louisem – tylko nie potrafi przestać myśleć o tym, że nie może. Ponieważ z tego, co mu wiadomo, Louis jest z Eleanor. A on jest tylko jego małym, brudnym sekretem.

Oczy Louisa natychmiast ciemnieją, ale się uśmiecha.

- Tak, oczywiście. Możemy się chociaż poprzytulać?

Harry przytakuje i Louis przyciąga go bliżej, trzymając go mocno, kiedy jego serce  się uspokaja, a jego erekcja opada. Louis przyglądał się gwiazdom, a Harry chowa twarz w zagłębieniu jego szyi. Louis pachnie tak ładnie i to wszystko wydaje się tak właściwe, że Harry zaczyna płakać zanim zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje. Stara się być cicho, ale jego ramiona zaczynają się trząść i po chwili Louis zauważa, że coś jest nie tak. Odsuwa Harry’ego od siebie, trzymając go za ramiona i patrzy na niego z niepokojem wypisanym na twarzy.

- Harry, co się stało? Zrobiłem coś za szybko? Nie chciałeś…? – Louis wygląda na przerażonego.

- Nie, ja… - Harry siada, oplatając się własnymi ramionami, tak jakby próbował uchronić się przed rozsypaniem się na kawałki. – Louis, masz dziewczynę – wykrztusza Harry. – I wiem, że dla ciebie to nic wielkiego… Wiem, że robiłeś już to wszystko wcześniej, ale dla mnie to pierwszy raz. Chciałem, żeby było inaczej… Chciałem, żeby było wyjątkowo. I ja po prostu… Ja naprawdę bardzo cię lubię. i… - łka Harry. Przeciera nerwowo swoją twarz, nienawidząc siebie za płakanie przy Louisie, za pokazywanie mu swoich słabości. – Możemy po prostu wrócić do domu?

- Tak, oczywiście – mamrocze Louis, zbierając koce. I to jest to. Wszystko skończyło się zanim tak naprawdę się zaczęło. Harry kompletnie zmarnował każdą szansę, którą dostał i ma ochotę dać sobie w twarz. Dlaczego on po prostu nie mógł cieszyć się z tego, co Louis miał mu do zaoferowania? I tak miał szczęście, że Louis w ogóle chciał się z nim spotykać. Nie jest już Marcelem, nieśmiałym i niezdarnym chłopakiem ukrywającym się przed całym światem, ale w tym momencie czuje się równie mały, może nawet mniejszy.

Droga do domu jest cicha i krępująca. Harry już nie płacze, ale szczęka Louisa jest zaciśnięta, kostki jego palców trzymających kierownicę pobielały tak, jakby chciał ją wyrwać. Harry odwraca twarz w stronę okna i udaje, że śpi, ponieważ nie może znieść patrzenia na niego. Nie może znieść widoku rozczarowania i frustracji wypisanych na twarzy Louisa.

Kiedy w końcu zatrzymują się na jego podjeździe, Harry stara się wysiąść z samochodu jak najszybciej. Zostaje jednak zatrzymany przez Louisa, który łapie go za nadgarstek.

- Harry, wiem, że na to nie zasługuję, ale… Po prostu potrzebuję trochę czasu… Możesz mi go dać?

Harry nie ma pojęcia, o co chodzi Louisowi. Czasu na co? Spędził tydzień starając się wrócić do łask Harry’ego, a teraz potrzebuje czasu z dala od niego. To ma tyle samo sensu, jak wszystko, co Louis zrobił – walentynka, okłamywanie Zayna, całowanie i oczywiście wracanie po wszystkim do Eleanor. Harry chce mu wybaczyć i naprawdę chce mu wierzyć, ale jeśli jest coś, co pomogło mu przeżyć dzieciństwo oraz młodość, to jest to instynkt samozachowawczy.

- Cokolwiek zechcesz, Louis – mówi chłodno, uwalniając swój nadgarstek i wyskakując z samochodu.

Harry nie patrzy za siebie, ale może poczuć ciepło wzroku Louisa na swoim karku, przypominające poparzenie słoneczne i dopiero kiedy jest w swoim pokoju, słyszy jak Louis odjeżdża.

Podnosi dłoń i delikatnie dotyka własnych ust, czując na nich cień pocałunku Louisa. To wydarzyło się tylko kilka minut temu i kiedy zamknie oczy nadal czuje ciepło jego warg palące jego skórę, jak obietnica. Szkoda, że Louis nie zamierzał jej dotrzymać.

ROZDZIAŁ 7

10.01.2017 00:20

Najlepszy dzień w moim życiu.
Tak, to jest sarkazm. Wszyscy dzisiaj chyba zgrali się by razem niszczyć mi życie. Zaczynając od dziewczyny (ani ja jej nie kocham, ani ona mnie. To już chyba tylko z braku bliskości fizycznej) nie ważne co, ale to i tak moja wina. Kończąc na mojej ulubionej pani od biologii, która wystawiła mi jeden na semestr tylko dlatego, że przyjaźnie się z jej córką i mam na nią “zły wpływ” rozwiązanie? Iść spać. To chyba moja jedyna/ulubiona rozrywka w tym kolorowym, przepełnionym radością i szczęściem świece. Ucieczka od problemów. Ohh, jakże to dojrzałe i dorosłe. Ta chwila kiedy nie wiesz czy wolisz uciekać czy wybuchnąć tak, że twoją psychikę (tak samo jak całe twoje ciało) będzie trzeba zbierać z chodnika pod najwyższym budynkiem w pobliżu. Jakie to życie jest piękne. (tak to też sarkazm, dla niewtajemniczonych) ten blog ma już sporo ponad dwa miesiące. Czytając wczoraj jedne z pierwszych wpisów zrozumiałem jak moje myślenie się zmieniło. Da się zmienić w tak krótkim czasie tylko przez pisanie o tym co się czuję? Czy otwieranie się i możliwość rozmowy aż tak zmieni człowieka? Zadaje wiele pytań na żadne nie odpowiadając.

Want you more than A - Larry Fanfiction Tłumaczenie - ROZDZIAŁ 1

Autor: TheCellarDoor

Tłumacz: Karmelka 

Beta: nie ma więc mamy jedno wielkie it is what it is

Tytuł i link do oryginału: Want you more than A (Pragnę cie bardziej niż piątki)

Zgoda: jest :3

Paring: Larry (Louis & Harry)

Ilość rozdziałów: 15

Ilość słów (wersja ang): ~78tys

Opis: Już samo zakochanie się w przyjacielu swojego przyrodniego brata jest wystarczającą katastrofą. A kiedy okazuje się, że jest on uwielbiany przez wszystkich, a ty jesteś nerdem noszącym swetry i płaczącym podczas komedii romantycznych, staje się to katastrofą do kwadratu.

Ilość słów (ang | pl): 6892 | 5943

*spis rozdziałów*


Harry lubił porządek.

Lubił układać swoje świeżo zastrugane ołówki w jednym rządku i segregować swoje swetry kolorami. Co prawda większość z nich była brązowa i beżowa, ale zawsze były ładnie poskładane i zorganizowane na idealnym stosie, posortowane według odcieni.

Z tego powodu ludzie ze szkoły czasami sobie  z niego żartowali. Nazywali go nerdem i frajerem, mówili, że ubiera się jak babcia. Nie podobało im się to, że miał same piątki i podnosił rękę kiedy znał odpowiedź, ani to, że lubił spędzać swoją przerwę na lunch w bibliotece. Nie rozumiał co było złego w chęci zdobywania wiedzy, by móc w przyszłości mieć dobrą pracę i miłego męża z którym mógłby mieć piątkę dzieci.

