...

Aromatyczna herbata we wzorzystej filiżance,
mieszasz gorączkowo, nie zwracasz uwagi
na wylewający się płyn.
Krople padają na ważne dokumenty,
Plamią, czarny tusz się rozmazuje.
Patrzysz nieprzytomnie, gdy nagle
nieprzyzwoite przekleństwo wyrywa się z ust.
Filiżanka rozbita na drobne kawałeczki.
Ulubionej koszuli w tym tygodniu nie założysz.
Zapach jaśminu unosi się w powietrzu,
zatrzymujesz się.

sentimientos.

image

- … něco cítíme, když se pohybujeme na tuto muziku. Sám Bůh ví, co to je. Můžete nás vinit z mnoha hříchů tango světa, ale nemůžete nás vinit z toho, že necítíme.
Lásky přicházejí a odcházejí. Srdce se lámou a pak znovu zahojí. Rodí se děti a umírají iluze. Vlády nastupují a padají. Stěhujete se z jedné země do druhé. Přátelé se berou a pak rozvádějí. Střídají se roční období. Stávají se nepěkné věci. Ale přece znovu vždycky vyjde slunce. Verano porteño. Skuteční tangueros jsou ti, kdo vždy, ve smíchu i v pláči, v dobrém i zlém, v nejhorší zimě i na tom nejradostnějším jaře, nevzdávají svůj sen. I když jim to tango třeba moc nejde. I když ho možná mají jen v hlavě.
Teď chápu, že to, že jsme tady a tančíme, ačkoli muž, kterého jsem milovala k zbláznění, se objímá s jakousi rozložitou ženštinou, a dívka, kterou jste zbožňoval, se olizuje s nějakým chlápkem ve směšných kalhotách - je výsostnou obětí na oltář tanga. Být tady znamená být zraněn a vyzdraven najednou, a právě to je podstata tanga. - 

(K. K.)

Zočil som mliečnu dráhu a príbehy v nej.

Ležím na streche s duševným bratom, zjetý jak prasa. Je úžasná viditeľnosť, všade tma, tma ktorá ma napĺňa radosťou, pokorou a zvedavosťou. Zočím oblohu, na nej mliečnu dráhu, krááása, naozaj krásna.

Už to bude druhý či tretí krát, no vždy rátame spolu padajúce hviezdy ako sa tak metaforicky povie. Narátal som ich 9, Kubo 8. Tú poslednú som videl cestou domov, z umeleckého tripu, pod ostrým uhlom vletel do oblohy a vybuchol v krásny prstenec čo vo mne zanechal obrovský zážitok v tých stavoch, zmeska rešpektu, údivu, zvedavosti a zaujímavej “nadľudskej” túžby po niečom, niečo ako lietanie. niečo ako povznesenie sa . dokonalá voľnosť, odpútanie sa od bežných telesných či myšlienkových starostí .. 

Keď som bol na oblohe, spomínal som na stret s minulosťou, nekonečný pohľad do vnútra duše a našiel som tam to čo som tam nechal, teším sa z toho .. teším sa ako záchranár zo zachráneného života a desím sa toho čo môže tento život rozpútať, kam ma dovedie. K akým rozhodnutiam, no posledný mesiac mi dal vedieť, že život je pekná pleť udalostí a RandomEventGenerator môže naozaj trafiť kohokoľvek.

Neviem čo mám ďalej robiť, nejde o to, že by som nemohol ďalej. Ja sa nemôžem zastaviť, v tom dobrom. Musím ísť ďalej a chcem a strašne moc . Inak sa to ani nedá. Len neviem kade, to ma stále nezastaví, mám pocit akoby som mal možnosť skákať od cesty k ceste. Ale to nepovažujem za správne .. 

Mnoho vecí momentálne nepovažujem za správne .. Mám sa hrať na boha, prináleží mne rozhodovať o osudoch a šťastí iných? mám byť ja ten nástroj čo prerobí iný život ? možno k lepšiemu, koniec koncov, ale nechcem ja nikomu spôsobovať bolesť .. zvlášť, keď to dobre poznám .. 

