przytulnie

Chodź. Na herbatę. Na kawę. Na papierosa. Na film. Na łóżko. Na ciastko. Na kanapke. Na kakao. Na czekoladę. Na pocałunek. Na przytulnie. Na mnie. Na seks. Na ciało. Na muzykę. Na deszcz. Na spacer. Na śnieg. Na rower. Na zdjęcia. Na chwilę. Na minutę. Na godzinę. Na zawsze.

„Wszystko czego pragniesz, wszystko czego chcesz znajduje się poza strefą Twojego komfortu.” - Zan Perrion

Strefa komfortu to miejsce, w którym czujemy się pewnie, bezpiecznie i  wygodnie. Słowa „strefa” czy „miejsce” potraktuj proszę metaforycznie.  Nie chodzi tutaj o przytulny dom, czy ulubioną restaurację – chodzi o  Twój stan emocjonalny, podejmowane działania i zaistniałe sytuacje.Przebywając  w swojej strefie komfortu czujesz się dobrze, nie boisz się niczego,  nic Cię nie stresuje, wszystko doskonale znasz. Pewnie powiesz, że to  dobrze mieć taką swoją strefę. Otóż dobrze – każdy ją ma, bo inaczej  zwariowałby w tym pędzącym świecie. Jednak źle, jeśli z tej strefy nigdy  nie wychodzisz. Życie w rutynie, otaczając się rzeczami, które  doskonale znasz i wykonując czynności, które są już niemal rutynowe –  takie życie jest pozbawione rozwoju. Zamykając się w tym swoim kokonie  nie nauczysz się niczego nowego, nie wzmocnisz swojego charakteru, nie  poznasz lepiej samej siebie.


Wszelkie doświadczenia, jakie zebrałaś w przeciągu swojego życia  wpływają na szerokość Twojej strefy komfortu. Popatrz na małe dziecko –  ono wprost chłonie całe swoje otoczenie: momentalnie uczy się nowych  rzeczy, zadaje mnóstwo pytań, wszystko chce dotknąć, zobaczyć, poczuć.  Gdy mija kilka lat, dziecko to zaczyna rozumieć, że tego nie wolno, tak  nie wypada, to jest złe, tamto niebezpieczne itp. W dorosłym życiu  przychodzi czas na samodzielne dokonywanie wyborów i szukanie swojej  drogi. Szkoła, studia, pierwsza praca – takie kroki wymusza na nim  rzeczywistość. W zależności od wybranej pracy, bodźce do rozwoju mogą  wypływać od przełożonego, jednak najczęściej na tym etapie wkrada się  rutyna. W tym momencie granice stają się betonowe i już nie mamy siły  ich forsować.

Nie mamy siły? Czy raczej nam się nie chce? Nikt nie mówi, że od razu  masz burzyć cały mur. Możesz przecież przesuwać go milimetr za  milimetrem. Dlatego wychodź ze swojej strefy komfortu tak często jak  możesz! Zrób czasem coś, czego nigdy nie robiłaś, coś, co dla innych  może wydać się dziwne, coś, co wprawi Cię w chwilowy dyskomfort.

Dla każdego może to znaczyć, co innego: skok na bungee, wybranie się  na kurs prawa jazdy, telefoniczne umówienie spotkania, przeproszenie  drugiej osoby, czy nawet uśmiechanie się do obcych ludzi. To, co dla  Ciebie jest czymś normalnym i rutynowym, u Twojej koleżanki może  powodować lęk. Najprostszym przykładem są rozmowy telefoniczne i  spotkania z ludźmi. Dla przedstawiciela handlowego z kilkuletnim  doświadczeniem jest to coś naturalnego, jednak informatyk, który pół  życia spędził przed komputerem, może mieć problem z podniesieniem  słuchawki. Jeśli jednak po długich walkach ze sobą przeprowadzi rozmowę  telefoniczną z potencjalnym klientem, może czuć się dumny, gdyż właśnie  wyszedł ze swojej strefy komfortu.

Rozumiesz, o co chodzi? Nie musisz uczyć się surfingu, jeśli Cię to  nie pociąga, ale jeśli marzysz o własnej firmie warto wybrać się na  jakieś szkolenie z przedsiębiorczości czy sprzedaży. Wychodź z domu,  poznawaj nowych ludzi, ucz się nowych rzeczy. Za każdym razem, gdy  pomimo deszczu i chłodu, wyjdziesz z domu na szkolenie lub spotkanie,  odrobinę poszerzysz swoją strefę komfortu. Konsekwentnie przełamuj swoje  drobne lęki i rób coś, z czym czujesz się nieswojo lub jest to dla  Ciebie nieprzyjemne. Tylko wtedy będziesz się rozwijać i nabierać  pewności siebie.

Lęk przed zmianami często zatrzymuje nas w strefie komfortu. Prawie  każdy marzy o ekscytującym, luksusowym i pełnym przygód życiu. Dlaczego  więc tak mało osób dąży do realizacji marzeń? Właśnie dlatego, że  marzenia leżą poza naszą strefą komfortu – by do nich dosięgnąć, trzeba  zrobić kilka kroków i opuścić okrąg bezpieczeństwa.

Nie obawiaj się realizować swoich marzeń!