2013r

To tylko zabawa

widzę cię
to cud
bo hańbą to
co widzę
jesteś dzieckiem
sadystycznym bachorem
bawisz się ludźmi
jak lalkami
targasz włosy
wykręcasz kończyny
pozbawiasz głów
a wszystko w rytm
urzekającego chichotu
słodziutkiego spojrzenia
wesołego tuptania


rodzice nigdy się nie dowiedzą

(2013r.)
Giovi White

Things We Lost In The Fire- rozdział siódmy

Od autorki:Przed wami kolejny naprawdę ważny rozdział. Jesteśmy już w połowie tej historii. Miłego czytania, mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi wrażeniami:)  

Japonia/Londyn – Listopad 2013r.

Louis nigdy nie uważał się za królową dramatu, wiedział że Liam często tak o nim mówi, ale nie przejmował się tym, w końcu jest Louisem Tomlinsonem, co go obchodzi co o nim mówią. Jednak aktualnie jedyne co przychodziło mu do głowy, to dramatyzowanie. Jego życie od jakiegoś czasu przestało przypominać bajkę, no dobrze może właściwie było bajką, ale taką napisaną przez braci Grimm, pełną potworów, krwi i przerażających zwrotów akcji, a on chciał tylko by wszystko wróciło do poprzedniego stanu, gdzie słońce świeciło mocno tylko dla niego, niebo miało odcień cudownego błękitu a on był królem świata. Naprawdę nie wymagał dużo, chciał odrobiny świętego spokoju, chyba miał do tego prawo? W zamian tego siedział w hotelowym pokoju, a jego głowa pękała z bólu. Stwierdzenie, że myślenie boli było naprawdę prawdziwe, czuł jak jego szare komórki pracują na najwyższych obrotach, a on chciał tylko nacisnąć guzik wyłączający myślenie. Westchnął głęboko i podszedł do okna, wyglądając na zewnątrz. Nie wiedział, co chciał tam dostrzec, może jakiś znak z napisem WSPARCIE DLA LOUISA.

Keep reading

Burza/deszcz

Mamo,
nauczyłaś mnie
że burza z piorunami to tylko słabość natury
najgorszy jest
ten szary, cichy deszczyk
jego krople
nie spływają ot tak
ich ciężar
delikatnie
z wyrachowaną precyzją
wgniata cię
w gówno samotności
wydają się nosić
glany
ciężkie buciory jak na
tak niepozorną istotkę 

(2013r.)
Giovi White

Things We Lost In The Fire- Rozdział ósmy

Od autorki: Rozdział miał pojawić się później, ale jest już teraz:) Przedpremierowo obowiązkowo tylko dla was:) Miłego czytania:) 

—————–

Londyn – Listopad 2013r.

Po burzy wychodzi słońce, po nocy wstaje dzień, po krzyku następuje cisza, po utracie wszystkiego masz już tylko siebie. Pozostajesz tylko Ty i cisza, martwa cisza, przepełniona myślami o bólu, śmierci i nienawiści do jednej osoby – samego siebie. Jak żyć, jeżeli jedyny człowiek, którego chciałoby się zabić, patrzy na Ciebie w lustrze każdego dnia? Egzystencja staje się karą, wyrokiem, który należy Ci się bardziej  niż kara śmierci, ponieważ wtedy przestałbyś czuć, otrzymałbyś ukojenie i spokój, a żyjąc, budząc się każdego dnia, oddychając robisz to wszystko z myślą, że zabiłeś, zabiłeś dwoje dzieci, swoje dzieci, małe fasolki, które zostały powołane do życia, chociaż wcale się o to nie prosiły, a później je zabiłeś  i to, że Darcy i Lou Junior nigdy nie zobaczą jaki piękny jest świat, to wina tylko jednej osoby, jesteś nią Ty – Harry Styles morderca swoich dzieci.

Keep reading

9

Read in 2013 | [#24] This Is What Happy Looks Like by Jennifer E. Smith
Rating: ★★★★☆

Sunrises over the harbor. Ice cream on a hot day. The sound of the waves down the street. The way my dog curls up next to me on the couch. Evening strolls. Great movies. Thunderstorms. A good cheeseburger. Fridays. Saturdays. Wednesdays, even. Sticking your toes in the water. Pajama pants. Flip-flops. Swimming. Poetry. The absence of smiley faces in an e-mail.

What does it look like to you?

Things We Lost in The Fire- rozdział dwunasty

 