Nechať vodu tiecť kade chce, nechať život viať príbeh kade vie. 

Kto však ? .. kto kvapne kvapku ? .. kto ak nie ja, on, ona ? . už snáď sme kvapli ? … tisíc nezodpovedaných otázok a dve boľavé srdcia. 

Jeden nedokončený sen a dvaja spiaci, sniť a nezobudiť sa, či sa zobudiť a plakať alebo sa tešiť .. 

Hviezdy okolo každý deň povedia naoko ten istý príbeh, no každý deň sú inde, sú alebo nie sú zaniknú čo vzniknú a ja si pripadám ako malé dieťa vo vymyslenej krajne kde mu nikto neublíži, ale každý podnet je tak nový a vytvára fraktály nových a nových . .a ja neviem, ktorý je krajší. Toľko nového. Idem prasknúť šťastím a strachom zároveň.

Sakra ale stojí to za to … Idem si dať pívo a počúvať čo je nové na TyTrubke …Dovííí

Opowiadanie ze str :http://www.quku.org/summer_love_cz._5,77785.html

Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca padające na łóżko. Co jest bardzo rzadkie, bo jesteśmy w Anglii.
Po dziesięciu minutach leżenia w końcu wyczołgałam się z łóżka. Była 9.50. Niall na pewno jeszcze spał. To dosyć wczesna pora. Wyjęłam z walizki czarne shorty, biały top i poszłam do łazienki. Potem pomalowałam się i ułożyłam moje brązowe loki.
Pół godziny później byłam już gotowa. Postanowiłam więc zejść na dół żeby coś zjeść. Na moje nieszczęście, kiedy wychodziłam z pokoju spotkałam Niall’a.
- Cześć – burknęłam nawet na niego nie patrząc.
- Miło mówisz do kogoś, kto przyjął cię pod swój dach. – uśmiechnął się szyderczo.
- Nie musiałeś mnie przyjmować – odpowiedziałam.
- Cóż nie musiałem, ale to zrobiłem więc może okazałabyś trochę wdzięczności – odparł z wściekłością.
Nie odezwałam się już. Przeszłam cicho koło niego. Kiedy już go minęłam odetchnęłam z ulgą. Jednak po chwili poczułam wielką, ciężką dłoń na moim ramieniu. Staliśmy tak przez kilak sekund.
- Czekam – powiedział nagle.
Zastanowiłam się.
- Dziękuję.
Zrobiłam krok do przodu, ale ręka blondyna nadal spoczywała na moim ramieniu i nie chciał mnie puścić. Spróbowałam jeszcze raz, mimo to nadal nic. Nagle poczułam jak ciągnie mnie w swoją stronę. Nie stawiałam oporu, bo wydało mi się to bezsensowne. Przyciągnął mnie tak blisko, że moje plecy i jego klatka piersiowa dotykały się.
- Nie powinnaś była przychodzić do mnie po pomoc – szepnął wprost do mojego ucha.
Zaraz po wyprowadzeniu tych słów puścił mnie, dzięki czemu mogłam w końcu zejść na dół.
Kiedy zaczęłam schodzić po schodach usłyszałam za sobą jego kroki. Były coraz głośniejsze. Okazuje się więc, że będę musiała zjeść śniadanie w jego towarzystwie.
Po zejściu na dół ruszyłam w stronę kuchni. Już z daleka widziałam, że ktoś w niej jest. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam, że to jego matka.
- Dzień dobry – odparła pogodnie.
- Dobry.
- Ty jesteś dziewczyną Niall’a prawda?
Na te słowa otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Tak to Jessica. – usłyszałam głos blondyna za mną.
Co?! Czemu on to robi?
- Ja… - spojrzałam na Niall’a, który teraz stał obok mnie i obserwował. – Tak, jestem.
- Miło mi cię poznać. Jestem Koroline, jego macocha.
A więc to nie jest jego biologiczna matka.
- A co z ojcem? – wymknęło mi się.
Czemu ja zawsze musze być wścibska?
Jak na zawołanie blondyn upuścił z furią talerz na podłogę, który się pobił i pobiegł na górę. Stałam zamurowana. Nie chciałam żeby tak wyszło. Schyliłam się i zaczęłam zbierać kawałki szkła.
- Ja… Ja przepraszam – wyjąkałam.
- To nie twoja wina – westchnęła. – Zachowuje się tak, jak tylko usłyszy coś o swoim ojcu.
Bardzo chciałam spytać co się z nim stało, ale i tak już wystarczająco dużo narozrabiałam. W takich chwilach człowiekowi mija głód.
- Ja jeszcze raz przepraszam – wymamrotałam i poszłam na górę.
