autostop race

10

Olecko

Skoro nie dostałem żadnej odpowiedzi na ostatni wpis, to i podsumowania nie zrobię. A po co z resztą? I tak w sumie niczego nowego bym chyba nie napisał. 

28 czerwca 2015 r grupa studentów geografii miała za zadanie dostać się do miejscowości Olecko na praktyki terenowe z kartografii, topografii oraz geografii fizycznej. Z tej okazji postanowiliśmy zorganizować sobie Autostop Race, z wyznaczeniem nagrody (czteropak piwa). Zasada prosta - kto pierwszy dotrze spod Uniwersytetu Warszawskiego do Placu Wolności w Olecku i na dowód przyśle zdjęcie siebie na tym placu, wygrywa. 

Wystartowały 3 drużyny - dwie dziewczęce, dwuosobowe (A i B) i jeden team jednoosobowy, czyli ja ( C ). 

Startujemy. Miałem nadzieję zdobyć prowadzenie docierając przez metro do dworca Wileńskiego, ale team A wpadł na ten sam pomysł. Ostatecznie i tak wszystkie teamy spotkały się znów pod dworcem i wspólnie pojechali do Marek. 

W Markach team B wysiadł wcześniej, za to team A pojechał ze mną - w strategii zakładaliśmy wykorzystanie tego samego przystanku, pod koniec miasta. Utrudniło to łapanie stopa, ale ostatecznie złapaliśmy pierwszego stopa - do miejsc. Różan (zdj. 1), gdzie w końcu rozdzieliłem się od dziewczyn - pozwoliłem im iść przodem przez miasto, ja w międzyczasie polazłem do sklepu. 

Potem przelazłem przez miasto i łapałem stopa nieco przed dziewczynami. Ale miałem je na widoku. Niestety, zadziałało prawo płci - dziewczyny szybciej złapały stopa. W końcu jednak mnie do Ostrołęki podrzucił młody biznesmen specjalizujący się w logistyce. 

W Ostrołęce miałem najbardziej irytującą część podroży - podszedł do mnie młody koleś w garniturze, wracający pijany z czyjegoś wesela. I ignorując moją wiedzę i doświadczenie, postanowił za wszelką cenę pomóc mi złapać stopa. Więc pijany wbiegł na ulicę (na pas parkingowy, spokojnie) i próbował łapać. W sposób żałosny… do tego wyobraźcie sobie dwóch facetów na trasie. Ciężko takim się łapie stopa, bo to nie dziewczyny plus nie daj losie, może geje? W końcu jednak zatrzymała się cysterna do połowy wypełniona mlekiem (ale fajnie bujało!) i jej kierowca podrzucił mnie do Grajewa. 

Dostawałem sygnały, że team B utknął w Łomży, ale jak już dojechałem do Łomży, to ich nie było. Byłem też święcie przekonany, że team A jest już koło Grajewa. Zdziwiłem się jednak - w Grajewie jak stanąłem przy wylotówce do Ełku, po jakichś 15 minutach ujrzałem jak  w moim kierunku idzie team A. Okazało się, że w Różanie zabrała ich ekipa z jakiegoś wesela i po drodze mieli postój, dzięki czemu ich wyprzedziłem. Dziewczyny poszły jakiś 1 km dalej, by nie było, że sobie szkodzimy. 
Złapałem stopa. Starsi państwo, akurat do Olecka jechali. I za zakrętem na drogę wyleciał team A. I ich też postanowili zabrać. 

Po czym na ok 10 minut przed dotarciem do Olecka doznaliśmy szoku - team B dotarł na miejsce, wygrywając wyścig. Zaś my mieliśmy remisowo 2. miejsce. 

Honorowo 4 piwa poszły :) 

W Olecko spędziliśmy tydzień. Przez pierwsze 3 dni zajmowaliśmy się kartografią - pracując ze sprzętem, stworzyliśmy mapę wyznaczonej działki (zdj. 2-3, zdj. 4 to już inna działka) w grupach 3-osobowych (zdj. 7-8). W przerwach chodziliśmy sobie do oleckich knajp (np. ta ze zdj. 5-6), albo zwiedzaliśmy miasto, czy też łaziliśmy na piwo nad pobliskie jezioro. Olecko polecam - noclegi są od 30 zł, obiad można dostać już za 10 zł w lokalu typu bar mleczny, a dobrą, dużą, puszystą pizzę za 17 zł. Prawda, że tanio? Do tego miasto jest urocze i tutaj przepraszam za brak zdjęć z miasta. Jakoś tak wyszło :P

Kolejne 3 dni to były zajęcia z geografii fizycznej - rozpoznawanie roślin, procesów formujących rzeźbę terenu (obszar młodoglacjalny), wiercenia glebowe, pogodowa marszruta z łażeniem po północnym Olecku i prowadzenie zielnika w międzyczasie, połączony z rysowaniem komiksów o powstawaniu krajobrazu Olecka (zdj. 9).

Mapa przedstawia tylko trasę w stronę Olecka. Do Warszawy to miałem podwózkę - koleżanki mnie podwiozły, jadąc przez Grajewo, Łomżę i Zambrów.