czwartek, 21 sierpnia 2014, 04:21

Czasem to wraca. Nie wiem tylko czy bardziej w pragnieniach, czy wspomnieniach. 

Czasem wydaje mi się, że czytałem te wszystkie rzewne książki i kiepskie filmy z cyklu okruchy życia, żeby poczuć, że naprawdę można traktować depresję jako chorobę. Że ktoś się przejmował, matki trzymały dzieci za ręce, ojcowie wdawali się w bójki z bezradnymi lekarzami. Może miałem ochotę na podobną szopkę, bo wszystko byłoby lepsze niż nietraktowanie mnie poważnie. 

Za chwilę minie dekada od pierwszego psychologa. Przez tyle lat można podbić kraj, wynaleźć lek na chorobę, która zabijał przez wieki, albo napisać książkę, którą ludzie będą nadal cytować wiele lat po twojej śmierci.

Nie o to chodzi. O tym co można zrobić, co ja mogłem zrobić, czego nie zrobiono i o tym, że tak naprawdę każda z tych opcji jest w porządku mógłbym rozwodzić się godzinami. Nie o to chodzi.

W chwili obecnej ta liczba brzmi jak całe życie. A ja prawie nic nie pamiętam. Nic oprócz różnych stadium rozwoju choroby.

Dzisiaj po południu wspomniałem przy aniołku o moich próbach. Gdzieś między jego dąsami i tym jak opowiadam o rysunkach. Wspomniałem o moich uczuciach, z którymi już nie potrafię się utożsamić.

– I to było… fajne?
– Nie wiem. To były uczucia, które miałem i już nie potrafię sobie ich przypomnieć.
– Ale tęsknisz.
– Jasne. To byłem — ja. A teraz go nie ma.
– A co jest teraz?
– To jakbym stracił przyjaciela. Nie wiem co jest teraz. Za jakiś czas będę wiedział.

Nadal są te dni, o których nie mówimy. A w moim myśleniu niewiele się zmieniło. Teraz tylko mówię na głos o tym, że są inne rozwiązania, bo byłem zmęczony sugestiami, że ich nie widzę. Widzę, wiem, rozumiem, tylko, że to nic nie zmienia – i to jest to, czego oni nigdy nie rozumieli.

Ja lubię żyć, ja korzystam, nawet, czasami a w dodatku, teraz już w ten sposób, w który zawsze chciałem. Ale nie jestem do tego wszystkiego przywiązany, nigdy nie byłem. Przychodziły momenty, w których stwierdzałem, że mogę się już z tym rozstać. Kończyło się to na doraźnych lekach uspokajających i powtarzanych półszeptem przez moich opiekunów słowie “psychoza”. 

Czasem to była po prostu rozsądna decyzja. Jak kiedy zasiedzisz się przy grze czy na imprezie i czujesz jak zaczyna boleć cię głowa i robi się niedobrze.Wstajesz od komputera albo żegnasz się i wychodzisz, bo wiesz, że już “dosyć”.

Dzisiaj wszystko wydaje się bardzo przejrzyste. A może mówię tak o tym bez emocji, bo za kilka godzin miną trzydzieści trzy miesiące jak nie żyjesz i nie czuję jakbym dzisiaj miał prawo do emocji. Mógłbym przysiąść, że to było wczoraj, bo nie mam pojęcia jak mógłbym nagle zapomnieć wydarzenia z prawie trzech lat. A może nic się nie stało. 

Chciałbym pozwolić sobie na rozpacz ale zawsze jest coś do zrobienia, cholera.

Skłamałbym mówiąc, że za wami wszystkimi nie tęsknie, ale wiem też, że nie miałbym wam już nic do powiedzenia.

BIBLIOTEKA CZERWIEC 2014 (8)

Czas podsumować czerwcową bibliotekę. Jako, że w czerwcu była sesja, to przeczytałam chyba najwięcej powieści. 

image

image

MICHELLE HODKIN: the unbecoming of mara dyer i the evolution of mara dyer [5/5]

Seria o Marze Dyer podbiła nie tylko moje serce, ale milionów innych czytelników. Co prawda polska premiera pierwszego tomu dopiero we wrześniu. Obecnie wyczekuję trzeciej części, która na amerykańskich półkach pojawi się (dopiero) w listopadzie.

image

image

image

JENNIFER L. ARMENTROUT: Seria Lux [3,5/5]

Jezu, jak mi się nie podobają te okładki. Naprawdę są okropne, zwłaszcza ta druga. Chociaż w polskim wydaniu Obsydianu dodali troszeczkę motywu galaxy i jest o niebo lepiej. Niemniej okładki mogą odstraszać. To nie jest żadna powieść romantyczna (no dobra, trochę), tu przede wszystkim są kosmici! A kto lubi kosmitów? Ja! Aktualnie czekam na tłumaczenie spin-offów oraz czwartego tomu.

