Streetwear booooooom!
Duża liczba polskich bloggerek określa swój styl jak „streetwear’owy” . Niestety czapeczka typu fullcap, luźniejsza kurteczka i airmax’y nie charakteryzuje tego stylu i jego nazwa jest nadużywana jak polska blogosfera długa i szeroka. Termin ten to cos więcej niż luźny look ludzi chodzących po ulicach. To styl życia kochani. Sprzeciw drogim, butikowym markom. W pewien sposób manifest przeciw elegancji. Początki tego trendu sięgają kolorowych lat osiemdziesiątych. Pierwsze swoje kroki streetwear stawiał w Nowym Jorku. A jego ojcami byli wokaliści zespołu Beastie Boys. Ich fani szybki wyczaili ich naturalny i niewymuszony look. Trend ten zaczął się rozprzestrzeniać. T-shirty z wielkim logo, bluzy z kapturem i zawieszony na łańcuszku symbol Volkswagena , zerwany z samochodów. Chyba lepszej reklamy VW nie mógł sobie zrobić. Moda ta zaczęła się rozprzestrzeniać i doatrała do Europy i Japonii. Swobodny styl zaczął się coraz bardziej podobać przeciwnikom paryskiego szyku. Styl wygodny, praktyczny i w zasadzie na każdą okazję. Na wieczorną imprezę jak i na boisko. Wraz z popularnością streetwear’u powstawały nowe marki oferujące ubrania dla tej subkultury m.in. SSUR, STAPLE DESIGN czy ONETrueSaxon. Przystępna cen i bezpretensjonalność były głównymi czynnikami dzięki, którym młodzi ludzie pokochali ten styl. Składają się na niego elementy imag’u kalifornijskich surferów, skaterów, punków, hiphopowców, rastafarian. Jedną z najsłynniejszych marek tego typu, która przetrwała po dziś dzień jest STUSSY. Sprzedawca desek surfingowych zaczął dołączać t-shirty z ogromnym logo w formie taga. Do dziś bardzo dobrze prosperuję. Aktualnie ten styl przechodzi druga młodość. W Polsce dopiero rozkwita i wielu ludzi go myli. To nie jest trend. To jest pewien styl życia. Zupełnie niewymuszony. Ubierając szpilki i fullcap nie mówmy, że Nasz styl jest streetwear’owy. Polską marką produkująca rzeczy w tym nurcie jest MISBEHAVE. Dziewczyny inspirują się hip-hopem, stylem militarnym, punkowym i surfingowym. W ten sposób po trzydziestu latach i u Nas ktoś zaczął robić tego typu bajerki i mamy ten wielki booom!
Mrsla

FashionPhilosophy Fashion Week Poland z mojej perspektywy.
Po raz pierwszy byłam na FashionPhilosophy Fashion Week Poland. Na pierwszy ogień idą moje odczucia na temat całego wydarzenia. Do notatek z notatniczka skrobanych na pokazach powrócę i postaram się obiektywnie opisać prezentowane kolekcję. Jestem świeżakiem w kwestii czynnego brania udziału w takich wydarzeniach. Przyszła pora na wynurzenie się ze stosu książek, publikacji i zdjęć dotyczących mody. No to moja droga jak jest?? A no inaczej. Zupełnie inaczej… To jest tak, jak widzimy fajny ciuszek w prospekcie, idziemy do sklepu/butiku i robimy „yyyyyy”. Wychodzimy czerwoni i z podniesionym ciśnieniem jak po skoku na bungee. Na szczęście życie nauczyło mnie tego i owego, i przyjęłam postawę, że nastawiam się na najgorsze i wolę być miło zaskoczona efektem niż później chodzić struta i z ustami na „karpika”. Tak było i tym razem. Poziomu światowego nie będzie. Moda polska zaczęła działać od ok.15 lat. Od tego czasu fashion w Naszym kraju ruszył z kopyta. Nie mamy nie wiadomo jakiego doświadczenia w kwestii organizowania imprez. Ciężko jest w Polsce również cokolwiek stworzyć ze względu na Naszą mentalność i geny festyniarskie. Na Naszej ziemi nic się nigdy nie podoba, wszyscy zrobiliby coś lepiej. Ja jestem dumna i radość ma ogromna, że moda powoli wychodzi z cienia i małymi kroczkami przestaje być postrzegana jako coś niepotrzebnego. Fashionphilosophy Fashion Week Poland odbył się po raz ósmy. Staż niewielki, ale forma całkiem dobra. Nie zrozumiałe są dla mnie pewne fakty. Jestem nawet oburzona pewnym wydarzeniami. Zabolało mnie to, że projektanci z duetu BOHOBOCO zasiedli w tylnych rzędach, a taki Jarosław Jakimowicz grzał miejsce w pierwszym rzędzie. Jego świadomość mody zapewne zaczyna się i kończy w tym samym miejscu. Ja wiem celebryci są potrzebni. Promują markę projektanta. Podobnie