Dzo

Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość.
Kochać to nie znaczy być szczęśli­wym 24 godzi­ny na dobę. Cza­sami znaczy to także cier­pieć, na­wet mo­men­ta­mi bar­dzo ciężko. Wszys­tko to ma jed­nak głębo­ki sens – po­dob­nie jak poród ko­biety, który jest bo­les­ny, ale który równocześnie przy­nosi życie. Trze­ba bo­wiem pa­miętać, że cier­pienie niesie ze sobą war­tość o ty­le, o ile wie­rzy­my, że idea, z po­wodu której się męczy­my, jest ważniej­sza od nasze­go ak­tual­ne­go sa­mopoczu­cia. Ludzie często kochają się, przeżywają sil­ne na­miętności – to by­wa wspa­niałe, ale praw­dzi­wym wyz­wa­niem jest trwały związek, w którym dwo­je ludzi ma szansę spraw­dzić siłę swo­jej miłości.
—  Eric-Emmanuel Schmitt

- Ty­le chciałabym Ci po­wie­dzieć, ale nie bar­dzo wiem, od cze­go zacząć. Może od te­go, że Cię kocham? Al­bo, że dni, które spędziłam z Tobą, były naj­szczęśliw­szy­mi dniami w moim życiu? Lub że w tym krótkim cza­sie, od kiedy Cię poz­nałam, doszłam do prze­kona­nia, że jes­teśmy jak te dwie połówki jabłka, stworze­ni po to, aby być razem

,,Każdy po­winien mieć ko­goś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiado­mo jak dziel­ny, cza­sami czu­je się bar­dzo samotny. “

Cza­sem człowiek tak bar­dzo przy­wiąże się do in­nej oso­by,że po wielu miesiącach nieobec­ności przeżywa wszys­tko tak sa­mo,jak na początku je­go odejścia.