Od Autorki: Jestem zaskoczona, że udało mi się napisać ten rozdział tak szybko, to chyba wpływ tych upałów:) Pozostaje mi życzyć wam miłej lektury, do końca jeszcze dwa rozdziały:) 

~~~~~~

Holmes Chapel/Doncaster/Londyn – Grudzień 2013r/Styczeń 2014r.

- Harry kochanie podaj mi ten pusty talerz – Anne wyciągnęła dłoń w stronę syna i odebrała od niego naczynie – wiesz jak święta spędzają chłopcy? – zagadnęła go lekko.

- Są w domach tak mi się wydaje, Liam na pewno odwiedzi też rodzinę Sophie, Niall jak to Irlandczyk spędzi ten czas przy stole z dużą ilością jedzenia i piwa, ale pewnie gdyby miał wybór to obściskiwałby się z Zaynem – zaśmiał się loczek, a jego mama z przyjemnością zauważyła, że nie był to wymuszony uśmiech.

- Och oni są parą? Dlaczego nie mówisz mi takich rzeczy Harry?! – wykrzyknęła podekscytowana.

- Mamo, zachowujesz się jak fanka – westchnął Hazz z rozbawieniem.

- Dziwisz mi się? Ukrywasz przede mną takie rewelacje. To co są parą? Ziall jest prawdziwy?

- Boże mamo chyba nie chcę wiedzieć skąd znasz tą nazwę, i nie wiem czy są razem, na razie są chyba na etapie obściskiwania się i wzdychania do siebie.

- Och, cóż w takim razie życzę im szczęścia – odparła wesoło brunetka – a teraz wracajmy do stołu bo pewnie się zastanawiają czy chcemy zjeść deser sami.

Keep reading

Things We Lost In The Fire- rozdział 2

Od autorki: Rozdział jest dość długi, mam nadzieję, że się spodoba. Komentarze mile widziane. Miłego czytania:)

Rozdział drugi

Sierpień/Wrzesień 2013r – Londyn/USA/Londyn

- Dlaczego znów wychodzisz Hazz? – wyjęczał Niall wylegując się na dużym łóżku loczka  - wczoraj też byłeś na pokazie, przecież tam ciągle pokazują tylko te wychudzone modelki i jakieś dziwne ubrania, których ty i tak nie ubierzesz ponieważ przypomnę ci jesteś mężczyzną.

- Nialler…

- Nie nialluj mi tu, mieliśmy oglądać film, zjeść coś, wypić piwo jak prawdziwi faceci.

- Obiecuję, że jutro obejrzymy film i posiedzimy razem w domu dobrze? – Harry próbował udobruchać blondyna, który przez połowę dnia chodził za nim krok w krok niczym małe dziecko i marudził byle tylko zmienić plany Stylesa.

- Nikogo już tutaj nie obchodzę – Ni wbił swój wzrok w krzątającego się chłopaka – Liam pojechał na swoje randkowanie z Sophie, ciekawe po co. Jakby nie mógł wziąć jej do… nie wiem np., do Dublina, o właśnie Dublin jest o wiele bardziej romantyczny niż jakiś tam Paryż. Co tam właściwie jest? Jakaś wieża Eiffla, a Dublin jest taki… taki…

- Irlandzki – dopowiedział Harry widząc zamyśloną minę Horana.

- Dokładnie tak, zostawiasz mnie nawet Ty, mam być sam z Tomlinsonem, który nie widzi nic poza krótką sukienką Eleanor, nie chcę patrzeć na ich macanki podczas filmu. Zayn ciągle śpi albo przesiaduje w swoim pokoju a mi jest samemu smutno.

- Nialler proszę cię nie dramatyzuj.

- To nie jest dramatyzowanie, tak właśnie wygląda moje życie. – Harry ziewną głośno i usiadł obok przyjaciela nakładając buty na stopy. - Ty też jesteś zmęczony, powinieneś zostać w domu i odpocząć. No co? – zapytał widząc spojrzenie loczka – tylko się martwię bo wyglądasz jakbyś dawno nie spał.

- Chodź tu – młodszy chłopak przyciągnął do siebie Irlandczyka przytulając go mocno – poradzę sobie Nialler nie przejmuj się tak i dziś pomęcz trochę Malika. – poczochrał jego włosy jego dużą dłonią i odsunął się idąc w stronę szafy.

- Nie chcę go męczyć – powiedział cicho Niall.

- Ojj uwierz mi, Malik będzie zachwycony.

- Tak myślisz?

- Jestem przekonany. – loczek wyszczerzył się do przyjaciela.

- Żartowałeś prawda? Świnia z Ciebie Styles, idź już sobie lepiej na ten pokaz a ja prześpię się na twoim łóżku.

- Tylko nie ośliń mi poduszki.

- Nie ślinię się.

- Myśląc o Zaynie ślinisz się tak bardzo, że aż miło się patrzy na to jak jesteś w nim zadurzony słońce.

- Nie jestem w nikim… - słowa Nialla przerwał dźwięk dzwonka do drzwi, który rozniósł się po domu.

***

- Boże kogo znowu tu niesie? – wymruczał Tomlinson odsuwając się od ust Eleanor.

- Podnieś swój tyłek i otwórz a się dowiesz – odparł Malik nie podnosząc wzroku na przyjaciela.

- A Ty tego nie zrobisz ponieważ? – warknął Louis.

- Jestem zajęty swoim telefonem oraz dzięki temu rozruszasz swoje kości, a wydaje mi się że wieczorem forma będzie ci potrzebna. – Po raz kolejny rozległ się dzwonek do drzwi.

- I dobrze Ci się wydaje – Louis posłał przyjacielowi mordercze spojrzenie, wstał i ruszył w kierunku drzwi potykając się o poduszkę, którą musiał zrzucić z kanapy podczas igraszek z Eleanor. Uśmiechnął się pod nosem wspominając poprzednią noc z dziewczyną. Gdy otworzył drzwi jego uśmiech spełzł z twarzy.

- Ooo Nick Grimshaw we własnej osobie, co cię sprowadza w moje progi? – obrzucił wzrokiem wysokiego mężczyznę i zadarł głowę do góry by spojrzeć mu prosto w twarz.

- W twoje nic Tomlinson, ale w Harry’ego bardzo dużo – odparł Nick – możesz go zawołać, ponieważ trochę mi się spieszy.

- Może i mógłbym ale nie wiem czy chcę – odparł szatyn zakładając ręce na piersi.

- Nie pytam czy chcesz, pytam czy mógłbyś. Wiesz niektórzy mają jakieś życie towarzyskie i nie muszą gnić ze swoją dziewczyną na kanapie w wolny wieczór, ale kto co woli.

- Och niektórzy mają przynajmniej dziewczynę, a nie wychodzą z młodszymi od siebie o dziesięć lat młodymi chłopcami.

- Hmm… niektórzy wiedzą co jest dobre  i nie zadowalają się bylejakością.

- Cześć Nick długo czekasz? – ich wymianę zdań przerwał Harry, który zbiegł po schodach i stanął obok mężczyzn nie zaszczycając Louis nawet jednym spojrzeniem.

- Cześć Harry, przed chwilą przyszedłem a Lou umilił mi czekanie ciekawą rozmową, możemy już iść?

- Tak jasne jedźmy.

- Do zobaczenia Louis – rzucił na odchodne Nick nie patrząc na błękitnookiego, który stał i przypatrywał się tej oddalającej się dwójce.

- Udanego wieczoru Harry, zalicz dziś kilka modelek – zaśmiał się gdy zauważył rumieńce na twarzy loczka. Ciągle taki niewinny pomyślał i zatrzasnął drzwi od domu wracając do El.

- Za kogo on się uważa? Co on sobie myśli, że będzie tu przychodził i drwił ze mnie bezczelnie – marudził do siebie pod nosem idąc do salonu.

- To że ty go nie lubisz, nie oznacza że my także.

- Ale on jest głupi i arogancki, nie widzicie tego? – rozsiadł się na kanapie biorąc dziewczynę na swoje kolana wywołując tym u niej głośny śmiech.

Musną ustami jej kark z zadowoleniem obserwując twarz Eleanor na której malowała się przyjemność wywołana tą małą pieszczotą. Wyciągnął rękę i palcem ściągnął jedno z ramiączek sukienki, którą dziewczyna miała dziś na sobie.

- Lou przestań – pisnęła i uderzyła go w dłoń, którą po chwili chłopak złączył z jej i trzymał ich palce złączone w delikatnym uścisku.

- Właśnie Lou przestań bo zaraz się porzygam – powiedział Niall przedrzeźniając słowa Eleanor.

- A ty skąd się tu wziąłeś blondi?

- Hmm… wiesz sprowadziły mnie tu dźwięki porno, myślałem że ktoś ogląda coś ciekawego ale pomyliłem się, to tylko ty i El – mruknął Horan wciskając się na miejsce obok Zayna i zerkając mu przez ramię na wyświetlacz jego telefonu.

- Wyluzuj Horan, jeśli tak bardzo chcesz to możemy zrobić specjalny pokaz dla ciebie –odwarknął Tomlinson i pocałował brunetkę wpijając się zachłannie w jej usta, kontem oka obserwując reakcję blondyna.

- Zayyyyyyynnn – zapiszczał Niall – powiedz mu coś, no zobacz co oni robią – wtulił się w ramię Malika i zakrył swoje oczy dłonią byleby tylko nie patrzeć na obściskującą się dwójkę, która wymieniała się śliną. Zayn objął Nialla ramieniem co ten przyjął z wdzięcznością układając głowę na jego ramieniu.

- Dobra Tomlinson idźcie już do pokoju, bo naprawdę na nikim nie robicie wrażenia – powiedział spokojnym głosem Zayn i pogłaskał Nialla po blond włosach na co ten przysunął się jeszcze bliżej niego.

- Wiecie co wy obaj potrzebujecie kogoś przelecieć i to szybko. Serio martwię się o was. Chodź El zniknijmy bo ta dwójka jest tak napalona, że aż strach przy nich siedzieć. – chłopak chwycił dłoń dziewczyny i wyprowadził ją z pokoju posyłając w stronę przyjaciół kpiące spojrzenie. Po kilku minutach do uszu Nialla i Zayna doszedł dźwięk oznaczający tylko jedno – kolejna pełna wrażeń noc w pokoju Tomlinsona.

- Żeby te twoje łóżko się w końcu złamało – powiedział wkurzony Niall.