I dlatego właśnie niemal dwuletnie zauroczenie najlepszym przyjacielem jego brata - który był uosobieniem chaosu - było całkowicie pozbawione sensu. Cóż, właściwie to przyrodniego brata, ale jego matka nalegała, by nazywał go bratem, więc Harry starał się jak najlepiej umiał, by tylko ją uszczęśliwić. Mimo, że Liam był kutasem.

-Czemu nie możesz po prostu nosić normalnych ubrań? - narzekał Liam, wioząc ich do szkoły, marszcząc przy tym grube brwi - Chłopaki ze szkoły nie żartowaliby sobie z ciebie tak bardzo, gdybyś się tak nie ubierał.

Harry chwycił mocniej swój plecak, gapiąc się za okno:

-Jakie ma znaczenie co oni myślą? Nie próbuję nikomu zaimponować.

Liam prychnął i podgłośnił radio w którym leciała piosenka z list przebojów i Harry wiedział, że utknie ona  w jego głowie na kilka najbliższych godzin.

-Nikomu? Naprawdę - auto zwalniało do zatrzymania. Harry patrzył na czerwone światło, po cichu oczekując aż zmieni się na żółte - Jak to w ogóle możliwe? Masz siedemnaście lat.

Harry wzruszył ramionami, ale nie odpowiedział. Nigdy nie był dobrym kłamcą.

-Co to za nagłe zainteresowanie moim życiem miłosnym? Nie wiedziałem, że cie to obchodzi.

-Bo nie obchodzi - światło zmieniło się na żółte, a potem zielone i auto znów zaczęło się poruszać. Dzięki Bogu - Ale… Jesteś w pewnym sensie moim bratem i w ogóle. Chyba powinno.

Harry poderwał głowę i mrugnął, patrząc na Liama zaskoczony:

-Mama ci coś powiedziała?

Liam poprawił się na siedzeniu, przestając poruszać palcami, które do tej pory wystukiwały rytm piosenki na kierownicy:

-Może.

Bingo.

Po pogadankach jego matki, Liam zawsze miał pięciominutowe napady wyrzutów sumienia. Potem znów wracał do ignorowania Harry'ego i udawania w szkole, że go nie zna, co całkowicie mu pasowało. Naprawdę:

-Po prostu daj spokój. To że mieszkamy w jednym domu nie znaczy, że musi ci zależeć.

-Hej - powiedział Liam, a kąciki jego ust opadły nieco - Nie jestem totalnym dupkiem, wiesz.

Harry wyraźnie pamiętał Liama patrzącego jak Andy, jego przyjaciel z drużyny piłkarskiej, kradnie ubrania Harry'ego i wyciąga go półnagiego z szatni na szkolny korytarz. To było w zeszłym tygodniu. Harry miał na sobie wtedy różowe slipy z myszką Minnie, które mama kupiła mu rok wcześniej w Disneylandzie. A Liam nie zrobił dosłownie nic, by mu pomóc, nawet nie powiedział swojemu przyjacielowi, żeby się odpierdolił, więc.

-Jasne. Oczywiście.

Liam jedynie westchnął:

-Chcesz żebym podwiózł cię dzisiaj do domu?

-Nie, chyba że chce ci się na mnie czekać. Mam matmę.

-Czekaj. I tak nie mogę. Idziemy coś zjeść z chłopakami po treningu. W takim razie nieważne.

Poświęcenie dziesięciu minut, by podrzucić Harry'ego do domu było najwyraźniej jedynym pomysłem Liama na tworzenie braterskich więzi:

-Pojadę autobusem - powiedział, mimo że będzie musiał czekać na niego pół godziny.

-Świetnie.

Liam zakręcił i przyśpieszył.

Harry chciałby mieć osiemnaście lat, by mieć już prawo jazdy i móc pożyczać samochód swojej mamy, by nie musieć znosić głębokiej przepaści między nim, a jego przyrodnim bratem tak często.

~~~~~~~~~~

Posiadanie Liama jako przyrodniego brata miało jedną zaletę.  Było nią oglądanie jak najlepszy przyjaciel Liama podchodzi do auta i przyciska swoją twarz do okna pasażera, by wykrzywić się głupio do jego brata. Harry westchnął głęboko, próbując nie zauważyć jak delikatne były dłonie Louisa. Jak jego mały palec u prawej ręki był lekko przekrzywiony. Naprawdę próbował. I zawiódł. Dość spektakularnie. Nigdy nie potrafił zachowywać się jak normalnie funkcjonujący człowiek, ale kiedy Louis był w pobliżu stawało się to jeszcze trudniejsze.

Liam uśmiechnął się szeroko i wyciągnął kluczyki ze stacyjki zanim wyskoczył z auta. Harry też by to zrobił, ale Louis nadal stał przy drzwiach, najwyraźniej rękoma opierając się o dach samochodu, ponieważ wszystkim co mógł zobaczyć Harry była złota sprzączka od paska Louisa. Westchnął ciężko, poprawiając okulary na nosie i spuścił spojrzenie na swoje kolana, powtarzając sobie, że zachowuje się idiotycznie. Louis go nie zauważy. Nigdy. Był zbyt jasny i magnetyzujący i uwielbiany przez wszystkich, a Harry opowiadał dowcipy z których nikt się nie śmiał, mówił zbyt wolno i ubierał swetry, kiedy tylko robiło się chłodniej. Byli od siebie tak różni jak tylko się dało.

W końcu Liam zapukał w okno, wyrywając Harry'ego z zamyślenia. Mógł poczuć gorąco nabiegające do jego policzków, kiedy zobaczył dwie pary oczu wpatrujące się w niego z oczekiwaniem. Chwycił swój plecak i jakoś udało mu się wygrzebać z samochodu nie zawstydzając samego siebie jeszcze bardziej.

-W porządku? - spytał Louis.

Harry tylko skinął głową, niezdolny wymówić słowa, czując się tak bardzo nie na miejscu, kiedy Liam poszedł zamknąć auto. Louis zawsze był dla niego miły, i to było coś wielkiego. Nigdy sobie z niego nie żartował. To był prawdopodobnie naprawdę niski poziom oczekiwań ze strony Harry'ego, ale nie mógł on tego powstrzymać. Louis był cholernie kochany.

Louis uśmiechnął się nieco,a  kiedy on i Liam ruszyli w stronę szkoły, zostawiając za sobą Harry'ego, ten wiedział dokładnie, że będzie mu się ciężko skupić przez cały dzień.

~~~~~~~~~~~~~~~~

Dobra. Możliwe, że Harry ukrywał się w kanciapie woźnego. Może. Trochę. Nie był tchórzem. To był po prostu… Instynkt samozachowawczy. Po prostu nie czuł się gotowy stawić czoła złośliwym komentarzom tak wcześnie rano. Nigdy nie zrobili mu co prawda nic złego. Po prostu Harry tego poranka czuł się dziwnie wrażliwy i ostatnią rzeczą, której potrzebował był ktoś powodujący jego płacz pośrodku szkolnego korytarza.

Przyciągnął swoje książki blisko do piersi i przeklął samego siebie za założenie tego dnia swetra. Było tu naprawdę duszno i jego kołnierzyk zaczynał go obcierać, powodując zaczerwienienie się skóry.

Drzwi zaskrzypiały, otwierając się.

Automatycznie przesunął się w róg pomieszczenia, mrużąc oczy przez niespodziewane światło.

