(c) tam

And This Is How It Starts | Larry One Shot | Tłumaczenie

Tytuł: And This Is How It Starts

Autorka: sinfularry

Tłumaczka: sherriane

Banner: Mini 

Zgoda: melduję, iż jest!

Gatunek: fluff (serio!!), smut

Opis: Bad boy Harry sprawia Louisowi przyjemność na tyłach ich klasy od angielskiego, podczas gdy obaj słuchają The 1975. W roli także: Nick Grimshaw jako opryskliwy nauczyciel.

Od tłumaczki: halo halo stop - to nie tak jak myślisz, kotku! Ja wiem, że opis. Że niby smut tylko. I tak, smut. Ale fluff! Nie będę kłamać - 80% tego one shota to fluff, 20% - smut. Jeśli przyszliście tylko po tę dwudziestkę, to zapraszam na sam koniec tekstu :D Ale przy okazji ominie Was… a może lepiej zobaczcie tagi.

~~~

Po tym, jak wcisnął przycisk „drzemka” tak o trzy razy za dużo, Louis jęknął, i westchnął, i ziewnął, i niemal nie wpadł w szał, kiedy zaczął wlec się w stronę łazienki, żeby wziąć prysznic. Włączył 8tracks, mając nadzieję, że muzyka, która akurat leciała, była akceptowalna. Rozebrał się oraz wszedł do brodzika, śpiewając nieprzytomnie piosenkę, która wydobywała się akurat z głośników. Gdy kołysał się na palcach w przód i w tył w rytm utworu, starał się przypomnieć sobie, w jaki dzień tygodnia właśnie się obudził. Zajęło mu to chwilę, ale uśmiechnął się, kiedy zrozumiał, że to środa. Czyli Club Day. Dzień, w którym lekcje są krótsze, a jego wolny czas spędzany z Harrym dłuższy. Zakręcił wodę, po czym nałożył odżywkę na swoje włosy – ponieważ je zapuszczał – i owinął ręcznik wokół pasa.

Podszedł do lustra, biorąc do ręki swoje małe opakowanie kremu nawilżającego z pobliskiej szafki. Przeglądnął się. Louis nie był zarozumiały ani nic. Był tylko… trochę pewny siebie. Mógł być naprawdę nieśmiały i okazjonalnie znajdował się jakiś dupek w szkole, który by się z niego śmiał, bo był gejem, ale szatyn tak naprawdę nie przejmował się tym tak długo, jak tylko był z siebie zadowolony. Był naprawdę dobrym dzieckiem, zawsze zachowywał się zgodnie z zasadami, ale zawsze też był nieco inny. Ale to „inny” nigdy źle nie działało. Miał dobrą rodzinę i dobrą grupkę przyjaciół na collegu.

Kiedy skończył nakładać krem, podszedł na palcach do swojej komody, nie dlatego, że musiał być cicho, tylko dlatego, że czasem lubił być nieco wyższy. Był całkiem drobny, ale energiczny i wyróżniający się z tłumu. Harry często mówił mu, że był skrzatem, a Louis udawał, że mu to przeszkadzało, chociaż tak naprawdę zawsze dostawał wtedy łaskotek na całym ciele.

Zaczął przekopywać szafkę, dopóki nie znalazł ulubionych spodni, tych, dzięki którym jego tyłek wyglądał fenomenalnie, a także pary slipów i całkiem białego t-shirtu. Nie do końca widział sens w tym, żeby wystrajać się do szkoły w Club Day, bo zazwyczaj były to tylko pełne leniuchowania wolne dni, które opierały się na jak najmniejszej ilości notatek i filmach.

Wrócił do lustra i sięgnął po korektor z półki, zakrywając kilka ledwo widocznych pryszczy, a następnie rozpylając puder oraz upewniając się, że oczyścił swój mały kolczyk w nosie, żeby się błyszczał. Potem sięgnął po swój tusz do rzęs – grzeczniej mówiąc, swojej siostry Lottie – i pochylił się bardziej przed lustrem, opierając o nie rękę, żeby utrzymać równowagę, po czym otworzył szeroko oczy, a jego usta ułożyły się w kształt litery „o”. Mrugnął kilka razy, czarny kosmetyk pokrył jego długie rzęsy, sprawiając, że niebieski kolor jego oczu był jeszcze bardziej intensywny. Louis próbował być pewnym, że makijaż nie był tak naprawdę mocny, tylko poprawiał jego wygląd i go ulepszał. Lubił myśleć, że dobrze sobie z nim radził.

W drodze do drzwi sięgnął po bluzę z kapturem i beanie, zanim skierował się do samochodu i zorientował, że zapomniał kluczyków.

***

Z miejsca, w którym siedział, Louis mógł zobaczyć go niemal perfekcyjnie. Opierał się o ścianę i uśmiechał prosto do dziewczyny, która wyglądała na absolutnie zauroczoną i która najwidoczniej nie była tak ważna dla Louisa, bo ten nawet nie znał jej imienia.

Keep reading