Zawahałam się przez chwilę, czy nie powinnam spytać Niall’a jak się czuje. Nie chciałam jednak powtórki z rozrywki, dlatego od razu poszłam do swojego pokoju. Chciałam komuś o tym opowiedzieć, ale niestety nie miałam komu. Ostatnim wyjściem było opisanie wszystkiego na moim blogu. Poczułabym się chociaż trochę lepiej.
Przez 3 godziny siedziałam cicho w pokoju, aż ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę.
Byłam bardzo zdziwiona kiedy w drzwiach zobaczyłam Niall’a.
- Co ty tutaj robisz? – spytałam.
- To chyba mój dom – odpowiedział złośliwie.
- Nie to miałam na myśli – westchnęłam.
- Wiem. – uśmiechnął się szeroko. – Mogę wejść?
- Tak. – przewróciłam oczami.
Blondyn nie przestając się uśmiechać wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
- Po co przyszedłeś?
- Po nic – odparł szyderczo i rzucił się na łóżko.
Był to chyba dobry moment żeby spytać o jego ojca i dlaczego powiedział, że jestem jego dziewczyną.
- Mogę zadać ci dwa pytania? – powiedziałam niepewnie.
- Wal. – uśmiech dalej nie schodził z jego ust.
- Czemu powiedziałeś dla swojej macochy, że jestem twoją dziewczyną?
Westchnął.
- Żeby się o ciebie za każdym razem nie pytała, kiedy mnie zobaczy i żebyś mogła tu mieszkać.
Zmarszczyłam brwi.
- A jakbym nie była twoją dziewczyną, to bym nie mogła tu mieszkać? – spytałam.
- To jest drugie pytanie? – uśmiechnął się.
- Nie, to jest dodatek do pierwszego.
Zrobił taką minę jak by się nad czymś głęboko zastanawiał. Jednak wiem, że zrobił to celowo.
- To jest jej dom, więc nie pozwala mieszkać tu byle komu – odpowiedział w końcu.
- Dobra, a teraz drugie pytanie… - zaczęłam. – Co się stało z twoim ojcem?
Jego twarz nagle stężała, a mięśnie się napięły.
- To nie twoja sprawa – burknął.
- Wiem.
- Więc po co pytasz? – spytał ze złością.
- Bo chcę się dowiedzieć.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
- Przepraszam - odparłam ze smutkiem.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, która przerwał dźwięk z mojego telefonu. Dostałam SMS-a od Louis’a.
*Przyjdź do skate-parku*
- Kto to? – zapytał blondyn.
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć – zacytowałam jego słowa.
Chłopak przewrócił oczami i nim się obejrzałam wyrwał telefon z mojej dłoni.
- Idę z tobą – odparł po chwili.
Jego złość już chyba minęła.
- Nie, nie idziesz.
- Dziwnie będziesz wyglądała idąc do skate-parku bez deski albo osoby, która ją ma. – uśmiechnął się ukazując swoje wszystkie zęby.
Nie rozumiem jego humorów.
- Jak chcesz – powiedział cicho.
- Dobra to pójdę po deskę i zaraz wychodzimy. – momentalnie zerwał się z łóżka.
- Zaczekaj, muszę się przygotować.
Niall zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Zmierzył mnie wzrokiem, a następnie prychnął.
- Jest ok.
Potem wyszedł z pokoju. Jak tylko to zrobił, podbiegłam szybko do lustra i poprawiłam fryzurę oraz make-up.
Jakąś minutę później usłyszałam pukanie do drzwi. Nic nie odpowiadając, wzięłam moją torebkę i wyszłam z pokoju. Jak oczywiście się spodziewałam przed nim stał blondyn i opierał się o swoją deskę.
- To idziemy, bo nie będę czekał wiecznie.
- Tak – odparłam i oboje poszliśmy w stronę schodów.
Macocha Niall’a kiedy ją mijaliśmy nawet się nie spytała dokąd wychodzimy. Najbardziej bałam się przejść koło domu mojej ciotki. Starałam się jednak tego nie okazywać. Oboje milczeliśmy w drodze. To dobrze, bo nie miałam ochoty w tej chwili na rozmowę. Kiedy mijaliśmy dom mojej ciotki Natalie zauważyłam na podjeździe samochód mojej matki. Szeroko otworzyłam oczy.
- Co jest? – spytał blondyn.
Następnie odwrócił głowę w kierunku gdzie patrzyłam. W tej samej chwili z domu wyszła rozwścieczona matka, a za nią ciotka. Już szła w stronę samochodu, jednak zauważyła nas i krzyknęła:
- Jessica?!
- Mamo, co ty tutaj robisz?