- Nie bądź złośliwy Ni – odparł Zayn siadając za chłopakiem i przyciągając go do swojej piersi.

- Przepraszam Zi to wszystko przez Harry’ego, ale i tak Lou mógłby się hamować z tym całym „okazywaniem uczuć”.

- Och Niall to Louis, wiesz że go nie zmienisz – powiedział starszy opierając się brodą o ramię blondyna. – A czym nasz loczek zasłużył sobie abyś się o niego martwił hmm?

- Nie widzisz jaki on jest zmęczony a ciągle gdzieś wychodzi? Nawet dziś nie chciał zostać w domu, coś się z nim dzieje a ja nie wiem co.

- Nie martw się słońce – odpowiedział Zayn obejmując talie młodszego – jest dorosły wie co robi, wiesz że nigdy nie potrafi usiedzieć na miejscu, będzie dobrze zobaczysz – powiedział mulat muskając ustami skroń Irlandczyka.

- Mam nadzieję, że masz rację Zayn – odpowiedział blondyn zagłębiając się w uścisku chłopaka, czując jego usta na swojej głowie.

***

Harry siedział w pierwszym rzędzie obserwując modelki przechadzające się wyuczonym krokiem po wybiegu. Kilka miejsc dalej widział Nicka, który śmiał się z jakiegoś żartu usłyszanego przed chwilą. Naprawdę lubił Nicka, mężczyzna wprawiał go w dobry nastrój i to dzięki niemu Styles nie załamywał się myśląc o Louisie. Od pamiętnej nocy nie było dnia by nie wspomniał szatyna, jego śmiechu, błyszczących oczu, uroczych zmarszczek kiedy się uśmiechał. Będąc z Nickiem chodź przez chwilę mógł zapomnieć i udawać, że nic się nie wydarzyło, bo przecież dla Lou właściwie nic się nie stało. Potrząsnął swoją głowa poprawiając niesforne loki i uśmiechnął się na widok przyjaciółki Cary, która pewnym krokiem przemieszczała się po wybiegu prezentując kreację projektanta.

Lubił pokazy ten tłum ludzi obserwujący nowe kolekcje, spotkania ze znajomymi po zakończeniu, siedzenie w pierwszym rzędzie i wygłupianie się z Nickiem, ale dziś był naprawdę zmęczony. Nie wiedział dlaczego, ale przez cały czas ziewał i przecierał oczy, które najchętniej by zamknął. Może Niall miał rację, może powinien zostać w domu i wyspać się porządnie. Tylko że gdy zamykał powieki widział Lou i czuł wargi chłopaka na swoich. Niestety teraz mógł tylko poważyć o swoim wygodnym łóżku, poprawił się na krześle i uśmiechnął szeroko do kolejnego zdjęcia, czekał go naprawdę długi wieczór.

***

- Hazz? Harry? Obudź się. – poczuł delikatne klepnięcia na ramieniu i otworzył oczy rozglądając się zaspanym wzrokiem po aucie Nicka.

- Co się dzieje? Już jesteśmy? – odkaszlnął by przeczyścić gardło.

- Tak. Zasnąłeś zaraz po tym jak wsiadłeś do samochodu, przespałeś całą drogę. Naprawdę potrzebujesz trochę spokoju. Idź już bo będę miał wyrzuty sumienia, że przeze mnie jesteś nie wyspany i zmęczony.

- Tak chyba faktycznie muszę się wyspać, jestem wykończony. Dobranoc Nick.

- Uciekaj mały, dobranoc.

Powoli wyszedł z samochodu i wolnym krokiem zmierzał w stronę drzwi. Harry wszedł do domu po cichu nie chcąc nikogo obudzić. W środku zaskoczyła go panująca dookoła cisza. Nie było tak późno ale dom był już uśpiony, otoczony aurą spokoju. Tylko z salonu dochodziły ciche dźwięki telewizora i właśnie tam Harry skierował swoje kroki. Wchodząc do salonu dostrzegł uroczy obrazek, na widok którego na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który rozświetlił zmęczoną twarz loczka. Zayn i Niall spali wtuleni w swoje ciała będący obojętni na otaczający ich świat. Blondyn opierał swoją głowę na klatce piersiowej bruneta, a ręce Malika obejmowały go ciasno i trzymały blisko swego ciała. Harry zazdrościł im tego. Pomimo przeciwności mogli chodź skrycie pokazywać sobie ile dla siebie znaczą. Niall był zadurzony w Zaynie a mulat zakochany z blondynie. Harry nie rozumiał dlaczego nie powiedzą sobie tego i nie zakończą tych widocznych podchodów. Loczek wyłączył telewizor i chwycił miękki koc leżący na oparciu fotela, rozłożył go i przykrył nim śpiącą parę, po chwili opuszczając pokój.

***

W samochodzie wiozącym chłopaków na premierę ich pierwszego filmu panowała atmosfera podniecenia wszyscy mówili razem przekrzykując się nawzajem, z ich twarzy nie schodziły uśmiechy. Niall trajkotał właśnie o jakimś zakładzie, chodź jeszcze dwie godziny temu marudził i narzekał na swój strój.

- Stawiam pięćdziesiąt funtów, że pod koniec dnia Lou będzie chodził bez butów – powiedział Niall patrząc wyczekująco na chłopaków siedzących w samochodzie.

- Sto funtów, że wytrzyma, będzie miał obtarte stopy ale nie ściągnie butów – dorzucił Malik śmiejąc się  z oburzonego Louisa który teraz patrzył z przerażeniem na swoje gołe stopy w nowych skurzanych butach.

- A ty Hazz zakładasz się z nami? – zapytał Liam ale odpowiedziała mu cisza. Obrócił się i spojrzał na Stylesa który ku jego zaskoczeniu spał z głową opartą o szybę. - Co z nim? – Liam ze zdziwieniem patrzył na resztę przyjaciół.

- Nie mam pojęcia, ale Harry ciągle przysypia – wyjaśnił blondyn zerkając na zielonookiego chłopaka, który smacznie spał na jednym z siedzeń.

- Co on robi w nocy… - Liam pokręcił głową z rezygnacją i odwrócił wzrok od najmłodszego.

- A jak myślisz Payne? Co on może robić w nocy? – powiedział Louis – to co ty z Sophie, dokładnie to samo. Dlatego jest taki wykończony, po prostu nie wyrabia z tyloma kobietami – wyjaśnił Tomlinson.

- Przestań Lou, dobrze wiesz że to nie prawda. Nie wiem co mu jest ale zaczynam się o niego martwić. Nie wydaje się wam że jest jakiś blady i źle wygląda? – wyszeptał cicho Niall ale jego słowa zagłuszył pisk fanów na zewnątrz.

- Dobra porozmawiamy o tym później a teraz go obudźcie i wychodzimy – zarządził Liam i po chwili oślepił ich błysk fleszy.

***

- Dobra panowie ostatnie autografy, idźcie przywitać się z rodzinami i wchodzimy do środka – powiedział Paul i lekko popchnął ich do przodu. Harry dostrzegł swoją mamę i bez zawahania ruszył w jej stronę. Tak dawno się nie widzieli, tęsknił za nią. Może zachowywał się jak dziecko, ale chciał się tylko do niej przytulić i poczuć jej matczyne ciepło.

- Cześć mamo -  nachylił się i cmoknął ją w policzek czując jak  mocno go obejmuje.

- Cześć kochanie.

- Cieszę się, że jesteście – szepnął jej do ucha i uśmiechnął się patrząc jej w oczy.

- Jestem z ciebie taka dumna synku – pogłaskała go dłonią po policzku – Ooo spójrz kto idzie. Odwrócił swój wzrok od mamy i spojrzał tam gdzie ona. Ujrzał Daisy i Phoebe w ślicznych sukienkach tuptające do środka budynku, trzymane za ręce przez… no właśnie przez Eleanor. Zacisnął dłonie w pięści i odetchnął głęboko przywołując na twarz sztuczny uśmiech.

- Chodźmy do środka – wziął mamę pod ramię i razem zniknęli z oczu reporterom i fanom.

W środku panował większy spokój, tłumy zostały za szczelnie zamkniętymi drzwiami i Harry nareszcie mógł być prawdziwym sobą.

- Harry! Harry! – usłyszał dziewczęce głosy przedzierające się do jego uszu i dostrzegł dwie dziewczynki biegnące w jego stronę. Ukucnął i po chwili został zaatakowany przez dwie najmłodsze siostry Lou, które uczepiły się go jak dwa misie koala. Podniósł się trzymając je mocno, kiedy bliźniaczki przytulały go i ściskały.

- Witam piękne panienki Tomlinson.

- Cześć Harry – odpowiedziały chórem chowając swoje zawstydzone buzie w zagłębieniu jego szyi powodując tym śmiech chłopaka.

- Tęskniłyśmy za tobą – powiedziała Daisy.

- Dawno nas nie odwiedzałeś, musisz do nas przyjechać – zażądała Pheobe.

- Przyjedziesz? – dwie pary tęczówek wpatrywały się w niego wyczekująco.

- Jeśli tak bardzo chcecie.

- Chcemy! Chcemy! – małe podskakiwały w jego ramionach mocno go przytulając.

- To tak małe stworki, zamiast przywitać się z bratem to mnie olałyście. – odwrócili się patrząc na Louisa który stał obok nich.

- Nie olałyśmy cię Lou – powiedziała Pheobe marszcząc brwi. – my tylko przywitałyśmy się z naszym Harrym.

- Waszym Harrym? – Louis zmarszczył brwi identycznie jak jego siostra.

- Mhmm… Naszym – przytaknęła Daisy – Kochamy Cię Lou, ale Harry’ego też kochamy.

- Tak, wy kochacie wszystko co jest tak cholernie słodkie i urocze, wiec wcale mnie nie dziwi wasza miłość do Harry’ego, ale mogłybyście przywitać się z waszym najlepszym bratem. – Louis rozłożył szeroko ramiona czekając na swoje dwie najmłodsze siostry.

- Jesteś naszym jedynym bratem Lou – Pheobe wytknęła język w jego stronę nadal obejmując loczka.