-Co tu robisz, Harry? - zapytał równie zaskoczony blondowłosy chłopak, którego Harry kojarzył z lekcji biologii. Niall. Tak, Niall Horan. Ich nauczyciel wyrzucił go raz z klasy, ponieważ nie mógł on przestać się śmiać na widok zdjęcia obwisłego penisa. Miał również w tym momencie owiniętą wokół siebie dziewczynę i, och. Harry nigdy nie myślał, że ludzie obściskują się w kanciapie woźnego, tak jak w komediach romantycznych.

-Um… Szukałem trochę ciszy? - naprawdę miał nadzieję, że zabrzmiał wiarygodnie.

-Oh, przepraszam. Możemy…

-Nie, w porządku. I tak powinienem iść - wykonał niezręczny gest, zahaczając o pajęczynę - Jest cała wasza.

-Na pewno? - spytał Niall, czerwieniejąc kiedy dziewczyna przyssała się ustami do tyłu jego szyi.

-Całkowicie - odpowiedział Harry i minął ich, czując, że czubki jego uszu płoną. Pewnego dnia, gdy skończy szóstą klasę i będzie na uniwersytecie, też znajdzie sobie kogoś, kto zaciągnie go by migdalić jego usta. To sobie powtarzał, kiedy widział ludzi w takiej sytuacji. Pewnego dnia. I może to nie będzie Louis Tomlinson, ale w tym momencie Harry mógł żyć z głową w chmurach i gryzmołami patyczaków przypominającymi Louisa grającego w nogę, namalowanymi na marginesach jego notatek.

Do drugiej przerwy nie zdał sobie sprawy, że miał we włosach pajęczynę.

~~~~~~~~~~~~

Na zewnątrz padało i to wcale nie pomagało Harry'emu w nie zesikaniu się. Nawet Shakespeare na okładce podręcznika do literatury angielskiej zaczynał wyglądać jakby kpił z Harry'ego dlatego, że był totalnym debilem.

Przycisnął nogi razem i położył głowę na otwartej książce, ponieważ jego pokój nie miał łazienki. Najbliższa była, co zabawne, na końcu korytarza. Tego samego korytarza na którym Louis i Liam grali w piłkę, tylko dlatego, że nie mogli wyjść na dwór. Harry naprawdę potrzebował się wysikać.

Może powinien zrobić to przez okno? Ogrodowi nie zaszkodziłoby dodatkowe nawadnianie.

Cholera jasna, był taki głupi. Nic złego nie mogło się zdarzyć. Po prostu go zignorują, jak zwykle. Musiał po prostu przemknąć obok nich i może powiedzieć “cześć” do Louisa. I to był problem, pomyślał i wstał, podchodząc do drzwi, mokrą ręką nakrywając klamkę. Ledwo mógł patrzeć na Louisa nie rumieniąc się jak kretyn, nie mówiąc już o rozmawianiu z nim. To musiało być tak boleśnie oczywiste, że był zdziwiony, że nikt mu jeszcze tego nie wypomniał.

Możesz to zrobić. Jesteś silnym, niezależnym mężczyzną i nie będziesz sikał w majtki jak przerażone dziecko. Absolutnie nie.

Kiedy tylko wyszedł na korytarz, piłka uderzyła prosto w jego twarz. Nie było to zbyt mocne uderzenie, ale mimo to zatoczył się na ścianę, oszołomiony, a okulary spadły z jego nosa.

-Kurwa. Stary, jesteś cały?

Harry próbował zamrugać przez mgłę w jego głowie, kiedy ciepła dłoń dotknęła jego ramienia, podtrzymując go. Dłoń Louisa. Louisa, który zawsze musiał pojawić się w momencie, kiedy Harry zawstydzał sam siebie. Wspaniale. Karma to suka.

-Ja… Mam się dobrze. Tak sądzę - dosłownie nie czuł połowy twarzy. Prawdopodobnie to była dobra rzecz.

-Naprawdę przepraszam. Kurwa - Louis opadł na kolana, a jego głowa znalazła się tuż przy kroczu Harry'ego i Harry naprawdę nie wiedział czy kręciło mu się w głowie, bo właśnie został uderzony piłką czy dlatego, że nieodwzajemniona miłość jego życia patrzyła na niego z pozycji idealnej do obciągania.

-Tutaj - powiedział Louis, wstając,  tak płynnie jak Harry mógłby tylko pomarzyć, mrużąc oczy w skupieniu, zakładając okulary Harry'ego na jego twarz. Skóra na palcach Louisa była ciepła - Jak nowy.

-Naprawdę muszę się wysikać - wyrzucił z siebie Harry i od razu się zaczerwienił. Och, świetnie, jeszcze lepiej. Prawdopodobnie miał odbitą piłkę na swojej twarzy.

-Cóż, w takim razie - powiedział Louis ze zmieszanym uśmiechem. Musiał pomyśleć, że Harry jest całkowitym idiotą niezdolnym do interakcji międzyludzkich. Nie mylił się tak bardzo, ale jednak - Jestem daleki od zatrzymywania mężczyzny z daleka od jego celu.

Harry tylko skinął głową, wlokąc się i swoje zranione ego do łazienki, kiedy Louis zawołał:

-Na pewno wszystko w porządku?

Harry wydusił mały uśmiech, mając nadzieję, że jego zauroczenie tym chłopakiem nie było aż tak widoczne:

-Jasne. Dziękuję.

Mógł usłyszeć śmiech Liama sekundę po tym jak zamknął drzwi od łazienki i poczuł się jak największy kretyn świata, a nawet nie był zbyt dramatyczny. A co było najgorsze? Ból pulsujący w jego głowie był wart dotyku Louisa, nieważne jak bardzo platonicznego. Żałosny, taki właśnie był Harry.

Kiedy wyszedł na zewnątrz - co stało się po krócej niż dwóch minutach, ponieważ naprawdę nie chciał żeby Louis pomyślał, iż robił w środku coś innego niż sikanie - chłopaków już nie było, prawdopodobnie przenieśli się do pokoju Liama. Przyzwyczajając się znów do ciszy swojego pokoju, jedynie z Shakespearem do towarzystwa, próbował nie czuć się zbyt zawiedzionym i może nieco samotnym.

Zdjął okulary, zdając sobie sprawę, że nie potrafi skupić się na lekcjach i przycisnął palce do swojego gorącego policzka. Miał właśnie zamiar wstać i wziąć Tylenol z szafki z lekami, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

Spadnięcie z fotela, kiedy zakręcił się dookoła zbyt szybko nie przyniosło mu zbyt wiele dumy. Tak samo jak otwierające się drzwi, ukazujące Louisa, który natychmiastowo ruszył w jego stronę, by pomóc mu się podnieść.

-Kurwa, wszystko w porządku? Przepraszam, stary. Nie chciałem się wpraszać. Po prostu… Usłyszałem stukot i zastanawiałem się czy… więc ja… no - podprowadził Harry'ego do jego łóżka, by mógł usiąść. Ręce Louisa były zaskakująco solidne i twarde, a Harry nigdy nie chciał bardziej wleźć pod łóżko i rozpłynąć się na podłodze - Cholera, nie masz wstrząsu mózgu, nie?

-Nie, ty po prostu… Zaskoczyłeś mnie nieco? Nie martw się tym, serio - to nie był wstrząs mózgu, nie. Bardziej zawał, ale ściśle związany z ręką Louisa nadal spoczywającą na jego ramieniu. I Harry definitywnie nie tworzył właśnie w swojej głowie smutnej, miłosnej piosenki.

-Cóż, zaskoczyłem, i właśnie dlatego przyniosłem ci, um… - Louis wyprostował się uśmiechnął z zakłopotaniem, pokazując torbę mrożonego groszku. Harry próbował się nie rozpłakać, ponieważ nikt poza jego mamą, Gemmą i okazjonalnie Geoffem nie okazał mu takiej troski. Chociaż to nie był wystarczająco dobry powód, by płakać. Może naprawdę miał wstrząs mózgu.

-Masz - Louis przycisnął delikatnie torebkę do zaczerwienionej części jego twarzy. Ich palce się spotkały, kiedy Harry chwycił od niego przedmiot i przez jedną szaloną chwilę zastanawiał się czy nie miał halucynacji - Powinno zmniejszyć opuchliznę. Pomogło kiedy zraniłem się w kolano na meczu w tamtym roku.

Harry dobrze to pamiętał. Zdecydowanie potrafił sobie przypomnieć próby subtelnego wydobywania od Liama informacji o stanie Louisa.

-Dziękuję. Nie musiałeś.

-Przyniosłem ci też tabletki przeciwbólowe. Na wszelki wypadek - Louis wyciągnął opakowanie ze swoich zbyt wąskich dżinsów i postawił je na materacu obok biodra Harry'ego, ponieważ był właściwie aniołem. Jego włosy pachniały truskawkami i wanilią. Harry był całkiem pewien, że to liczyło się jako dowód.

-Dziękuję - powtórzył Harry pragnąc, by jego zdolności artykulacji nie opadały do poziomu zera za każdym razem, gdy znajdował się blisko Louisa - Naprawdę, ja.. zawsze jesteś dla mnie miły. Dzięki.

Opuścił spojrzenie na swoje skarpetki, wdzięczny że miał groszek za którym mógł schować swoją zarumienioną twarz.

-Jasne, oczywiście - odpowiedział Louis jakby to nie było nic wielkiego. I właściwie tak było, zdał sobie sprawę Harry. Zabawne jak jego walące serce nie zdawało się tego rozumieć - Zawołaj mnie jeżeli coś będzie się działo, dobrze?

Harry przełknął ślinę, czując suchość w gardle i wymusił delikatny uśmiech, patrząc na niesprawiedliwie powalającą twarz Louisa:

-Jasne.

-Okay, dobrze. Spróbuj nie umrzeć, proszę, albo Anne mnie zabije - uśmiechnął się, ukazując zęby, a w kącikach jego oczu ukazały się zmarszczki i Harry poczuł się tak powalony przez to jak piękny był uśmiech Louisa, że był bliski upuszczenia groszku.

-Spróbuję. Spróbuję nie umrzeć.

Louis ociągał się, z rękami utkwionymi w kieszeniach dżinsów i Harry nie mógł tego po prostu znieść. Nie mógł znieść ciszy, więc zrobił to, co robił gdy nie wiedział co powiedzieć:

-Hej, Louis?

-Tak?

-Czemu banan idzie do lekarza?

Kącik ust Louisa uniósł się nieco w półuśmiechu i Harry wiedział, że kopie sobie grób zanim w ogóle dotarł do końca żartu:

-Ponieważ nie obiera się dobrze*.

Spotkał oczy Louisa i pokręcił palcami w dywanie, zastanawiając się dlaczego nie nauczył się jeszcze zatrzymywać swoich żartów dla siebie.

Nie zdawał sobie sprawy z tego, że wstrzymuje oddech dopóki Louis nagle nie wybuchnął śmiechem, pozwalając mu odetchnąć.

-Boże, to było…

-Tommo - zaryczał Liam, mijając drzwi Harry'ego - Nie obijaj się, przyszło jedzenie!

-Wstrzymaj swoje konie - zawołał Louis, oglądając się przez ramie. Kiedy z powrotem spojrzał na Harry'ego uniósł ramiona, wzruszając nimi - Przepraszam, lepiej jak…

-W porządku - Harry nigdy nie chciał tak bardzo umieścić cytryny w zatrzaskach Liama jak teraz. Ale nie zrobiłby tego, ponieważ nie był złośliwy. Również wczoraj skończyły im się cytryny i Harry zapomniał kupić ich, kiedy był na zakupach, więc.

-Ja - zaczął Louis, szurając nogami w kierunku drzwi - Przepraszam, może też jesteś głodny? Możemy się podzielić. Nie pomyślałem…

-W porządku. Ja, um, właśnie jadłem - również ugotował to sam. Może powinien to wspomnieć, ale Louis już był w połowie drogi do drzwi, i szansa uwiedzenia go jego zdolnościami kuchennymi zniknęła razem z nim.

-Hej - powiedział Louis, wsadzając głowę przez drzwi, jego twarz miała psotny wyraz - Oczyszczaj dobrze skórę.

W pośpiechu, by powstrzymać zawstydzający wybuch śmiechu, upuścił torbę mrożonego groszku na własną stopę. Na szczęście Louisa już nie było.

Harry schował twarz w poduszkę i próbował nie chichotać jak lunatyk po porcji trawki. Był cholernie zakochany w tym chłopaku i jakoś mu to nie przechodziło.