8km Vysočany - Vinohrady

Venku je vlhko a mlhavo,

vyrážím vstříc dobrodružství běžného rána.

Pípnutím startuji své Suunto,

ten zvuk nohám povel k pohybu dává.

Padají kapky z oblohy ocelově šedé

a na rozbitých chodnících shlukují se v kaluže.

Stín podrážek mihotá nad nimi ve snaze nechat je klidné

a námahou vyráží na čele krůpěje.

Rozrážet vzduch a nechat se smáčet

sledovat svět, mít však vypnutý zvuk.

Neslyšet okolí, naslouchat sobě.

Cítit to tepání, dupání dýchání.

Pohyb je život a živí jsme teď!

Watch on starogradska.tumblr.com

radmila dimic - “kiso tiho padaj”

Czy miales kiedyś uczucie, ze źle wybrales? Ze nie odnajdujesz spokoju tam gdzie on powinien byc? Jest chwile po pierwszej w nocy, wzielam samochod i zjechałam do domu. Rano czeka mnie pracowity dzien, przez caly dzien to sobie powtarzałam.. A jednak cos nie pozwala mi zasnąć, cos łapie za gardło i przystawia ostrze. Sumienie wierci dziurę w sercu, płucach, wątrobie, ze ostatnie wydarzenia trochę przeinaczyły caly scenariusz mojego życia, że ramiona w których objęciach teraz powinnam byc są samotne. Podejrzenie padające z oczu mamy, też nie pomagają, ona wie, nie musi słuchać o wszystkim zaistniałym, ona po prostu czuje. Każda część ciała rozrywa mi się w pół, krzyczy, drapie, woła o pomoc.. Czuje się jak szmata przez tęsknotę, brak spokoju, gdzie ludzie bliscy stają mi się obcy, a obcy zostają obcy.. Chore, paranoidalne, to za dużo na moją glowe, z każdym oddechem słabnę, nie wiem, na prawdę nie wiem co mam zrobić…