- Straszny z ciebie głuptas Louis – dopowiedziała Daisy powodując tym chichot Harry’ego, który myślał tylko o tym że Tomlinson nazwał go właśnie słodkim i uroczym.

- Wolałybyśmy zostać z tobą Harry ale Louis się obrazi a wiesz jaki robi się wtedy nieznośny. – Dziewczynki cmoknęły Stylesa w policzki i wysunęły się z jego ramion do brata.

- Lou, Harry czas już wejść na salę – Paul prowadził ich w stronę wejścia a bliźniaczki podskakiwały radośnie trzymając Louisa za dłonie. Nagle Pheobe odwróciła się w stronę Harry’ego wyciągając do niego małą dłoń.

- Chodź Harry wejdziemy razem. – Ujął jej mają rękę i ruszyli aby zobaczyć film o życiu zespołu, które czasem nie przypominało bajki. – Jesteśmy rodziną Harry prawda? – zapytała dziewczynka mocnej ściskając jego palce.

- Oczywiście że tak, jesteśmy rodziną – wyszeptał i dużo by dał by Louis myślał tak samo.

***

After party trwało od kilku godzin a Harry miał już dość grzecznościowych rozmów przeprowadzonych z większością zgromadzonych gości. Obserwował trwającą imprezę siedząc na jednej z kanap ustawionej w rogu sali. Widział swoją mamę plotkującą o czymś zaciekle z mamą Liama, kawałek dalej dostrzegł już dość wstawionego Nialla zabawiającego rozmową swojego brata który był w podobnym stanie trzeźwości co blondyn. Reszta chłopców spędzała czas ze swoimi dziewczynami, zerknął na Perrie i Zayna którzy prowadzili swobodną rozmowę przy stoliku. Jego wzrok uciekał jednak tyko do Louisa który siedział na jednym z krzeseł, jego buty stały obok a bose stopy wisiały swobodnie w powietrzu nie sięgając podłogi. Uśmiechnął się na ten widok. To wcale nie Harry był tym uroczym. Lou ze swoim niskim wzrostem, drobnym ciałem, roztrzepanymi włosami był wszystkim co loczek uważał za urocze, rozkoszne i piękne. Louis stał się dla niego definicją perfekcji, z tej odległości nie był w stanie usłyszeć jego śmiechu ale potrafił wyobrazić sobie ten dźwięk, który kiedyś tak często pojawiał się właśnie dzięki niemu. Teraz obok Tomlinsona siedziała El i to ona wywoływała rozbawienie i była powodem radości chłopaka. Cieszył się jego szczęściem, ale ta zazdrosna część dawała o sobie znać mówiąc, że to Harry powinien tam siedzieć i chichotać z Lou, to dzięki niemu Tomlinson powinien być szczęśliwy. Gdy tylko takie myśli pojawiały się w jego głowie, zagrzebywał je z powrotem w głąb siebie. Louis był szczęśliwy a to było dla Harry’ego najważniejsze.

Oparł głowę o ścianę, w uszach dudniła mu głośna muzyka, a on poczuł że mimo iż siedzi to kręci mu się w głowie i świat dookoła dziwnie wiruje. Przymknął oczy i oddychał głęboko by dziwne uczucie odeszło. To miał być idealny wieczór ale Harry czuł się wyjątkowo źle. Miał wrażenie że zatruł się czymś nie świeżym a teraz właśnie odczuwał tego skutki. Podniósł się ciężko i po chwili gdy obraz przestał wirować mu przed oczami stawiał powolne kroki w stronę baru gdzie stał Niall wraz z Gemmą.

- Ooo… nareszcie Hazz – zawołał głośno Horan – jeszcze ze mną nie piłeś – powiedział oskarżycielsko machając mu palcem przed twarzą.

- Dobrze się czujesz Harry? – Gemma zerknęła na brata który całym ciałem opierał się o blat baru, tak jakby się obawiał że jego nogi nie wytrzymają ciężaru ciała.

- Tak, nic mi nie jest Gemm. Dobrze się bawisz?

- Jasne świetna zabawa. Jest naprawdę miło. – potargała go po włosach i ręką przywołała barmana.

- To co Hazz jedna kolejka? – Niall patrzył na niego czekając na odpowiedź.

- Ja chyba podziękuję, właściwie przyszedłem tu po wodę, chyba zjadłem coś zepsutego bo trochę mi nie dobrze.

- Ejj, właśnie przed chwilą pytałam czy dobrze się czujesz - oburzyła się jego siostra.

- Przecież dobrze się czuję.

- Mówisz że jest ci nie dobrze, zdecyduj się wreszcie.

Harry westchnął głęboko i potarł twarz dłońmi szukając odpowiednich słów by odpowiedzieć Gemmie.

- Trochę mi źle ale czuję się dobrze serio, a teraz dajcie spokój i się bawcie dzieciaki.

- Sam jesteś dzieciakiem – odkrzyknęła za nim Gemma gdy powoli się od nich oddalał.

- On zdecydowanie jest już pijany – stwierdził Niall i stuknął swoją szklanką o kieliszek trzymany przez Gemmę i przechylił całą zawartość do gardła.

***

Zegarki wskazywały czwartą nad ranem gdy piątka chłopaków wracała po nocnej imprezie do ich wspólnego domu.

- Wyskakuj z kasy Malik wygrałem zakład – Niall wystawił otwartą dłoń w stronę bruneta czekając na wygrane pieniądze.

- Chyba żartujesz? To ja wygrałem blondyneczko i to ty płacisz – zaśmiał się Zayn widząc oburzony wyraz twarzy chłopca.

- To ja wygrałem, no spójrz na Lou, ja wygrałem Zayn.

- Ni… przypatrz się stopom Louisa, słoneczko to ja wygrałem, on nadal ma na sobie buty.

Niall spuścił wzrok na buty Lou które faktycznie nadal tkwiły na stopach szatyna. Otworzył usta i próbował coś powiedzieć ale żadne słowa nie wychodziły z jego ust. Wyglądał jak mała rybka próbująca złapać powietrze.

- Ale… ale… ja nie mam przy sobie pieniędzy – wyszeptał cicho przygryzając wargę i patrząc spod rzęs na Zayna.

- Boże Niall to zapłać mu w naturze i  zamknijcie się bo mnie wkurzacie – mruknął Tomlinson i rozłożył się na siedzeniu zwalając ze stóp buty które obtarły go niemal do krwi. – Nareszcie pozbyłem się tego gówna – odetchnął z ulgą.

Niall spojrzał na niego i szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy.

- Wygrałem Zi wygrałem zobacz! – niczym małe dziecko podskakiwał z radości po czym rzucił się na Zayna mocno go tuląc.

- Chłopcy… - Liam przerwał im zabawę mówiąc poważnym głosem – jutro musimy porozmawiać. To nie jest normalne. – widząc ich zdezorientowane miny wskazał na smacznie śpiącego Harry’ego.

***

Harry usiadł na krześle obok Nialla a makijażystka zaczęła przygotowywać ich do wywiadu, który miał się rozpocząć za moment. Od kilku dni znajdowali się w Stanach a samopoczucie Harry’ego było coraz gorsze. Na amerykańskiej premierze ich filmu musiał opuścić salę i przez kilka minut siedział w toalecie ze spuszczoną głową głęboko oddychając. Liam przez cały czas go obserwował, co zaczynało drażnić chłopaka. Nie był dzieckiem i potrafił sam o siebie zadbać. W dodatku Niall ciągle powtarzał że Harry jest blady a za chwilę rozpalony przez co faktycznie zaczynał czuć się tak jakby miał gorączkę. Westchnął głośno skupiając wzrok całej ekipy oraz blondyna siedzącego obok.

- Nic ci nie jest mały?

- Cholera Niall jest OK. przestań się zachowywać jak moja matka - i spojrzał na faceta który miał prowadzić z nimi rozmowę.

- Możemy zaczynać? – mężczyzna zapytał i klasnął w dłonie z podekscytowaniem.

Harry naprawdę chciał by wywiady były ciekawsze a pytania mniej nudne i stereotypowe niestety mógł o tym jedynie poważyć. Cieszył się że miał obok siebie Nialla który wprowadzał w każdą swoją wypowiedź trochę żartu i szaleństwa dzięki czemu cała uwaga skupiała się właśnie na blond chłopaku a nie na nim. Od samego rana bolał go brzuch i miał wrażenie że z godziny na godzinę jest coraz gorzej.

- Harry… - usłyszał swoje imię i podniósł głowę patrząc na dziennikarza. – dobrze się czujesz, trochę zbladłeś, a doszły nas słuchy że na premierze źle się poczułeś. Mamy zaczynać się martwić? – Harry rozszerzył oczy w zdziwieniu na słowa reportera. Skąd do cholery oni o tym wiedzieli, i dlaczego wszyscy nie mogą dać mu świętego spokoju? O nic więcej nie prosił.

- Wszystko jest w porządku, chociaż trochę tu duszno. Mógłbym dostać szklankę wody? – zapytał uroczo loczek.

- Tak oczywiście, tylko nam tu nie zemdlej Harry.

Otworzył usta szykując się do odpowiedzi ale uprzedził go Niall który położył dłoń na jego brzuchu i lekko go pogłaskał.

- Cóż, czas ogłosić nowinę. Harry jest w ciąży. Za dziewięć miesięcy wykluje się z niego dzidziuś – wyjaśnił dumny z siebie Horan.

- Wykluje się? Naprawdę Ni? – Loczek zaśmiał się głośno a dziennikarz mu zawtórował wraz z resztą osób w pomieszczeniu.

- Dobrze, to przejdźmy do następnego pytania.

Harry przestał słuchać gdy poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła, pędem wybiegł z sali i znalazł się w toalecie. Czekał na zbliżająca się katastrofę ale nić takiego nie nastąpiło. Oddychał powoli wypuszczając powietrze przez szeroko otwarte usta. Zsunął się na zimne płytki i usiadł na posadzce. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje, ale mdłości nie mijały, gdyby się zatruł to przecież by zwymiotował a tego nie zrobił. Usłyszał jak drzwi łazienki uchylają się i ktoś wchodzi do środka.