image

JOHN GREEN: Gwiazd Naszych Wina [5/5]

Nie pytajcie dlaczego tak późno wzięłam się za tę książkę, sama nie wiem. Tumblr szalał od jakiegoś czasu na punkcie zbliżającej się premiery filmu. Mogłam już wtedy po nią sięgnąć. Ale nie. Zrobiłam to dopiero po obejrzeniu filmu. Niemniej i tak jest niesamowicie fantastyczna.

image

image

J.LYNN: wait for you [3,5/5] oraz frigid [1/5]

Wait for you była pierwszą książką z kategorii new adult po którą sięgnęłam i nawet mi się spodobało. Wybrałam ją po spodobała mi się seria Lux tejże autorki. Dziwnie czyta się takie książki, ale chyba moje uwielbienie do romansów przeważyło i doczytałam do końca. Postanowiłam nawet częściej sięgać po książki z tej kategorii. Drugą książką również NA i również J.Lynn. (J.L. Armentrout) było frigid i cholernie żałuję. Już sama okładka mnie odrzuciła, ale w końcu nie ocenia się książki po okładce, prawda? W każdym razie gniot jakich mało i naprawdę dziwię się, że wyszło to spod pióra tej samej osoby, która napisała serię Lux.

TY LASKA !!
uśmiech, głowa do góry , biust do przodu
tyłek do tyłu i idź podbić świat,
bo ten frajer nie jest Ci potrzebny! :)
O tym jak pewien dziennikarz podbił nasze serca.

image

No, popisałeś się, Wiktor. Powszechnie wiadomo, że mężczyźni z pięćdziesiątką na karku wchodzą w wiek kapłański, bo wiedzą już wszystko. Nierzadko też przy tym “piją wódkę, gadają, fioletowe twarze mają”, ale ja zakładam, że byłeś trzeźwy kiedy pisałeś swój artykuł.

Nie wyobrażam sobie, żeby istniało coś bardziej śliskiego dla dziennikarza niż opieranie się na własnych założeniach, w dziedzinie w której ma się ograniczoną wiedzę. Domyślam się, Wiktor, że skoro jesteś mniej więcej w wieku mojego ojca, cenisz Erica Claptona, tym bardziej Milesa Davisa i kiedy nagrywałeś muzę na szpule z audycji pana Kaczkowskiego lub z Trzech Kwadransów Jazzu to Justin Timberlake jeszcze nie zaczynał kariery w boy-bandzie N’Sync, bo nie było go na świecie. Tak też pewnie odbierasz twórczość tego człowieka - jako przedłużenie plastiku lat dziewięćdziesiątych, tępą dzidę wycelowaną w nastoletni target płci głównie żeńskiej. No i spoko, wszak nikt Ci posiadania własnej opinii zabraniać nie chce, gorzej natomiast, że wychodziłeś z założenia, iż wszyscy tak myślą.

Kiedy więc będziesz teraz z niewielkim powodzeniem starał się ignorować internetowy lincz na Twojej osobie który właśnie ma miejsce i Twoje ego będzie próbowało się obronić przed kacem po jakże nietrzeźwej ocenie rzeczywistości, proponuję Ci kilka przykładowych wybiegów, które mogą zadziałać jak mentalny AlkaSeltzer.

"Nastolatki i zjadacze chleba, którzy nie pamiętają kim jest Robert Plant, zbuntowali się, bo wielce obraziłem ich ślicznego idola." - Spróbuj tego, a przy tym wyobraź sobie wszystkich nago.

"Szkoda, że pod innymi moimi artykułami nie było takiej dyskusji. Na świecie dzieją się teraz tak istotne rzeczy, ale polska, rozbestwiona młodzież skupia się na tym, że popsułem im zabawkę."- Niczego nikomu nie popsułeś, ale to też może się udać.

Patrz na to też z tej strony: nawet jeśli ktoś wcześniej o Tobie nie słyszał, a ci, którzy wiedzieli o Twoim istnieniu, nie doceniali Twojej pracy w dostatecznym stopniu, teraz masz swoje pięć minut. Stałeś się kolejnym sławnym ignorantem. :)

Może nawet Justin Timberlake osobiście odniesie się do Twojej wypowiedzi? Nie, no pewnie, że nie, taki z niego już arogancki gwiazdor, że pewnie jej nawet nie zauważy.

(tekst do którego się odnoszę, można przeczytać pod tym linkiem)

Lucy

10%

Morgan powiedział, że właśnie tyle procent mózgu używa przeciętny fanatyk oddychania. Ty, ja, twoja dziewczyna, jej kochanek i Lucy. Albert Einstein podbił ponoć ten wynik do 14%, ale na tym maszynka rozwoju stanęła. Uwierzyłem. Bóg chyba nie zyska zbyt wiele na tym, że mnie oszuka, prawda?

Read More

Text
Photo
Quote
Link
Chat
Audio
Video