~~~~~~~~~~~~~~

Nie mógł spojrzeć Louisowi w oczy. Ostatnim razem działo się po tym jak przypadkowo pomyślał o Louisie biorącym prysznic i czuł się niesamowicie winny. W jakiś sposób tym razem było to nawet gorsze. Obawiał się, że mógłby zamienić się w papkę sekundę po spojrzeniu na niego. Na Louisa, który siedział obok Liama przy kuchennym blacie i obydwaj gapili się na Harry'ego, kiedy ten próbował zrobić kanapkę trzęsącymi się rękami.

-Więc Harry - zaczął Liam, a Harry był tak mocno rozproszony, że nałożył na swoją kanapkę musztardę pomimo, że jej nienawidził - Mam nadzieję, że nie okażesz się małym kapusiem i nie doniesiesz na nas.

-Co? - Harry odetchnął. Kawałek szynki wypadł mu z rąk i wylądował na blacie z plaśnięciem. Jego policzki zaróżowiły się, a on skupił się na unikaniu twarzy Louisa, ponieważ jego mózg powtarzał mu sceny z jego bardzo sugestywnego snu jakby to były cholerne klatki z filmu. To nawet nie było zboczone. Po prostu głupie i Harry próbował nie zarumienić się jeszcze bardziej, ponieważ śnił o trzymaniu ręki Louisa i jakoś wydawało mu się, że gdyby Louis na niego spojrzał od razu by się tego domyślił.

-Liam elokwentnie stara się powiedzieć - wtrącił Louis - Że zamierzamy urządzić tutaj wykwintną imprezę.

Liam prychnął.

-Tak, Liamie, wykwintną. Ponieważ ktoś ma przynieść również wino i jestem całkiem pewny, że jest to ściśle powiązane z wykwintnością. W każdym razie - powiedział Louis z ciężkim chrząknięciem - Bardzo byśmy docenili gdybyś nie powiedział o tym Anne i Geoffowi? To nie tak, że nie posprzątamy zanim wrócą z ich małego…  festynu rocznicowego bzykanka.

Głośny jęk Liama był jednym z tych momentów, kiedy Harry poczuł się w jakiś sposób powiązany z przyrodnim bratem.

-Nie ma żadnego bzykania. Są za starzy. Wszystko co robią to spanie i przytulanie. To wszystko, jasne? Jasne.

-W porządku, Payno - powiedział Louis żartobliwym i ciepłym tonem i Harry tak bardzo chciał móc przedrzeźniać się z Louisem, że omyłkowo zaczął kroić sałatę w malutkie kawałeczki - Pozwolę ci żyć w tym złudzeniu. Dopóki nie zrobisz czegoś głupiego, wtedy będę szczęśliwy mogąc ci znów o tym napomknąć.