- Wywiad skończony Harry, wracacie do hotelu a później bezpośrednio na lotnisko – usłyszał zdenerwowany głos menagera a po chwili ponownie został sam.

***

Sytuacja po powrocie zmieniła się ale tylko w niewielkim stopniu. Mdłości ustały ale Harry ciągle zasypiał w każdym możliwym miejscu niezależnie gdzie był jego oczy zamykały się a on odpływał.

Siedzieli w piątkę w salonie i oglądali film chociaż właściwie telewizor grał w tle a oni rzucali się poduszkami demolując pokój.

- Jestem mistrzem poduszkowej bitwy – krzyknął Niall atakując Liama który po chwili gonił Irlandczyka po całym pomieszczeniu wywołując tym pisk blondyna.

- Poddaj się i odżuć swoją broń – powiedział Liam na co Niall posłusznie wykonał polecenie i puścił poduszkę trafiając nią Stylesa prosto w klatkę piersiową.

- Cholera Niall to bolało, możesz trochę uważać co robisz – warknął Harry masując swoje ciało.

Cała czwórka spojrzała na niego w zdziwieniu, nie spodziewali się takiego wybuchu po Harrym zresztą to była tylko miękka poduszka jak coś takiego mogło go zaboleć. Myśleli że może loczek żartuje ale jego twarz wykręcała się w autentycznym grymasie bólu.

- Przepraszam Harry – wyjąkał Niall siadając na fotelu ściskając mocno poduszkę w ramionach.

- Dobra, musimy tu posprzątać – stwierdził Payne i zagonił pozostałych chłopaków do porządków. Sam przysiadł obok Stylesa i spojrzał na niego znacząco.

- Co jest dzieciaku? Nie mów mi że nic bo dobrze widzę że coś jest nie tak. Prawie nic nie jesz, w nocy ciągle wstajesz do toalety - Harry milczał odwracając głowę w druga stronę od Liama. Nawet nie wiedział co ma mu odpowiedzieć. Sam nie rozumiał co się z nim dzieje. Myślał że złapał go jakiś wirus ale utrzymywał się dość długo, za długo. - Dobra Harry nie chcesz to nie mów ale menagerowie są wkurzeniu i umówili cię na jutro do lekarza. Wiem że nie chcesz iść – dodał szybko Liam widząc morderczy wzrok zielonookiego – ale nie masz nic do powiedzenia, zbliżają się koncerty w Australii promocja płyty musisz być zdrowy, dobrze o tym wiesz, zresztą martwimy się o ciebie.

- Dobra Li skończ już, pójdę tam ale to na pewno zwykłe zatrucie albo jakiś wirus a wy przesadzacie.

- Skończyliśmy – zawołał Zayn i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów zapalając jednego i obracając go między palcami.

Harry podniósł się gwałtownie z kanapy i ruszył w stronę mulata wyrywając mu paczkę i papierosa z kieszeni.

- Co ty robisz? – warknął Zayn idąc za Stylesem do kuchni.

- Nie będziesz palił tego gówna w tym domu – wrzucił opakowanie do zlewu kuchennego i puścił bieżącą wodę z kranu.

- Zwariowałeś! – krzyknął brunet i szarpnął loczka za ramię.

- Rzygać mi się chce od tego pieprzonego smrodu twoich fajek – wydarł się Harry patrząc ze złością na Malika, który stał przytrzymywany przez Liama – spróbuj tu zapalić a każdy twój kolejny papieros skończy tak jak te w zlewie.

- On zwariował prawda? – wyszeptał blondyn patrząc na oddalającego się wściekłego chłopca.

- Mam nadzieję że to tylko wariactwo a nie nic poważniejszego – stwierdził Liam i poszedł do swego pokoju licząc na to że jutrzejszy dzień okaże się lepszy od tego który właśnie chylił się ku końcowi.

***

Siedział przy stole i nerwowo zerkając na zegarek. Nie chciał iść do lekarza ale wiedział że nie zachowa się jak dziecko, przecież nie ma czego się obawiać jest młody, wysportowany, zdrowo się odżywia, co mogłoby mu dolegać? Na pewno nic poważnego. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk rozmów a po chwili w kuchni pojawili się chłopacy. Zayn patrząc na niego przewrócił tylko oczami na co Harry zarumienił się i spuścił wzrok. Jego wczorajszy wybuch był nie potrzeby, ale nie cierpiał zapachu papierosów i po prostu nie wytrzymał a jego ofiarą stał się Malik.

- Przepraszam za wczoraj Zayn – powiedział cicho unikając spojrzeń chłopaków.

- Nie ma sprawy, mogę tu palić prawda?

- Co? – krzyknął najmłodszy – oczywiście że nie.

- Boże Styles – jęknął Malik – mam ochotę cię zabić – wyszedł przed dom trzaskając drzwiami.

- Dlaczego drzecie się od samego rana – Tomlinson wszedł do kuchni paradując w samym ręczniku przepasanym na biodrach, z jego włosów skapywały krople wody sunące wolno po klatce piersiowe chłopaka.

Harry zmarszczył nos i rozejrzał się po kuchni. Coś pachniało tu niezbyt przyjemnie i nie wiedział co to takiego. Chłopcy nic nie gotowali, herbata pachniała i smakowała dobrze ale coś mu tu nie pasowało. Spojrzał na Lou i go olśniło, podniósł się z krzesła i ruszył po płaszcz wiszący w korytarzu i wrócił z nim powoli się ubierając.

- Lou śmierdzisz – powiedział patrząc na chłopaka.

- Słucham?

- Śmierdzisz Louis idź się wykąp albo weź długi prysznic i zmyj z siebie ten smród.

- Żartujesz sobie ze mnie? Przecież właśnie się kąpałem debilu – warknął szatyn patrząc na resztę przyjaciół którzy stali i obserwowali loczka w szoku.

- To wymyj się jeszcze raz Lou, naprawdę… naprawdę śmierdzisz, nie lubię tego zapachu… - Harry tupnął nogą patrząc na starszego chłopaka.

- A co mnie obchodzi że nie lubisz mojego zapachu? Jakoś nikt więcej nie narzeka.

- Louis… - w oczach najmłodszego pojawiły się łzy a zielone tęczówki zaszkliły się niebezpiecznie – nie chcę żebyś tak pachniał, ten zapach jest brzydki… Proszę Boo Bear, proszę zmyj to z siebie – po tych słowach wyszedł z domu.

- Czy on właśnie powiedział mi że śmierdzę a później zaczął płakać? – Tommo obrócił się do Nialla i Liama aby upewnić się że oni także widzieli to co on.

- Dokładnie to się wydarzyło – przytaknął blondyn.

- Przecież właśnie się wymyłem. Czujecie coś dziwnego?

- Ja nie – Liam pokiwał głową i zerkną na Nialla.

- Śmierdzisz jak zwykle Lou, czyli mieszanka narcyzmu, egoizmu ze szczyptą debilizmu.

- Pożałujesz tego Horan.

- Harry poszedł właśnie do lekarza – przerwał im Liam widząc wściekłą twarz Tomlinsona który właśnie wychodził z kuchni.

- Chyba do psychologa on ma coś z głowa ostatnio – odparł rozdrażniony Tommo.

- Do psychologa to chyba ty Louis… chociaż nie, raczej do seksuologa bo psycholog tu nic nie pomoże. – wysyczał przez zęby Niall.

Tomlinson obrócił się na pięcie i wbiegł po schodach do swego pokoju, dla efektu trzaskając drzwiami.

- Tobie też wydaje się że mieszkamy z dwiema księżniczkami? – Nialler przekrzywił głowę zastanawiając się głośno i czekając na odpowiedź kolegi.

- To dom wariatów Niall, mam nadzieję że tobie nie odbije bardziej niż dotychczas – stwierdził Liam i poszedł odetchnąć świeżym powietrzem, kolejny dzień nie zapowiadał się spokojnie.

***

Siedział w poczekalni prywatnej kliniki, do której zapisani byli wszyscy chłopacy z zespołu. Czekał na wizytę u dr Evy Parker. Po około dwudziestu minutach został zaproszony do gabinetu. Przywitała go starsza kobieta z lekko siwymi włosami i szerokim uśmiechem.

- Witam Harry, jestem Eva, co cię do mnie sprowadza?

- To pewnie jakieś zatrucie ale menagerowie wysłali mnie tu.

- Czy to zatrucie to się okaże – odpowiedziała wesoło mrugając do niego okiem – a więc opisz mi swoje objawy.

- Od kilku tygodni jestem ciągle śpiący i zmęczony. Czasami jest mi nie dobrze ale nie wymiotuję. Kręci mi się w głowie i boli mnie w dole brzucha.

- Dobrze, połóż się na kozetce trochę cię pomacamy, oczywiście tylko po brzuszku. – Harry zaśmiał się i położył na wyznaczonym miejscu.

Kobieta zaczęła badanie i po kilku minutach odezwała się.

- Zrobimy badanie krwi i wtedy zobaczymy co dalej, to co powiedziałeś pasuje do kilku schorzeń ale musimy się upewnić zanim zaczniemy cię kroić – widząc przerażoną minę chłopaka dodała – żartowałam skarbie, nie bój się. – puściła oczko chłopakowi i zawołała pielęgniarkę, która pobrała mu krew.

- Poczekaj tu sobie, wrócę za kilka minut z wynikami. – powiedziała i wyszła z gabinetu pozostawiając go samego. Panika ogarnęła jego umysł, jednak był chory i ona chce go kroić?! Stwierdziła że żartowała ale w sumie przez moment wyglądała dość poważnie. Po pół godziny do gabinetu wróciła dr Parker niosąc w ręku jakieś kartki, usiadła za biurkiem głośno wzdychając i spojrzała na zielonookiego.

