*duj

Już nie oceniam, niech se jego łapy
Lądują ponownie na kolejnych cyckach.
—  Deys #Zazdro
Usuk (?) Police AU #1

Głośne uderzenia mojego serca zagłuszają nawet ciężkie buty uderzające o mokry bruk.
Skręcam w jedną z bocznych uliczek i, jak w grach, skaczę na śmietnik z metalową klapą. Na moment znajduję się w powietrzu, a potem ląduję za wysoką siatką, turlając się i zrywając w następnej sekundzie.
Słyszę strzał. Odruchowo zasłaniam głowę rękami, ale pocisk i tak nie trafia, odbijając się od ogrodzenia. Nie odwracam się, skupiony tylko na jednej myśli. Uciec.
Nagle tracę równowagę; buty zahaczają o przewrócony worek śmieci. Szoruję twarzą po brudnej ulicy. Kolejny chybiony strzał; szybko przewracam się i kryję za inny kontener. Cicho jęczę z bólu. Poprawiam okulary. Na chwilę wychylam się, żeby zobaczyć, kto mnie ściga.
Jest ich dwóch, a jeden już się wspina po ogrodzeniu. Oświetlająca ich od tyłu słaba uliczna lampa sprawia, że nie mogę dostrzec szczegółów, zwłaszcza twarzy. A może to przez porysowane szkła? Trudno stwierdzić.
Rozglądam się, wyłapując z otoczenia przedmioty, które mogą mi pomóc się stąd wydostać. Kontynuowanie biegu uliczką jest bez sensu; to ślepy zaułek, o czym niestety zorientowałem się trochę zbyt późno. Mam jednak szczęście - nade mną są schody przeciwpożarowe. Wskakując na śmietnik, za którym się ukrywam, powinienem dosięgnąć drabinki i dostać się na pierwszą platformę, dalej na dach…
Zrywam się z gotowym planem, obracając twarzą w stronę siatki.
Zaskakuje mnie fakt, jak szybko policjanci poradzili sobie z przejściem przez ogrodzenie. A może ja za wolno myślałem?
Pierwszy z nich staje tuż na przeciw mnie, z wyciągniętą bronią. Mimo jej groźnego kształtu, zbliżonego do pistoletu, rozpoznaję paralizator i na ułamek sekundy na mojej twarzy pojawia się lekceważący uśmiech. To będzie łatwizna.
Zanim zdąży wycelować, wytrącam mu urządzenie z dłoni szybkim uderzeniem, wykręcam rękę i rzucam nim w kierunku śmietnika. Sięgam po broń, ale jemu udaje się otrząsnąć po ataku szybciej niż się spodziewałem i w efekcie nasze dłonie stykają się nad paralizatorem.
Tym razem to on atakuje, zmuszając mnie do cofnięcia się i zostawiając pamiątkę w postaci krwi lecącej z nosa. Nie pozwalam mu zdobyć urządzenia, kopniakiem posyłając je w drugą stronę. Chcę mu się odwdzięczyć ciosem wycelowanym w policzek, ale chyba trafiłem w nos. Ironia?
Domysł potwierdza fakt, że nieco zaskoczony policjant odskakuje do tyłu, unosząc dłonie do twarzy. Właśnie popełnił o jeden błąd za dużo.
Posyłam go na ziemię za pomocą mocnego kopniaka w brzuch, kiedy powietrze przeszywa kolejny strzał. W przeciwieństwie do pana leżącego przede mną, drugi policjant ma normalną broń. Coś jednak powstrzymuje go od podejścia bliżej i celnego strzału.
Drugim kopniakiem upewniam się, że mężczyzna nie wstanie w przeciągu następnych dziesięciu minut. Podnoszę paralizator i celuję w drugiego policjanta, wciąż osłaniany przez kontener.
Szybki strzał i mężczyzna pada na ziemię; po jego ciele przebiega prąd.
I pomyśleć, że żaden z nich we mnie nie trafił przez tyle czasu. A oni byli szkoleni w obsłudze tego ustrojstwa. Przyglądam się broni i z braku lepszego pomysłu postanawiam zabrać ją ze sobą. Zawsze coś.
Lampa mruga. Pora się wynosić. Zerkam jeszcze w bok. Pierwszy policjant leży zgięty w pół, jedną ręką trzymając się za nos, drugą położoną na brzuchu. Chyba będą mu musieli dać urlop.
Rezygnuję z przeszukania go w celu znalezieniu jeszcze czegoś wartościowego. Ma wciąż otwarte oczy; zielone, pełne nienawiści i śledzące każdy mój ruch. Robi mi się nieprzyjemnie.
Gdyby nie fakt, że to policjant, pewnie próbowałbym mu pomóc. No i, oczywiście, gdyby nie leżał tu przeze mnie.
- Współczuję…- mruczę tylko, dziwnie zachrypniętym głosem.
Nie reaguje. Wzdycham, wspinam się na śmietnik i, zgodnie z pierwotnym planem, dostaję na klatkę schodową.
Szybkie kroki po metalowych schodach szybko zostają zagłuszone przez burzę docierającą do miasta.