Liam oparł głowę na złożonych ramionach ze stęknięciem kogoś, kto poddał się już dawno temu.

Harry natomiast był tak zajęty usiłowaniem nie spotkania wzroku Louisa i czuciem się rozdrażnionym, kiedy Louis chwycił Liama za szyję, że niemal przegapił pytanie zaadresowane do niego. Znowu. Dobrze, że nie miał żadnych chorób serca, bo jego bicie przyśpieszyło tak bardzo, że mógł poczuć je w uszach.

-Więc, zrobisz to? - spytał Louis, zbliżając się łokciami opartymi na blacie - Zatrzymasz nasz sekret?

Harry popełnił błąd, patrząc Louisowi w oczy. Powinien już przywyknąć do jego twarzy, ale widok promieni słonecznych padających na rzęsy Louisa, rozbijających błękit jego tęczówek, nadal powodował u Harry'ego lekkie zawroty głowy. Nadal powodował również niestabilność jego nóg, suchość ust i musiał walczyć ze sobą, by widzieć coś poza tunelem w którym ukazywała się twarz Louisa, gdy reszta świata była rozmyta.

-Ja - otworzył usta i przełknął ciężko ślinę, odczuwając ulgę, że udało mu się powiedzieć cokolwiek - Tak?

-Tak? - powtórzył Louis, jego ostre zęby mignęły w zadowolonym uśmiechu i kurwa, Harry naprawdę powinien odłożyć ten nóż zanim przypadkowo odetnie sobie palec.

-Tak, okay. Zrobię to. Zatrzymam wasz, um… sekret.

Louis podskoczył na krześle z głośnym okrzykiem radości i odbił się dookoła blatu, by przyciągnąć Harry'ego do szybkiego, jednoramiennego uścisku. Zanim Harry mógłby w ogóle wziąć odpowiedni oddech lub udowodnić sobie, że jego kości właściwie nie zamieniły się w galaretkę, Louis już wybiegał z kuchni, ciągnąc za sobą Liama.