- Pani doktor co mi jest? Czy to coś poważnego? – zapytał drżącym głosem.

- Nie denerwuj się Harry. Na początek musze zadać kilka bajecznie prostych pytań. – Harry skinął głową. – Czy spałeś ostatnio z kimś kto ma w spodniach to samo co ty?

- Słucham? – spojrzał szeroko otwartymi oczami na dr Evę. O co do cholery jej chodzi?

- Ohh skarbie – kobieta przewróciła oczami – mam ci to tłumaczyć na pszczółkach i kwiatkach? – zapytała rozbawionym głosem.

- Ale co? Pszczółki? Kwiatki? O co pani chodzi?

- No czy uprawiałeś seks? Np. z mężczyzną? Analny ma się rozumieć.

Harry zarumienił się cały. Na słowa dr Parker przed oczami stanęła mu noc z Tomlinsonem.

- T-tak – odparł cicho Harry.

- Góra czy dół słońce?

Chłopak spuścił głowę kryjąc ją w dłoniach – O Boże naprawdę musze odpowiadać?

- Tak Harry, wiem że to krępujące ale każdy z nas był młody nawet taka stara baba jak ja, i niestety ale muszę znać odpowiedź na to pytanie.

- Ok., d-dół… - wyszeptał Harry, nadal zakrywając twarz z zażenowania.

- Domyślam się że tak jak kiedyś tak i teraz młodzież nie lubi tego lateksu, więc powiedz lub pokręć głową na tak lub nie ale czy zabezpieczyliście się?

Harry wrócił pamięcią do nocy gdy to wszystko miało miejsce, byli pijani nie myśleli o niczym a tym bardziej o zabezpieczeniu. Chłopak zbyt zawstydzony aby odpowiedzieć pokręcił głową zaprzeczając.

- Dobrze, mam pewne podejrzenia ale muszę się upewnić aby nie postawić złej diagnozy, zrobimy teraz USG, proszę połóż się ponownie, zmów pomacam twój brzuszek, chyba się nie obrazisz.

Harry bez słowa wykonał polecenie układając się wygodnie i podnosząc koszulkę do góry. Kobieta przysunęła do łóżka ultrasonograf i nakładając żel na brzuch loczka zaczęła badanie. Po kilku minutach ciszy wykrzyknęła,

- Jeeesssttt!

Harry podskoczył na tą nagłą reakcję pani doktor. Patrzył na ekran ale niczego tam nie widział, jednak kobieta uśmiechała się szeroko, więc chyba będzie żył.

- Nigdy nie myślałam, że mnie to spotka! Jestem taka podekscytowana. Gratuluję Harry!

- Ale przepraszam czego mi pani gratuluje?

- Będziesz tatą Harry! To niesamowite! – powiedziała kobieta spoglądając na leżącego chłopaka. – Jesteś w ciąży skarbie.

- Ale o co pani chodzi? Ja nie mogę być w ciąży, to nie możliwe, ja jestem facetem.

- Wiem że to trudne do zrozumienia ale jesteś w ciąży Harry, na początku drugiego miesiąca.

- Pani nie żartuje prawda? – spojrzał na śmiertelnie poważną kobietę. – o Boże niech pani powie że to żart – w jego oczach zbierały się łzy.

- Harry… wiem że to dziwnie brzmi ale będziesz miał dziecko, spójrz tu oto ono – pokazała palcem maleńką plamkę na monitorze. – a tak bije jego serduszko – przycisnęła przycisk na urządzeniu i salę wypełnił dźwięk bijącego serca.

Harry rozpłakał się, łzy płynęły mu po policzkach a z jego ust wyszedł potok słów

- To nie może być prawda… to jakieś wyimaginowane, jak w jakimś głupim filmie… dlaczego ja? i co ja mam teraz niby zrobić… jestem dziwadłem… - poczuł nagle jak czyjeś ramiona otaczają go, była to dr Eva przyciągająca go do uścisku. Wtulił się w jej ciało pragnąc tylko tego, chciał teraz usłyszeć głos swojej mamy mówiący, że wszystko będzie w porządku.

- Ciii słonko… takie przypadki się zdarzają, nie często ale jednak.

- Ja chcę do mamy – wyszlochał Harry i kolejna fala łez wypłynęła z jego oczu. – I co ja mam teraz zrobić pani doktor?

- Masz dwa wyjścia, albo usuniesz dziecko…

Harry wyrwał się z jej ramion.

- Na pewno tego nie zrobię.

-… albo donosisz i urodzisz to dziecko, z tego co powiedziałeś wnioskuję że chcesz urodzić. – Podała Harry’emu ręcznik aby się wytarł a sama wyłączyła urządzenie i zasiadła za biurkiem pisząc coś w dokumentach. – Dobrze Harry powiedz mi jakie masz teraz plany związane z trasą.

- Mniej więcej za tydzień wylatujemy do Australii na prawie dwa miesiące.

- W takim razie masz tu receptę, musisz brać regularnie te leki, są potrzebne aby utrzymać ciążę i musisz do mnie przylecieć w czasie trasy, to konieczne. Ustal to ze swoimi menagerami i daj mi znać. – Harry skinął głową potwierdzając wstając ze swojego miejsca – i zapomniałabym, proszę – wręczyła mu jeszcze jedną kartkę patrząc na chłopca i posyłając mu pokrzepiający uśmiech – Poradzimy sobie Harry, i jeśli to cię pocieszy to ze wszystkich mężczyzn jakich widziałam w swoim życiu, a uwierz nie było ich mało, Ty jesteś najśliczniejszy i jestem przekonana, że będziesz świetnym tatusiem. 

Loczek wyszedł na zewnątrz, odnalazł pustą ławkę stojącą niedaleko kliniki i usiadł na niej nie chcą wracać jeszcze do domu. Obracał w dłoniach wydruk USG bojąc się spojrzeć, ciekawość jednak zwyciężyła, trzymając zdjęcie przed sobą wpatrując się w nie jego ręka automatycznie powędrowała do brzucha.

- Niall miał rację, ze mnie wykluje się dzidziuś, jestem w ciąży.

Skomentuj

Pytania do postaci

Rozdział czwarty- Things We Lost In The Fire

Od autorki: Przed wami kolejny rozdział, mam nadzieję, że będzie się podobał. Miłego czytania:) Za każdą opinię z góry dziękuję:) 

———-

Rozdział 4

Wrzesień 2013r – Londyn

Niall wspinał się po schodach do swojego pokoju cicho podśpiewując sobie pod nosem. Liam z Zaynem nadal wpatrywali się w telewizor i nie chcieli rozmawiać z nim o jedzeniu i jego dziwnych pomysłach. Dlatego też blondyn zostawił ich w salonie postanawiając pograć trochę na gitarze w zaciszu swojego pokoju. Harry usłyszał dźwięk kroków na schodach i szybko otarł twarz, próbując powstrzymać płynące łzy.

- Hej Harry, nie słyszałem jak przyszedłeś… - Niall przerwał gdy dostrzegł loczka skulonego pod ścianą, całego czerwonego ze łzami w oczach. – Boże co się stało? – podbiegł do niego szybko klękając przy nim i czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony.

Słyszał tylko szloch chłopaka i szybki oddech wydobywający się z jego ust.

- Harry proszę cię powiedz co się stało? Coś z twoją mamą? Gemmą? – zauważył, że loczek kręci przecząco głową – musisz się uspokoić. Chodź do salonu, porozmawiamy i na pewno jakoś sobie poradzimy. Chodź mały. – chwycił go i podniósł do góry stawiając na nogi. Oplótł ramieniem jego ciało i poprowadził po schodach w dół do salonu gdzie siedziała pozostała dwójka przyjaciół, poza Louisem, którego Niall nie widział od samego rana.

- O nareszcie idziecie. Zayn chce oglądać jakiś… - Liam przerwał zdanie gdy spostrzegł Nialla i Harry’ego, który cały czas płakał, cicho pojękując – Co się stało? – pierwszy raz widział Stylesa w takim stanie. Fakt najmłodszy członek zespołu był wrażliwy i nie raz zdarzało mu się zapłakać na jakimś durnym, romantycznym filmie, ale nigdy nie wyglądał aż tak.

Niall poprowadził Harry’ego do kanapy, na której rozłożony był Zayn, lecz widząc w jakim stanie jest zielonooki, podniósł się robiąc mu miejsce. Blondyn usiadł na podłodze przed loczkiem, wpatrując się uważnie w jego twarz.

- Co mu jest? – Zayn usiadł obok Harry’ego przyglądając mu się z opanowaniem.

- Nie wiem, spotkałem go na korytarzu, cały czas płacze i martwię się o niego, zróbcie coś – wyszeptał Niall, który wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać.

- Dobra – Liam usiadł po drugiej stronie płaczącego chłopca i lekko pogłaskał go po plecach, chcąc zwrócić na siebie uwagę – Hazz pogadaj z nami, chcemy ci pomóc. - Jego słowa nie doczekały się żadnej reakcji, a właściwie pogłębiły załamanie Stylesa, który teraz wyglądał jak trzęsąca się kulka.

- Harry proszę cię, powiedz chociaż mi. Przerażasz nas takim zachowaniem – Niall pogłaskał kręcone włosy chłopca, przysuwając się bliżej niego, opierając brodę na jego kolanach.

- Cholera jasna, co się dzieje Styles. Rozumiem, że coś się stało ale popatrz na Liama i Nialla, oni zaraz zwariują jeśli im nie powiesz. Jesteś dla nas jak rodzina, więc uspokój się na moment i powiedz co się stało, a później najwyżej będziemy płakać razem. – Zayn otarł twarz Harry’ego i poklepał go lekko po policzku, posyłając mu pocieszający uśmiech – No dalej, wyduś to z siebie.

Harry spojrzał na trójkę swoich przyjaciół, którzy teraz wpatrywali się w niego z troską wypisaną na twarzach. Powiem im, najwyżej stracę ich tak samo jak Louisa. Czas przyzwyczaić się do nienawiści ze strony wszystkich najbliższych mi osób.