jak blogerzy modowi, którym w Naszym kraju urosło się do rangi wyroczni modowych. Nikt nie wie jakim cudem i kto do tego dopuścił. Na czym polega fenomen?? To pozostawię socjologom. Pierwsze rzędy również ich. Wydaję mi się, że nie wszystkich zadowalają ich recenzję na temat pokazów. Trochę bawią, trochę krzywią, trochę wzbudzają współczucie. Jednym z niewielu mądrze prawiących jest Tobiasz Kujawa. Jego blog czytuję, cytuję i chwała Ci za jego istnienie. Człowiek-ratownik polskiej blogosfery modowej. Dzięki Niemu jeszcze nie straciłam nadziei na to, że obiektywna i mądra recenzja istnieje. Sadzanie blogerów ma sens. Naprawdę. W zasadzie reklamują chyba lepiej niż celebryci. Większość przeglądających takie blogi chce mieć to co blogger, być tam, gdzie blogger. Reklama, reklama, reklama, bla, bla, bla, bla. Czy to jest potrzebne takiemu wydarzeniu??? Moim zdaniem nie. Kto interesuję się moda wie kiedy odbywa się i gdzie Fashion Week i czemu on służy. Bardzo boli nieświadomy odbiorca pokazu. Dziewczyny siedzące za mną na pokazie TOMAOTOMO myślały, że kolekcja należy do „tomi i timo”, poprzez obgadywanie znanych bloggerek coś im umknęło. Darmowe bilety i zbyt duża ilość wydanych akredytacji troszkę zburzyła cały sens tego święta. Ilość laików (nie mylić z „lajków”) była wyższa niż pasjonatów i ludzi, którzy wiedzieli po co tam są. Na norweskim Fashion Week’u nie ma czegoś takiego jak akredytacja dla bloggera. Jeżeli jego osoba jest godna uwagi i ma on coś do powiedzenia- jest zapraszany! Ilość osób zdecydowanie nie była proporcjonalna do powierzchni sal pokazowych. Zbyt duża ilość mnie przeraża. Mój mózg posiada niebywałą zdolność pisania czarnych scenariuszy. Pożar! Bomba! Facet z karabinem! Trzy głębokie wdechy i plan ewaluacji dla mnie i Mateusza był gotowy. Hahahahahaah! I tak by Nas stratowali, ale pozwalało mi to w miarę spokojnie prześledzić pokaz. Wszystkie były przygotowane bardzo profesjonalnie pod względem wizualnym jaki muzycznym. Czasem nawet miałam wrażenie, że cała otoczka towarzysząca wyjściom dodaje tym lichym kolekcjom. Część showroom’owa świetnie zoorganizowana. Można było odpocząć, porozmawiać, napełnić brzuszek i uszczuplić portfel. W całym tym ogromie ludzi dało się wyłapać prawdziwych pasjonatów i ludzi świadomych tego, czemu służy to wydarzenie. Z tego miejsca ogromne podziękowania w stronę organizatorów za wysiłek włożony w stworzenie całego przedsięwzięcia. Bo mimo tych mankamentów jestem zadowolona, że w Polsce moda się rozwija i powoli przestajemy być zaściankiem w tej kwestii. Chciałabym życzyć Nam wszystkim, aby to wydarzenie było czymś niezwykłym i nie było dla każdego, żeby każdy uczestnik był świadomy swego uczestnictwa. Najważniejsze, żeby nie był kojarzony z festynem modowym…… Na to akurat musimy pracować wspólnie. Mam nadzieję, że do następnego ; )
Mrsla





Haters gonna hate
Guru redaktorskie postanowiło w tym odcinku zapytać mnie,o to co sądzę o „polaczkowym” hejtowaniu i skłonności do nabijania się z innych. Temat. Trudny. Co mam powiedzieć? Polak Polakowi zawsze kijem w oko. Tak to już z nami jest, że krytykowanie przychodzi nam łatwiej niż doszukiwanie się w całokształcie pozytywnych akcentów. Co statystyczny Polak robi po wypiciu pierwszej kawy w pracy? Oczywiście przegląda strony www ( ta z nazwą rasy psa oczywiście – oh, ta nasza miłość do zwierząt; jakimiś butami czy innymi plejadami gwiazd :). Z dwojga złego jednak bardziej lubimy wyżyć się na tym co nam się nie podoba lub budzi kontrowersję niż zająć się pozytywami sprawy. Od kilku tygodni trwa czas intensywnego hejtingu ! Jakaś kulminacja złych emocji, czy totalny brak dystansu do świata i ludzi? Cały czas mnie to zastanawia, dlaczego nie umiemy nauczyć się dystansu? Owszem, przyznaję się czasami też zdarzy mi się wyżyć na koleżance z pracy, jednak robię to w jej dobrej wierze, by pokazać, że niekoniecznie legginsy czy różowo – oczo***na torebka to dobry wybór i gdyby bardziej się postarała mogłaby wyglądać jak przepiękna Eva Longoria.