~*~

Nazwałabym to one-shotem, ale akszuali było pisane w szkole, z nudów i ma coś w rodzaju ciągu dalszego… Tylko dziwnego, bez sensu i pomieszanego, ale kto wie, może po korekcie do czegoś się nada :v

 Co do tego - ten moment, kiedy zdaję sobie sprawę, jak bardzo nie umiem opisywać walk między ludźmi… Help ;–;

Edit: Korekta by Storm właśnie sprawiła, że tekst ten da się czytać. Dzięki ci dobra istotko :33

Wiosenna sałatka z młodych ziemniaków

Dzień dobry!

Kolejny tydzień rozpoczynamy kolejną porcją zdrowia :) W dalszym ciągu na naszych talerzach lądują nowalijki i coś mi mówi, że ten stan rzeczy nieprędko ulegnie zmianie ;) Zresztą, po co? Czy jest coś lepszego niż młode ziemniaki posypane świeżym koperkiem? A do tego szklanka kefiru i jajo sadzone :)

Dziś jaja sadzonego nie było (a może trzeba było je uwzględnić w przepisie?), ale młode ziemniaczki jak najbardziej. A do nich nowalijki: rzodkiewka i dymka. Prosto, szybko i przede wszystkim smacznie!

Jedna porcja sałatki  podana ze szklanką kefiru dostarcza około 337 kalorii, 10,5 g białka, 17,1 g tłuszczu, 39,7 g węglowodanów oraz 3,8 g błonnika pokarmowego.

SKŁADNIKI:

Dla 2 - 3 osób.

  • 500 g młodych ziemniaków
  • 1 pęczek rzodkiewki
  • 1 pęczek dymki
  • 1 pęczek koperku
  • 3 łyżki dobrej jakości oleju tłoczonego na zimno (np. rzepakowy, lniany, oliwa z oliwek)
  • sól, pieprz do smaku
  • 500 ml kefiru (do podania)

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

1.   Ziemniaki dokładnie myjemy, nie obieramy ze skórki. Gotujemy w lekko osolonej wodzie, do czasu, aż będą miękkie.

2.   Rzodkiewkę i cebulę dymkę dokładnie myjemy, delikatnie osuszamy i kroimy w cienkie plasterki.

3.   Koperek drobno siekamy.

4.   Ugotowane ziemniaki odcedzamy, kroimy w grubsze plasterki.

5.   Układamy na talerzach lub półmisku pokrojone ziemniaki oraz plasterki rzodkiewki i dymki. 

6.   Danie skrapiamy olejem, obficie posypujemy posiekanym koperkiem, doprawiamy solą i pieprzem.

Sałatka podana razem ze szklanką schłodzonego kefiru może stanowić samodzielne letnie danie. Albo towarzyszyć Wam podczas grillowania soczystych mięs i tłuściejszych ryb :)

Udanego tygodnia :)

Mój los to kiep­ska baletnica:
wi­ruje w koło aż w głowie się kręci
przez to bar­dzo często ląduję twarzą na par­kiecie życia

Uu dawni mnie tolu nie było. Bardzo za to przepraszam. W każdym razie, oto kolejny rysunek lądujący w mechstiach… Nareszcie. Co z tego że ucięłam jej stopy??