Minęło pięć minut nim Harry mógł się znów poruszyć.

~~~~~~~~~~

Imprezie było daleko do wykwintnej. Była pełna pijanych nastolatków i plam, które za chwilę miały znaleźć się na dywanie i dusznego powietrza, które powodowało, że Harry czuł się wata, kiedy zdecydował się rzucić okiem na to, co tam się dzieje. Nigdy nie czuł się bardziej wyobcowany, więc po prostu uciekł z powrotem do swojego pokoju, z butelką wina,wygramolił się przez okno i usiadł, opierając się o ścianę domu, wyciągając nogi na brudne dachówki. Postawił butelkę wina pomiędzy nogami i odchylił głowę do tyłu, by móc spojrzeć na nocne, zachmurzone niebo.

Nadal mógł usłyszeć śmieciową muzykę, czuł ściany wibrujące od uderzeń basów. Nie mógł się powstrzymać przed myślą, że coś było z nim nie tak. Dlaczego nie mógł po prostu pójść na dół i cieszyć się tym zamiast chować się na dachu z rozczochranymi włosami i w znoszonej koszulce z dziurą pod pachą.

-Przynajmniej mam ciebie, Don Pinocie. Jesteś dobrym kumplem - zacisnął wargi na butelce i pozwolił słodko-gorzkiemu płynowi wpłynąć do jego ust. Jego gardło zapłonęło zanim napój nie dostał się do brzucha, jak mała piłka francuskiego słońca.

Złapał językiem wypływającą kroplę i, hej, dlaczego nikt nie chciał wykorzystać jego zwinnego języka? Światu tego brakowało. Pod tym dachem pewnie obściskiwali się ludzie. Też chciał się z kimś obściskiwać, czy to było złe? Może po prostu pocałuje Don Pinota, zobaczy czy mu zależy.

Przez okno zjeżdżające przy jego ramieniu niemal nie wylał na siebie całego wina. Zaskoczony podciągnął nogi do klatki piersiowej i zaprzestał lizania butelki Don Pinota, ponieważ co do kurwy. Ktoś wszedł do jego pokoju i na jego dach, jakiś niezaproszony zaproszowiec***. Czekaj. To źle brzmiało. Ale Harry był zbyt podpity, by się tym przejmować.

Na początku zobaczył tylko zgrabne łydki, mocne uda i zaokrąglenie tyłka intruza, który ubrany był w ciasne dżinsy i, dobra. Może mógłby na chwilę zostać.

-Co tu robisz? - spytał głos, kiedy reszta ciała chłopaka pojawiła się przed Harrym i chłopak musiał mrugnąć i poprawić okulary, a mimo to zastanawiał się czy to nie zwidy spowodowane mieszaniem wina z absyntem.

-To mój… um, mój pokój.

-Oh, jasne. Nie wiedziałem. Przykro mi, stary  - w ogóle nie brzmiąc jakby było mu przykro Louis usiadł jakby Harry nie mógł odlecieć na sam dotyk jego skóry - To nadal jednak nie tłumaczy dlaczego tutaj jesteś.

Wdrapał się ponieważ wino, które wykradł z kuchni powiedziało mu, że to był doskonały pomysł. Powiedziało mu też, że nie będzie się czuł tu tak samotny jak pośrodku tłumu. Kim był, by się kłócić?

-Chciałem posiedzieć w ciszy - beknął.

-Jesteś pijany? - spytał Louis, i jego skóra była taka złota, że Harry chciał jej dotknąć żeby zobaczyć, czy zostawi ślady na jego palcach.

-Nie, proszę pana. Ja nie… robię tego. Nie robię takich rzeczy - pociągnął za niemal oderwaną etykietkę wina i pozwolił jej części spaść z dachu. Don Pinot był wystarczająco szalony, by nie mieć mu za złe bycia nagim w obecności obcych - Jestem odpowiedzialny. Bardzo młody dorosły.

-Stary, nie powinieneś tu siedzieć, kiedy jesteś nachlany. Możesz spaść.

-Nie jest zbyt wysoko - oparł swoją głowę na ścianie i zamknął oczy, by powstrzymać świat od kołysania - Liam jest wyższy**** - zachichotał z własnej gry słownej.

-Straszne - powiedział Louis, ale nie brzmiał na złego, a przynajmniej tak wydawało się Harry'emu. To był ten ton, którego używał, by dokuczać swoim znajomym. I znowu, może Harry miał zwyczajnie urojenia - Bądź dobrym chłopcem i daj mi butelkę. To niegrzeczne, że nie chcesz się podzielić, wiesz.

Harry przytulił ją bliżej do klatki piersiowej. On i Don Pinot mieli to porozumienie. Kumple na całe życie. Całujący się przyjaciele. Dopóki ostatni łyk ich nie rozłączy:

-Obiecałem nie dać ci odejść. Te drzwi są wystarczająco duże, by utrzymać nas oboje.

-Jeżeli zaczniesz śpiewać My heart will go on to uduszę cię uściskiem.

Jeżeli to zrobi. Harry był na tyle ośmielony, by przyznać, że gdyby tak się stało nie miałby nic przeciwko zanurzenia nosa pod ramieniem Louisa i, że byłby to najlepszy dzień jego życia. I fakt, że złapał odniesienie do Titanica świadczył dokładnie o tym, że był on pokrewną duszą Harry'ego:

-Every night in my dream, I see you, I feel you…

Louis zakrył usta Harry'ego wewnętrzną częścią dłoni:

-Nie.

Starając się spojrzeć pytająco na dłoń, oczy Harry'ego skrzyżowały się tak bardzo, że nieco zakręciło mu się w głowie:

-To klasyka - wymamrotał w dłoń Louisa i zastanawiał się dlaczego Louis nie uciekał, krzycząc o złapaniu choroby nerda *****.

-Zataczasz się, kochanie.

Louis zabrał swoją rękę, ale Harry nawet tego nie zauważył, bo… kochanie. KochanieKochanieKochanie.

-Masz dołeczki.

Harrym mrugnął:

-Oh.

-Jestem pewien, że to dla ciebie powalająca rewelacja - powiedział sucho Louis, kręcąc głową. Potem przycisnął palec do policzka Harry'ego i skinął akceptująco głową, kiedy jego dołeczek pogłębił się pod jego naciskiem. Harry praktycznie zaliczał drugą bazę z chłopakiem jego marzeń. Jego trzeźwa wersja nigdy by w to nie uwierzyła.

-Co tutaj robisz? - spytał Harry. Jego dołeczki już tęskniły za dotykiem Louisa, który opuścił swoją dłoń. Chciał jego dotyku już zawsze.

-Zadajesz mi moje własne pytanie, czyż nie?

-Nie musisz odpowiadać jeżeli nie chcesz. To nic złego - rzucił Don Pinotowi ostatnie, pełne żalu spojrzenie i zaoferował go chłopakowi. Jego mama zawsze mówiła, że dzielenie się oznacza troskę, a bycie podpitym nie jest wymówką na brak dobrych manier - Możesz go dostać.

-Więc teraz to on?

-Jest francuzem. A mimo to nie jest dżentelmenem. Całkiem zboczony - ich palce zetknęły się, kiedy Louis brał od niego butelkę. Harry zastanowił się dlaczego nie zaproponował tego już wcześniej. I wtedy to się stało. Usta Louisa przytknęły się do butelki, do tej samej butelki, której minutę temu dotykały wargi Harry'ego. Równie dobrze mogliby się pocałować. Ten wieczór był szalony.

-Normalnie nie jestem fanem wina, ale… darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby i w ogóle. To nie tequilla, ale czemu nie.

Harry nie wiedział nic o koniach, ale Louis pocierał jego zabrudzone winem usta tyłem swojej dłoni i Harry przelotnie rozważał zaoferowanie mu własnych warg, by coś mu wyczyścić.

-Mam coś na twarzy? - spytał Louis, sięgając ręką do kolejnej kropli.

-Po prostu… za dużo piękna - kurwa, powiedział to tylko w swojej wyobraźni czy na głos?

Dłoń Louisa zastygła, a na jego twarzy pojawił się wstydliwy uśmiech. Wstydliwy. Czy on nie zdawał sobie sprawy z tego jak piękny był? Harry'emu zawsze wydawało się, że musiał słyszeć to co najmniej setki razy w ciągu dnia, ponieważ gdyby był przyjacielem Louisa mówiłby mu to przy każdej okazji, a chłopak miał naprawdę wielu przyjaciół.

-Dobra stary. Myślę, że powinienem ci przerwać.

-Nie jestem pijany - usiadł na swoich rękach, by nie przebiec nimi przez miękką grzywkę Louisa.

-Oczywiście, że nie - uśmiechnął się szatyn i wyciągnął swoje nogi. Czubki jego palców ledwo dosięgały kostek Harry'ego. Oczywiście, Harry wiedział, że był wyższy. To nie tak, że było wiele rzeczy, których obsesyjnie nie obserwował w Louisie, wyobrażając sobie jak otula go ramionami, gdy chłopak idealnie wpasowuje się w jego uścisk. Ale nigdy naprawdę nie poczuł różnicy do teraz. Osobowość Louisa zawsze była oszałamiająca i jasna i wystarczająco głośna, by wypełnić całe pomieszczenia, powodując, że zdawał się być o wiele większy i bardziej onieśmielający niż naprawdę był.

