spotkania

Łapać momenty, obserwować, uczyć się.

Spotkanie z eksem_sześcian aka SwB. Kawiarnia. Stajemy w kolejce, wyciągam portfel z torby (która jest wielkości nowo narodzonego cielaka, co zupełnie nie ma znaczenia) i słyszę: “Och, chcesz za siebie zapłacić. W porządku, nie będę ograniczać Twojej wolności” (taa, przez te lata zdążyłam zapomnieć, jaki momentami jest eks_sześcian).

I tak sobie myślę, jak jeszcze byłam z eksem_sześcian, poszłam na spotkanie z kolegą (bo tak go traktowałam) i on też się wyrywał do płacenia za mnie.

Raz dałam za siebie zapłacić. Miałam 15 lat, poprosiłam o wodę, a płacił mój były nauczyciel.

Przyzwyczaiłam się do tego, że płacę za siebie, podczas randkowania za dzieciaka każdy płacił ze swojego kieszonkowego. Poza tym nie chcę, żeby za mnie płacono, bo nie chcę, żeby czegokolwiek ode mnie oczekiwano. Serio, mam głęboko wryte przekonanie, że jakiś baran może uważać, że za kawę czy drinka coś mu się należy. No to nie daję okazji, żeby ktoś tak uważał.

Mam silne poczucie, że nie chcę być nic nikomu winna, nie chcę nic nikomu zawdzięczać i nie chcę żadnych transakcji (albo czegoś, co mogłoby na nie wyglądać). Zaletą nr 1 singielstwa jest dla mnie to, że jeśli stracę wszystko, absolutnie wszystko, co przecież może się zdarzyć, to martwię się tylko o siebie.