- Jestem gejem – na jego słowa żaden z chłopaków nie uciekł z krzykiem jak spodziewał się  Styles. Nie usłyszał też wiązanki przekleństw, więc postanowił zaryzykować i podniósł swój wzrok na przyjaciół. Pierwsze co zobaczył to błękitne oczy Nialla i wyraz twarzy pełen ulgi.

- Boże Hazz to dlatego tak płakałeś? Przecież to niczego nie zmienia. Nadal jesteś moim najlepszym kumplem. – Niall podniósł się i mocno go przytulił posyłając Zaynowi lekki uśmiech pełen uczuć.

- Ale z ciebie idiota – Liam dołączył do Nialla i pogłębił uścisk – Myślałeś, że uciekniemy z krzykiem czy co. Przynajmniej wiem, że nie odbijesz mi dziewczyny dzieciaku.

- To dlatego tak dramatyzowałeś? – Zayn spojrzał na niego z niedowierzaniem, delikatnie odsuwając Nialla od uścisku Stylesa – bo nadal wydaje mi się, że masz nie za wesołą minę.

- Jest coś jeszcze chłopcy – zaczął opierając się i wygodniej sadowiąc się na kanapie.

- Tylko nie mów, że umawiasz się z Nickiem. Lubię gościa ale jest za stary dla ciebie – wyjąkał speszony Niall, lekko się przy tym czerwieniąc. Zayn posłał mu czuły uśmiech, delikatnie czochrając jego włosy.

- Co? Oczywiście, że nie. Skąd ci to przyszło do głowy? – zszokowany Harry patrzył na blondyna z ciekawością, czekając na odpowiedź.

- Tak jakoś po prostu – rumieńce na jego policzkach pogłębiły się.

- To o czym jeszcze musisz nam powiedzieć? – zapytał Liam, kątem oka obserwując Nialla i Zayna, którzy cały czas wpatrywali się w siebie, jak dwa małe szczeniaczki. Payne naprawdę przestawał rozumieć co dzieje się w tym zespole.

- Zanim wam powiem, to od razu uprzedzam, że to nie jest żart, i jeżeli chcecie powiedzieć coś głupiego o którymkolwiek z nas, to nawet nie próbujcie zaczynać.

- Masz faceta, zgadłem prawda? Powiedz, że zgadłem. Kto to jest? – Niall wstał nie mogąc usiedzieć z podekscytowania.

- Powinno mnie to dziwić, że skaczesz jak dziewczynka? – zapytał Liam, ale zamilkł widząc mordercze spojrzenie Zayna.

- Nie mam chłopaka, ale… będę miał dziecko. Jestem w ciąży. – Wydało się pomyślał Harry teraz albo mnie wyśmieją i odrzucą, albo to zaakceptują. Patrzył na zszokowane twarze chłopców, czekając na pierwszy wybuch.

W pokoju zaległa cisza, żaden z chłopaków nie odzywał się przetwarzając słowa wypowiedziane przez Harry’ego.

- Jak to w ciąży? Przecież jesteś facetem – Liam patrzył na niego z zaciekawieniem, czekając na wyjaśnienia.

- To się zdarza Li, bardzo rzadko ale się zdarza – wzruszył ramionami, był już spokojny. Wypłakał wszystkie łzy jakie posiadał.

- Naprawdę to jest możliwe? To jest niesamowite – Zayn uśmiechał się szeroko, a Niall…

- To po prostu coś wspaniałego! Masz w sobie małą fasolkę, która się z ciebie wykluje i będzie taka słodka jak Theo, wyobrażasz to sobie? – Harry zachichotał nerwowo i po chwili poczuł oplatające go ramiona blondyna. – Muszę być ojcem chrzestnym, nawet nie próbuj wybrać kogoś innego. – Irlandczyk odsunął się i pogroził loczkowi palcem, wywołując tym śmiech Zayna.

Blondyn pochylił się nad brzuchem Stylesa i wyszeptał wprost do niego.

- Cześć fasolko tu twój ojciec chrzestny Niall. Już nie mogę się doczekać, kiedy mnie zobaczysz. Będę twoim najwspanialszym wujkiem i chociaż wujek Zayn i wujek Liam będą próbowali być ode mnie lepsi to i tak im się to nie uda. Będziesz miał najwspanialszego tatusia pod słońcem, trochę płaczliwego, ale kochającego cię ponad wszystko – skończył swoją przemowę, patrząc na zszokowanych chłopaków i ponownie płaczącego Harry’ego.

– No co przecież do dziecka trzeba mówić – wyjaśnił spokojnie  z błyszczącymi oczami – Fasolka musi wiedzieć, że ją kochamy i na nią czekamy. Dlaczego płaczesz Hazz? Poczekaj, nic nie mów, wiem to pewnie przez hormony.

- Boże chłopcy – wydukał loczek – nie brzydzicie się mnie ani nic z tych rzeczy?

- A niby dlaczego mamy się brzydzić? – Liam nie krył zdziwienia, słysząc płaczliwy ton Harry’ego i słowa które wypowiedział.

- Bo to dziecko i ta cała ciąża… ja jestem facetem, i to jest dziwne.

- Nie gadaj głupot – wtrącił Niall oburzonym głosem – fasolka nie będzie wysłuchiwała takich słów.

- Niall nie zachowuj się jak głupek – Liam przewrócił oczami słuchając blondyna.

- Liam od dziś nie używamy takich brzydkich słów przy fasolce, zrozumiano?

- Jasne zrozumiano – przytaknął Liam – zastanawia mnie tylko jedna rzecz, i proszę nie bądź zły ale… kto jest ojcem i czy powiedziałeś mu o dziecku.

- Ojciec dziecka wie, ale nie chce go więc wybaczcie, ale nie chcę o nim rozmawiać. Dzidziuś jest tylko mój i… i ja chcę go urodzić.

- Trzeba się teraz tobą zająć. Musisz odpoczywać i się nie przemęczać – zarządził Niall. Jak na zawołanie Harry poczuł się zmęczony i jego usta same otworzyły się w długim ziewnięciu.

- Oooo fasolka chce spać, chodź loczek zaprowadzę cię do łóżka abyś mógł spać i aby maleństwo odpoczywało – zapiszczał blondyn i słysząc wybuch śmiechy swoich przyjaciół podniósł w dezorientacji brwi. – No co?

- Nic Ni, tylko to Harry jest w ciąży a nie ty – odpowiedział Zayn nadal się uśmiechając.

Niall wystawił do niego język jak obrażone dziecko i pociągnął za sobą Harry’ego po pokoju loczka.

- Niall… - zaczął Harry stojąc w swoim pokoju – naprawdę jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi. Dziękuję za to, jak się zachowaliście. Ja myślałem, że wy… że… że…

- To nie myśl o nas tylko o fasolce, ona cię teraz potrzebuje, a my zawsze będziemy obok ciebie – Niall wyszedł z pokoju i wykonał telefon do Mamy Harry’ego z prośbą by przyjechała do Londynu.

Zszedł na dół i widząc otwarte drzwi na taras udał się tam, wyszedł i zobaczył Zayna stojącego z papierosem w dłoni, patrzącego w dal. Podszedł do niego i oplótł go w pasie swoimi dłońmi, kładąc brodę na jego ramieniu.

- Śpi? – zapytał mulat zaciągając się dymem.

- Tak, zadzwoniłem do jego mamy, przyjedzie jak najszybciej. Gdzie Liam? – mulat skinął głową wypuszczając z siebie dym papierosowy.

- Liam poszedł do siebie, powiedział, że musi odpocząć po tych wiadomościach.

Zapanowała pomiędzy nimi przyjemna cisza. Na zewnątrz powiewał delikatny wietrzyk, wprawiając w ruch gałęzie drzew.

- Harry będzie ojcem, to takie… niewiarygodne. – Powiedział szeptem Niall. Nie wiedzieć czemu, nie chciał psuć tej chwili.

- Tak, to z lekka przerażające – Zayn również szeptał, kładąc swoje dłonie na tych należących do blondyna.

Stali tak dłużą chwilę, wpatrując się w dal. Obaj pogrążeni we własnych myślach i rozważaniach.

***

Poranek nadszedł zdecydowanie zbyt szybko. Słońce leniwie wdzierało się do pokoju Harry’ego, budząc go swoimi promieniami. Przeciągnął się i nadal śpiący usiadł na łóżku. Wydarzenia z poprzedniego dnia wróciły do niego w jednej chwili – twarz menagera pełna złości i potępienia, Louis i słowa które wypaliły dziurę w jego sercu i na końcu chłopcy – uśmiech wykwitł na jego twarzy. Dotknął dłonią swojego brzucha i delikatnie przejechał po nim palcami wspominając słowa Nialla, jego radość i rozmowę z dzieckiem, to znaczy fasolką. Dzięki nim wiedział, że sobie poradzi, jeżeli oni będą go wspierać to da radę, dla siebie i dzidziusia.

- Dzień dobry maleństwo – przywitał się z dzieckiem.

Usłyszał jakieś dźwięki dochodzące z dołu. Wstał z myślą, że dziś czeka go kolejna bitwa, tym razem z całym zarządem. Po jakimś czasie zszedł po schodach i wszedł do kuchni, gdzie zobaczył swoją mamę, która w ciszy rozmawiała o czymś z Niallem. Zatrzymał się w progu, nie mając pojęcia skąd wzięła się tu jego rodzicielka.

- Co tu robisz mamo? – wyjąkał cicho a łzy, których miał już dość po raz kolejny pojawiły się w jego oczach.

- Ochh kochanie – kobieta wstała i szybko do niego podeszła, patrząc z troską wypisaną na twarzy. – Jak się czujesz?

- Dobrze mamo, ale co ty tu robisz? – zapytał po raz kolejny wpadając w jej ramiona i przylegając do niej całym ciałem. Zauważył jak Niall ulatnia się do swego pokoju dając im trochę przestrzeni. Kobieta poprowadziła ich do salonu i sadowiąc ich na kanapie przytuliła chłopca.

- Skarbie, Niall do mnie zadzwonił, prosił bym przyjechała jak najszybciej. Co się dzieje? – pogłaskała go po włosach i delikatnie odsunęła od siebie, by spojrzeć na jego twarz – dlaczego płaczesz kochanie?