Kładę się spać. Zamykam oczy i widzę obraz. Małą dziewczynkę, huśta się. Na jej policzkach padają promienie słońca. Jest zamyślona. Nagle coś się dzieje. Znikła. Huśtawka nadal się buja. A ona dokąd się udała? Gdzie jest? Rozglądam się. Znalazłam. Idzie samotnie ścieżką. Podążam za nią. Skręca w boczną dróżkę. Patrzę. Nie ma jej. Czuje ,że ktoś mnie obserwuję. Odwracam się. Stoi za mną. Wyciąga rękę i chwyta moją dłoń. Prowadzi mnie ciemną drogą. Dookoła mrok, cisza. Czuję spokój, nie boje się. Nagle wchodzimy w światłość. Słyszę ciepły głos. To anioły. Wzlatują w niebo i znikają. Zatrzymujemy się. Patrzę przed siebie. Pojawia się jasna, miła postać. Mówi do mnie. Kieruje mnie do złotej bramy. Brama otwiera się. Wszędzie słychać śpiewy małych dzieci, śmiech, widać rodziny, przyjaciół, małżonków, wiele szczęśliwych ludzi, młodych i starszych. Jeden z aniołów podchodzi do mnie. Przytula. Mówi ,że tu jestem bezpieczna. Teraz to jest moje miejsce. Zostanę tu na zawsze.
2

Niewiele osób wie, że krowy na wyspach brytyjskich padają ofiarą rasizmu i rażącej niesprawiedliwości społecznej.

Te wysoce rozwinięte ssaki przetrzymywane są przez małpiszony w gettach, ku uciesze turystów i lokalnej gawiedzi. Wyjścia z ich trawiastych wiezień zaopatrzone są w kraty, których kopytne nie są w stanie przekroczyć, z powodu wrodzonego niedoboru stóp.

Połóżcie kres małpiej tyranii, wysyłając czeki na adres:

Tukan Nakurwia
Wielka Brytania
Cambridge

Skate night

Z racji tego, że dla ludzi mojego pokroju (leniwych) sesja zaczyna się dwa tygodnie przed sesją, kiedy to wszystko trzeba naciągać, poprawiać i zarywać nocki żeby uzyskać tą wymarzoną ilość punktów promującą na następny semestr, trochę zaniedbałem niniejszego bloga. Zdjęcia, które dzisiaj chce zaprezentować, mają już trochę czasu, jednak jak już wspomniałem, nie za bardzo miałem czas je publikować.

Jak sam tytuł wskazuje, mowa będzie (znowu) o deskorolce. Konkretnie o tych samych deskorolkarzach, których mogliście już oglądać na moim blogu. Tym razem, sesja była jednak wykonywana w zgoła innych warunkach - w nocy, przy użyciu systemowej lampy błyskowej odpalanej zdalnie ze statywu, oraz niewielkiej parasolki rozpraszającej. Miejscówkę, z racji padającego deszczu ograniczyliśmy do skate parku przy stacji PKP Powiślę. Jest to jeden z tych parków, w których skejci wzięli sprawy we własne ręce i zbudowali go sami. Miejsce to mieliście już okazję oglądać na moich zdjęciach, jednak w dzień, w pełnym słońcu.

Jakiś czas temu, pisałem, że mam jeszcze jeden pomysł związany z deskorolką i tymi konkretnymi skejtami. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie na łamach tego bloga zaczną się pojawiać pierwsze artykuły w ramach tego projektu - jeden jest już nawet w przygotowaniu ale szczerze mówiąc, na chwilę obecną nie mam pojęcia jak będzie z następnymi, ponieważ nie zależy to tylko ode mnie.

Tymczasem, zapraszam do obejrzenia dosłownie kilku zdjęć z nocnej sesji:










from Blogger http://ift.tt/1qmACUh
5

O ile zachdnia część parku to gejzery, jeziora błotne i gorące źródła na wscjdzie czekały na nas przepiękne, rozciàgające się po horyzont doliny po których można było obserwować całe stada bizonów ;) Lamar Valley oraz Yayden Valley należą do jednych z najniebezpieczniejszych miejsc w parku Yellowstone. To tutaj turyści najczęściej padają ofiarami Grizli…

Watch on sunakoshifferu.tumblr.com

Padají tu kroupy ve velkém!

Text
Photo
Quote
Link
Chat
Audio
Video