Wracając do tematu. Oczywiście tematem na tapecie są blogerki czy jak kto woli „ szafiarki”. Na tych to sobie dopiero, niektórzy jeżdżą. Nie dalej jak kilka dni temu pewien portal ( oczywiście Polski ) opublikował – ponoć z dozą dystansu i pozytywnej ironii ( o losie, takie coś w ogóle istnieje? ) - zdjęcia łysiejących gwiazd, wśród których znalazła się autorka jednego z najbardziej poczytnych blogów w Polsce. Kilka innych gwiazd i osób publicznych dosłownie „ dostało po głowie”. Co za tym idzie? Pozytywna ironia czy lekcja dystansu? Ja zachodzę w głowę o co tak naprawdę chodzi. Kim Kardashian też dość często pada ofiarą prześmiewczych komentarzy i porównań. W tym przypadku niestety jeden z blogerów porównał przebywającą w stanie błogosławionym Kim do wersalki – za sprawą kwiecistego outfitu gwiazdy. Zarzuca się często gwieździe brak stylu i modowe faux pas.
Czy to zabieg mający wywołać PR-owe zamieszanie i zainteresowanie tabloidów czy czepianie się indywidualnego poczucia stylu Kim?
Właśnie próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatnimi czasy usłyszałem pozytywną opinię z czerwonego dywanu? Nie mogę sobie przypomnieć. To strasznie przykre. Tu nawet nie chodzi o czerwony dywan, bo poza nim również częściej krytykujemy niż chwalimy. Czy naprawdę nie umiemy znaleźć pozytywnych emocji i dozy dystansu do otaczającego nas świata? Jesteśmy tak proporcjonalnie różnorodni jak suma opinii. Osobą, która w pewien sposób mi imponuje, często wspominanym wyżej dystansem < o losie, powtarzam się !> jest Gosia Boy. Kobieta, która woli dociekać sedna sprawy czy tematu niż na początku wygodnie skrytykować go i przekreślić z góry. Przed oczami mam obraz. Kuba Wojewódki naczelny krytyk i hejter RP oraz wzór do naśladowania, Gosia Boy. Można by rzec, dlaczego czepiasz się wybitnego dziennikarza jakim jest kolega Wojewódzki. Ależ ja się nie czepiam, pokazuję tylko kontrast jaki dominuje w naszym społeczeństwie. Owszem nie twierdzę, że ów krytyka ma na celu poniżenie lub tzw. zmieszanie z błotem osobę krytykowaną, często zdarza się tak, iż krytykujemy w dobrej wierze, inną sprawą jest to, że lepiej wylać wiadro brudów niż rzetelnie wypowiedzieć się na dany temat.
Od zarania dziejów wygląd zewnętrzny ( a co gorsza gdy naturze pomaga chirurgia estetyczna / plastyczna ) padał ofiarą publicznej oceny, co skutkuje tym, że nadal będziemy oceniani.
Jedyna rada jaką mogę polecić, to niech każdy z nas zajmie się własnym podwórkiem, a jeśli już musimy wyrazić opinię na temat osoby publicznej czy drugiego człowieka pamiętajmy, że karma powraca. Uczucie ulgi i chwilowego zapomnienia o własnych kompleksach osiąganych za pomocą obrazy innego człowieka to tylko tymczasowe rozwiązanie, natomiast o wiele więcej pozytywnej energii i poczucia godności przynosi człowiekowi wynajdowanie w istocie pozytywnych aspektów. Utrzymywanie przyjacielskich relacji z innymi istotami żywymi < czyt. człowiekiem > uczy nas tolerancji, dystansu, akceptacji świata i ludzkich wyborów. Całe szczęście wśród moich znajomych i współpracowników osoby, które z świeżością umysłu potrafią podejść do każdego tematu profesjonalnie. Za to serdecznie dziękuję!
Pozdrawiam Tobiasz Armek Schmidt