-Czemu nigdy nie nosisz skarpetek?

-Gramy teraz w dwadzieścia pytań?

Harry nie wiedział, czy powinien dać się zjednać uśmiechowi Louisa czy czuć się zirytowanym, że odpowiada pytaniem na pytanie. Harry bardzo chciał dostać się do wnętrza Louisa, mógłby nawet wylizać sobie drogę do niego, ale ono zawsze było zabite deskami defensywnego humoru.

-Stopy mi się pocą jeżeli mam skarpetki, kiedy noszę buty, a tego nienawidzę - przyznał Louis po chwili oczekującej cichy.

Harry chciałby kontynuować naukę  przypadkowych, bezużytecznych faktów o tym chłopaku dopóki nie będzie stary i szary i wszystkie te niebieskookie, kręconowłose dzieci nie będą już dorosłe. Chciał mieć ich przynajmniej szóstkę, by mogli grać mecze piłki nożnej na tyłach własnego ogrodu pomimo, że Harry był tragiczny jeżeli chodziło o piłkę.

-Możesz zdjąć buty. Tylko ja tutaj jestem, a i tak nie mam butów - tylko skarpetki z rysunkami śmiejących się bananów. Gdyby Harry był w normalnym stanie, prawdopodobnie uważałby to za martwiące. Tym razem jednak pokręcił po prostu palcami i uśmiechnął się.

Louis odwrócił swoją twarz, by na niego spojrzeć, po prostu patrząc cicho, bez wypowiadania żadnego słowa. Kiedy powoli oddał uśmiech i zdjął swoje Vansy ciepło całej tej niedorzecznej sytuacji odebrało Harry'emu dech do tego stopnia, że nie mógł nawet wziąć kolejnego łyka wina.

-Wycisnąłem Liamowi całą pastę i umieściłem tam zamiast niej lubrykant, ponieważ wczoraj zamówił tylko pizzę z ananasem chociaż powiedziałem mu, że jej nie lubię - zwierzył się Harry, ponieważ nie chciał, by ta spowiedź pozostała jednostronna - Proszę, nie mów mu.

Louis wydał z siebie nieco zaskoczony śmiech, jego oczy zmarszczyły się w kącikach. Harry poczuł jak jego własne usta rozszerzają się w dzikim uśmiechu, zastanawiając się przez chwile czy to nie sprawi, że nigdy więcej nie będzie mógł się uśmiechać. Ale. Spowodował uśmiech Louisa. Spowodował uśmiech Louisa. Znowu. Nikt poza jego mamą i Gemmą nie uważał jego dowcipów za śmieszne, ale one były to tego zobowiązane przez więzy rodzinne.

-Nie powiem - obiecał Louis, chwytając się za pierś, na wypadek gdyby Harry zapomniał jak słodki był Louis, czego przecież nigdy by nie zrobił  - Tylko jeżeli kiedy się dowie opowiesz mi jego reakcję.

Siła skinięcia spowodowała, że świat nieco się zachwiał. Louis chciał z nim  znowu rozmawiać:

-Będzie wściekły.

-Nie. Trochę się porzuca i przejdzie mu w dziesięć sekund, tak sądzę - Louis szturchnął stopę Harry'ego swoją własną. A Harry niemal przewrócił się na nieoczekiwany kontakt. Nie mógł się powstrzymać przed westchnięciem nad tym jak boleśnie urocze były stopy Louisa.

-Właściwie to dlaczego ty masz lubrykant?

Umysł Harry'ego opustoszał. Niemal mógł słyszeć tę ciszę:

-Cóż…

Louis tylko się zaśmiał i przytulił do piersi Don Pinota:

-Żartuję, Harold. Nie zejdź nam tu na atak serca. Jestem gówniany w RKO.

Harold. To nawet nie było imię Harry'ego, ale Louis mógł go tak nazywać kiedy tylko zapragnął. Naprawdę.

-Używam ich do zawiasów w drzwiach - wyrzucił z twarzą prawdopodobnie tak czerwoną jak zeszłoroczne spodnie Louisa - Pomaga na skrzypienie.

-Zawiasy, jasne - oparł Louis z rozbawionym uniesieniem brwi - Cokolwiek mówisz.

Harry schował swoją czerwoną twarz w dłoniach, marząc żeby rozstąpiła się pod nim ziemia i pochłonęła go całego.

Miękkie, delikatne palce krążyły po jego nadgarstku, odciągając ręce od jego twarzy i po prostu… Louis go dotykał. Skóra przy skórze. I jego dłonie były nieco chłodne, ale Harry'ego to nie obchodziło, ponieważ był gotów wyznać setki żenujących rzeczy jeżeli to oznaczało dotyk Louisa.

-Hej - powiedział Louis, cofając kciuk z punktu, gdzie mógł wyczuć puls Harry'ego. Czuł się słaby, wszystko poza Louisem było rozmyte - W porządku. Osądzanie cie byłoby hipokryzją z mojej strony, skoro ja też go mam.

Lepiej by było gdyby piskliwy odgłos, który wydał z siebie Harry nigdy nie miał miejsca:

-Masz?

-Tak - odpowiedział Louis, puszczając mu oczko.

Skóra nadgarstka Harry'ego zapłonęła jakby trzymał go nad otwartym ogniem o sekundę zbyt długo, a on nie mógł się powstrzymać przed spojrzeniem w dół na dłonie Louisa. Nie mógł wstrzymać się przed wyobrażeniem sobie Louisa rozłożonego na własnym łóżku, nagiego i spoconego, próbującego wsunąć w siebie palce, jeden po drugim. Kurwa.

Gardło Louisa drgało, kiedy podniósł butelkę do swoich ust i przełknął łyk. Gdyby poziom nakręcenia Harry'ego mierzyć w skali od jeden do dziesięciu, przemknąłby on obok dziesiątki i osiągnął setkę.

-Nie jest takie złe - powiedział Louis, gapiąc się na w pół oderwaną etykietę na butelce. Jego profil był najładniejszym profilem jaki Harry kiedykolwiek widział. Gdyby umiał namalować coś poza patyczakami, namalowałby Louisa w każdy możliwy sposób. Może nawet na biurku dyrektora i przy bocznej sali gimnastycznej.

-Wyglądasz słodko - co do cholery jasnej było nie tak z jego filtrem pomiędzy mózgiem a ustami? Jezu.

Kątem oka, ponieważ stanowczo odmawiał zobaczenia jego reakcji na wprost, zobaczył jak Louis schyla głowę.

-Ja… Nawet się nie uczesałem. Nie miałem czasu, bo mama potrzebowała pomocy przy dziewczynkach. Jestem bałaganem.

Harry mrugnął w kierunku swoich bananowych skarpetek i przełknął ślinę, zachęcony, ponieważ Louis musiał wiedzieć:

-Nie, jesteś… Podoba mi się to. Lubię tę delikatność. To… - powoduję, że chcę położyć się gdzieś obok ciebie, trzymając twoją dłoń w mojej i czuć łaskotanie na mojej twarzy, kiedy pozwolisz mi się pocałować - Czyni cię uroczym.

-Uroczym! - prychnął Louis - Wolałbym być zamiast tego przystojny, wielkie dzięki.

-Jesteś - wymamrotał Harry zgodnie z prawdą i chwycił kawałek swojego swetra leżącego na kolanach.

-Dzięki - powiedział Louis cicho, nerwowo bawiąc się etykietą Don Pinota - Też jesteś całkiem słodki, nawet z takimi włosami.

Harry przebiegł dłonią przez swój bałagan na głowie i skrzywił się:

-Nie lubię ich takich. W sensie w takim bałaganie.

-Zauważyłem, twój pokój jest cały wysprzątany. Uciekłbyś gdybyś tylko postawił stopę w moim. Na drzwiach powinna wisieć tabliczka z napisem ‘biologiczny przypadek’.

Harry naprawdę miał nadzieję, że Louis nie zauważył dziennika leżącego na biurku z napisem “Harry Tomlinson”. W innym przypadku musiałby zmienić swoją tożsamość i przenieść się na inny kontynent:

-Nie przeszkadza mi bałagan innych. Po prostu lubię czystość.

Louis spojrzał na niego:

-Mówisz serio? Co z ciebie za siedemnastolatek, kochanie?

-Najwyraźniej dziwny - podciągnął kolana i oparł na nich podbródek.

-Ja nie… - zaczął Louis, wyciągając rękę jakby chciał go dotknąć. Opuścił ją zanim mógłby to jednak zrobić - Nie miałem nic złego na myśli.

-Nie. W porządku. Wiem - uśmiech na jego twarzy wydawał się ciężki - To i tak prawda. Jestem dziwny. I naprawdę mi to nie przeszkadza. Podoba mi się to kim jestem i nigdy nie chciałbym się zmienić, by zadowolić innych.

-To dobrze. Chciałbym być bardziej jak ty.

Harry siedział przez chwilę, niepewny co powiedzieć, ponieważ Louis nie był idealny, nie. Harry był zakochany, ale nie był głupi. Ale. Louis był miłą osobą. Impulsywną i słodką i zabawną i… Milion innych rzeczy, którymi Harry mógłby wypełnić dwa kolejne dzienniki.