- M-mamo – wyszlochał urywanym głosem – wszystko zniszczyłem rozumiesz…

- Zaczynasz mnie przerażać. Powiedz mi o co chodzi Harry – cmoknęła jego czoło dając mu buziaka i lekko pogłaskała go po policzku – no już, nie ma takiej sytuacji z którą byśmy sobie nie poradzili synku.

- To takie dziwne mamo – zapiszczał loczek patrząc na twarz kobiety.

- Ojjj Hazzz tak samo mówiłeś, jak chciałeś się przyznać, że wolisz chłopców, i co… przetrwaliśmy to. Kocham cię synku i nawet jeżeli to będzie najdziwniejsza rzecz na świecie, to będę cię kochać mój ty loczku.

- Mamo to jest najdziwniejsza rzecz w całym wszechświecie – zaśmiał się przez łzy, które przestały lecieć po jego twarzy.

- Powiedz mi w końcu bo umrę z ciekawości.

- Dobrze, ale nie mów o tym nikomu, proszę cię… Mamo… ja jestem w ciąży – zamilkł parząc na nią czerwonymi i opuchniętymi od płaczu oczami.

- O Boże Harry… ale… ale… jak to możliwe.

- Nie wiem, to takie pokręcone. Jestem facetem i to nie powinno być możliwe, a jednak stało się.

- Ochhh maleństwo – przytuliła go mocno, gładząc uspokajająco jego plecy – to naprawdę jest najdziwniejsza rzecz we wszechświecie, mówisz mi właśnie, że będę babcią.

- Nie jesteś zła? – jego całe ciało spięło się, czekając na odpowiedź.

- Oczywiście, że nie. Jakbym mogła być zła, jesteś moim malutkim chłopcem i nic tego nie zmieni. Nie jestem zła tylko zaskoczona. Kto już wie?

- Ty, chłopcy i menagerowie nikt więcej.

- Dobrze, tak musi zostać prawda? Na razie nie powiem Gemmie, ale później i tak się dowie, kiedy twój brzuszek się powiększy. Nigdy nie myślałam, że będziesz grubiutki a tu taka niespodzianka.

- Mamo…

Zaśmiała się widząc jego oburzenie i złość

- Żartowałam Harry, ale powiedz mi o co chodziło, że wszystko zniszczyłeś. – zmarszczyła brwi myśląc o słowach syna, które wywołały jej zdziwienie. Patrzyła na niego uważnie analizując jego twarz, która teraz cała pokryła się czerwienią. Nagle coś do niej dotarło, zakryła usta dłonią w szoku.

- Harry, kto jest ojcem dziecka? – wyszeptała patrząc na chłopca. – Harry proszę nie mów, że to ta osoba o której myślę.

- Mamo… - chłopak spojrzał na kobietę zmieszanym wzrokiem, bo jak niby miał jej powiedzieć, że to Louis, jego przyjaciel z zespołu, no jak…

- To naprawdę on? – usłyszał głos matki, kiwną lekko głową przytakując – Jak do tego doszło? Przecież on ma dziewczynę, jest hetero… Harry dobrze o tym wiedziałeś.

- Nie każ mi o tym opowiadać, to upokarzające – westchnął przeczesując włosy dłonią w nerwowym geście.

- Powiedziałeś mu?

- Tak – odwrócił twarz w stronę okna, próbując odsunąć od siebie wspomnienia rozmowy z Louisem.

- I jak zareagował?

- On nie chce tego dziecka i nienawidzi mnie, to oczywiste – wzruszył ramionami udając, że wcale go to nie obchodzi, próbując stworzyć sobie rzeczywistość, w której Lou nie jest ojcem dziecka.

- Jak to nie chce?! – krzyknęła Anne – nienawidzi cię? O czym ty mówisz? Dziecko jest także jego, niech w końcu dorośnie i weźmie odpowiedzialność za swoje czyny i podejmowane decyzje.

- Mamo to proste, żadnej filozofii. Dla niego jestem ciotą z dzieckiem, dodatkowo według niego to ja go wykorzystałem.

- Mam z nim porozmawiać? – wstała z miejsca, gotowa iść do Tomlinsona.

- Co? Nie mamo, Louis nie jest ważny, już nie. Ja jestem ojcem tego dziecka i nikt więcej.

- Ale Harry… - opadła na kanapę obok niego.

- Ja szanuję jego decyzję. Jest zakochany w El, to między nami była jedno nocna przygoda. Nie chcę by robił coś wbrew sobie.

- Zabiję go jeżeli cię skrzywdzi.

- Myślę, że teraz już nikt nie może mnie skrzywdzić.

Usłyszeli kroki i odwrócili głowy w stronę schodów, po których zbiegała czwórka chłopaków.

- Harry… - zaczął Niall – dzwonili z zarządu, jest jakieś zebranie czy coś,  ale ty zostań w domu.

- Nie, ja też powinienem jechać – wstał powoli unikając wzroku Louisa, który po chwili wyszedł przed dom.

- Nie Hazz, ty zostajesz – Liam stwierdził głosem nieznoszącym sprzeciwu, my wszystko załatwimy.

- Właśnie – dodał blondyn – to my jedziemy a ty tu sobie odpoczywaj. Do widzenia Pani, cześć Harry, papa fasolko – drzwi za Horanem zamknęły się z trzaśnięciem.

- Czy on powiedział fasolko? – kobieta nie kryła rozbawienia, patrząc na syna.

- Taaak, dokładnie  to powiedział.

- Wiesz co Harry, dlaczego nie mogłeś sobie zrobić dziecka z Niallem, on jest taki rozkoszny.

- Też się nad tym zastanawiam mamo – zaśmiał się, a kobieta zawtórowała mu po chwili.

***

Siedzieli w pokoju czekając na menagerów, którzy jeszcze nie pojawili się, mimo iż już dawno powinni tu być.

- Denerwuję się – powiedział cicho Niall, patrząc na pozostałych chłopaków siedzących obok.

- A to niby dlaczego? – warknął Louis, bawiąc się swoim telefonem.

Ich dyskusję przerwały otwierające się drzwi, a po chwili w pokoju zjawiły się trzy osoby.

- Dzień dobry – przywitał ich jeden z mężczyzn rozglądając się po gabinecie i dokładnie się im przypatrując – Gdzie Styles? – zapytał lodowatym głosem, czekając na odpowiedź.

- Został w domu – odpowiedział spokojnie Liam.

- Od kiedy ten chłopak ma specjalne względy? – jeden z menagerów wdał się z nimi w dyskusję, a pozostała dwójka stała po jego bokach, przypatrując się im z obojętnością.

- Od teraz – zaczął Niall – Harry jest w…

- Ni, zamknij się proszę… - szepną Zayn przerywając blondynowi.

- Ooooo czyli widzę, że znacie już tą wspaniałą nowinę – zaśmiał się ironicznie menager.

- Może to nawet dobrze, że nie ma tu Stylesa – dodał drugi – załatwimy tą sprawę razem i postawimy go przed faktem dokonanym.

- Jeżeli pochwalił się wam tą informacją, to może pochwalił się także kto jest szczęśliwym tatusiem numer dwa?

W pomieszczeniu zapanowała cisza, spojrzeli po sobie, żaden z nich nie znał odpowiedzi na to pytanie. Poza Louisem, który spiął się lekko ale starał się zachować pozory normalności.

- Nie mamy pojęcia kto jest ojcem, Harry nam tego nie powiedział – wyjaśnił cicho Irlandczyk.

- Świetnie, zachciało mu się tajemnic, pieprzony dzieciak.

- Proszę tak nie mówić o Harrym, to nie jego wina! – powiedział szybko Niall podniesionym głosem.

- A niby kogo? Pewnie sam pchał się do łóżka jakiegoś zboczeńca – wtrącił się Lou, zyskując tymi słowami oburzone spojrzenia od przyjaciół i nagradzające uśmiechy od menagerów.

- O czym ty mówisz Louis? – Zayn mierzył Tomlinsona wzrokiem pełnym niedowierzania.

- Pan Tomlinson ma rację w stu procentach, a teraz przejdźmy do sedna sprawy. To dziecko nie może się urodzić, a waszym zadaniem jest przekonanie Stylesa do aborcji – rzucił lekko mężczyzna.

- Słucham?! – Niall poderwał się z miejsca – co wy pieprzycie?!

- Licz się ze słowami.

- Nigdy w życiu nie będziemy namawiać Harry’ego do usunięcia dziecka – Liam wstał ze swojego miejsca i stanął obok Nialla, klepiąc go uspokajająco po plecach.

- Boże, popierdoliło was – Tomlinson gwałtownie wstał – to oczywiste, że on musi się pozbyć tego czegoś. Przez Stylesa mamy same problemy, a teraz jeszcze jakiś dzieciak.

- Popieramy Louisa – mężczyźni zgodnie pokiwali głowami.

- Zabiję cię Tommo – Niall strącił dłoń Liama ze swego ramienia – kiedy pojawisz się w domu to cię zabiję ty gnoju! Harry to twój przyjaciel, jak możesz tak o nim mówić?! O nim i o fasolce!

- To był mój przyjaciel, dopóki nie okazał się jakimś spedalonym chłopczykiem.

Niall wypadł z gabinetu trzaskając drzwiami.

- Spadam stąd – Zayn wyszedł, starając się dogonić blondyna.

- Przesadziłeś Lou – Liam skierował się w stronę drzwi. – zobaczymy się w domu. Harry nie usunie tego dziecka – zwrócił się do menagerów – więc lepiej wymyślcie coś jak ukryć tą ciążę – powiedział i opuścił siedzibę zarządu, zostawiając w niej Louisa, który z niedowierzaniem wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęli jego przyjaciele.

- Wspaniale – westchnął menager – czyli jednak zastosujemy plan B.

- Czyli? – zapytał Louis.

- Ukrywamy ciąże Stylesa za wszelką cenę.

- Cudownie, po prostu cudownie – Tomlinson uderzył głową w biurko stojące przed nim. Co on takiego zrobił, że wszystko sprzysięga się przeciwko niemu? Nienawidził swojego życia, a jeszcze bardziej nienawidził Stylesa.

Skomentuj