-Czemu byś miał? - spytał Harry, czując jak jego serce przyśpiesza - Ciebie przynajmniej ludzie chcą słuchać. Chcą… Być blisko ciebie. Całować cie. Ja nigdy… - zamknął szybko usta i spojrzał zdecydowanie do przodu.

-Harry - powiedział Louis, przesuwając się, by usiąść po turecku, patrząc na niego, będąc tak, tak blisko. Harry miał problem z oddychaniem. Czemu to w ogóle powiedział? IdiotaIdiotaIdiota.

-Na pewno ktoś… no wiesz. Na przykład, chociaż trochę? Jak, w piątej klasie czy coś?

Harry wzruszył ramionami, nie zależało mu zbytnio na upokarzaniu się jeszcze bardziej. Nagle poczuł się dużo bardziej trzeźwy.

-Nie. Nawet nie w przedszkolu. Jest w porządku. To pewnie nawet nie jest takie fajne jak wszyscy uważają.

-Pieprzyć to - ciepłe dłonie ujęły twarz Harry'ego i zmusiły go do spojrzenia na Lousa. Louisa, który był tak blisko, że Harry mógł poczuć jego oddech na własnych ustach i mógł policzyć wszystkie jego rzęsy.

-Co… Co ty robisz?

-Mogę? Znaczy, pocałować cie?

-Nie chcę żebyś mnie całował dlatego, że… że jest ci mnie żal - powiedział niepewnym głosem i kurwa. Czy jego mózg nie mógłby się na chwilę zamknąć i pozwolić mu doświadczać miłych rzeczy? Najwyraźniej nie.

-Co jeżeli chcę? - spytał zdeterminowany Louis, wyglądając dokładnie tak jak za każdym razem, gdy wykonywał rzut karny. To nie wydawało się być w porządku.

Policzki Harry'ego zapłonęły w miejscach, gdzie Louis go dotykał i to było coś o czym on marzył od dwóch lat, ale.

-Dlaczego byś miał?

Kciuki Louisa potarły jego policzki, język zwilżył wargi, a Harry był tak bardzo słaby. Czuł się jakby miał wyskoczyć ze skóry. To albo zwymiotować. Naprawdę miał nadzieję, że nie zwymiotuje.

-Nie wiem - odpowiedział szczerze Louis - Chyba nie całowałem nikogo dłuższą chwilę. Nie chcesz tego?

Chcę żebyś mnie całował dlatego, że mnie lubisz. Chcę żeby to coś znaczyło, pomyślał, krążąc po nadgarstkach Louisa drżącymi rękami, nie wiedząc czy chciał go odepchnąć czy trzymać przy sobie,  by nie mógł zmienić zdania i odejść.

-Ja…

Odsunięcie się od jego twarzy było o wiele trudniejsze niż się spodziewał. Trudniejsze niż przyznanie swojej mamie, że lubił chłopców.

-Ja… Tak. Po prostu. Nie w ten sposób, jeżeli to w porządku.

-Nie, okay. Oczywiście to… jak… nigdy nie zrobiłbym czegoś czego byś nie chciał. Nie chciałem nawet, założyć. Kurwa. Przepraszam, Harry, ja … - ich dłonie rozsunęły się, kiedy Louis podniósł się z kolan, otrzepując się - Naprawdę przepraszam.

Też przepraszam. Zatrzymał to dla siebie.

-Nie musisz. Jest w porzą…

Reszta zdania została przerwana przez odgłos kogoś wymiotującego do gardenii pod nimi. I oni po prostu. Nie mogli. Kurwa. Przestać.

-Jezu, czuję się jakbym oglądał egzorcyzmy - powiedział Louis, starannie unikając wzroku Harry'ego, kiedy spojrzał na dół, na podwórko - Lepiej… - wskazał kciukiem w stronę okna - Chłopaki pewnie mnie szukają.

Czemu więc tu jesteś? Harry chciał o to zapytać, ale tego nie zrobił.

-Tak, lepiej idź.

Patrząc jak Louis z roztargnieniem otwiera okno, próbował sobie wmówić, że podjął właściwą decyzję. To było naprawdę kurewko trudne, szczególnie z tym tyłkiem tuż przy jego twarzy, gdy Louis wspinał się do pokoju.

-Hej, Harry? - powiedział Louis, wychylając się zza drzwi z zaróżowionymi policzkami i poważnym spojrzeniem - Cieszę się, że porozmawialiśmy.

-Ja też - odpowiedział szczerze Harry, będąc dużo spokojniejszym niż wcześniej.

Tak było dopóki okno się nie zamknęło i nie zdał sobie sprawy, że Louis zostawił na dachu swoje buty.



*ang. peeling - zarówno obierać jak i łuszczyć się/oczyszczać cerę. Czyli odpowiedź może znaczyć zarówno: ponieważ nie obiera się dobrze; jak i: ponieważ nie oczyszczał dobrze skóry/nie łuszczy mu się skóra.

** Don Pinot - marka wina

*** celowy błąd. Takie słowo nie istnieje zwyczajnie. 

**** wyższy jak również bardziej naćpany.

***** cooties to takie słowo na wymyśloną chorobę z dzieciństwa, która ma się brać od całowania/dotykania płci przeciwnej. 

Róbcie to, co chcecie i niech nie będzie Wam wstyd. Bardziej od biologii, uczcie się akceptować swoje ograniczenia. Zrozumcie, że nie macie obowiązku spełniania oczekiwań innych ani utrzymywania kontaktu z ludźmi, którzy sprawiają Wam przykrość. Pozwalajcie sobie być smutnymi, płakać i przeżywać. Uważajcie na to, żeby się nie zestarzeć, dbajcie o swoje mentalne dziecko.

Jeśli popełnicie błąd, przyznajcie się, wyciągnijcie z tego lekcję i idźcie dalej. Przestańcie udowadniać cokolwiek innym. Nie wymagajcie od siebie zbyt wiele. Dużo śpijcie i tylko z ludźmi, którzy są dla Was dobrzy. Przytulajcie się. Słuchajcie otoczenia, ale stawiajcie swoje zdanie wyżej. Róbcie przerwy w byciu silnym.

Wymagajcie od innych jedynie szacunku. Dbajcie o zdrowie i dzwońcie do mamy. Dawajcie sobie czas i bądźcie dla siebie dobrzy. Nie gońcie za pieniędzmi, a za szczęściem. Doceniajcie ludzi, którzy są przy Was.

Czytajcie książki, ale nie miejcie wyrzutów sumienia, że powinniście robić tego więcej. Zapomnijcie o słowie „powinnam/powinienem”. Zazdrośćcie innym tylko po to, żeby się zmotywować. Pamiętajcie, że możecie się bać i nie wiedzieć, co chcecie robić dalej ze swoim życiem. Nie wdawajcie się w dyskusje na Facebooku. Pamiętajcie, że ci wszyscy ludzie, którzy są dla Was niemili, też niedługo umrą.

Nie szukajcie w sobie źródeł każdego problemu i mówcie innym, co Wam przeszkadza i co Was boli. Kochajcie dzieci i zwierzęta. Pochylajcie się nad swoimi uczuciami. Kupujcie sobie kwiaty i pijcie dużo wody. Bądźcie ciekawi świata, chłońcie wiedzę. Postarajcie się nie umrzeć. Chrońcie swoje związki przed nudą i zmęczeniem.

Bądźcie szczęśliwi. I skopcie dupę temu 2016!

Prompt - Mój alfa

Anonim:  Prompt a/o/b Harrry jest nauczycielem w szkole Louisa. Louis jest dużo młodszy i jest omegą, Kiedy Louis dostaje swoją pierwszą gorączkę Harry chce mu pomóc i się związac ale Louis chce by mu pomógł ale nie chce się wiązac dopóki się nie poznają. Taka urocza scena gdzie Louis prosi by mu po prostu pomógł i poczekał aż będzie gotowy.

Autorka: Krótki i bez smuta, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba:)

Keep reading

,,Louis, nie daruję ci tej nocy" | Prompt | Larry

Anonim asked: Hey, proszę o prompta <3 Larry, Lou i Harry chodzą do tej samej szkoły i nienawidzą sie. Często dochodzi miedzy nimi do kłótni i walk. Tak jest do czasu imprezy na ktorej zostają zamknięci przez przypadek w jednym pokoju. Tutaj mozesz opisać jakaś scenę bitwy, ktora kończy sie… Troche inaczej niz by oczekiwali nasi chlopcy. Moze byc cos rozczulajacego i dodatkowo jesli takie piszesz to +18. <3 pokladam w tb nadzieje! Zawsze chciałam przeczytać cos takiego:* || Prompt Larry. Harry i Lou nienawidzą się (opisz jakaś bójkę) któregoś dnia dostają za to w szkole karę i musza zostać po lekcjach sprzątając jakaś sale. W trakcie znowu dochodzi do kłótni(niech Lou przyprze Harryego do ściany!*.*) Oczywscie skończy sie to na pocałunkach i moze czymś innym…? (Cicho sugeruje scenę +18)

A/N: jak pewnie zauważyliście, jest to połączenie dwóch propozycji. Są bardzo podobne, więc uznałam, że niby dlaczego nie. Dodatkową inspiracją był ten\ta występ/piosenka. Tak jakoś słuchając jej, natchnęło mnie na wykonanie tego pomysłu :) Jak na razie skrzynka na prompty jest zamknięta. Sprawdzajcie aktualizacje, jeżeli chcecie się dowiedzieć kiedy znowu będzie otwarta :) + przełom nastąpił! Jest scena +18… Chociaż jest ona taka genialna jak normalnie nie wiem…

Ostrzeżenia: M/M, AU, smut

Keep reading