kolacje

Są tacy, którzy co noc w blokach
Jedzą sami kolacje i nie mogą się spotkać
Chyba miałem szczęście
I może nie doceniam tego co mi dał los
Chyba tak jest lepiej
Wzloty i upadki przeżywam z nią
—  Bonson/Matek- Mama I Did It
Bycie razem to nie miesiąc miodowy. To rzeczywistość, ty i ja z krwi i kości. Chcę rano budzić się koło ciebie, chcę wieczorem jeść z tobą kolację. Chcę opowiadać ci o swoich codziennych, przyziemnych sprawach i słuchać o twoich. Chcę się z toba śmiać i zasypiać, trzymając cię w ramionach.


Wiesz, to jest ten moment, kiedy budzisz się przy nim rozczochrana, bez makijażu i czujesz się swobodnie. A on nie wstydzi się przy tobie płakać. Wiesz, że nawet gdy sam jest bardzo zmęczony, to i tak zrobi ci kawę, a ty upieczesz jego ulubione ciasto, mimo że nie umiesz – to się nauczysz. Będziesz zawsze pierwszą osobą, do której zadzwoni w ważnych chwilach, a ty będziesz zawsze miała do kogo napisać o tym, jak bardzo się boisz, czekając w poczekalni u dentysty. To chwila, gdy w sklepie zastanawiasz się, co by zjadł na kolację, a on wstaje rano, żeby pójść do sklepu po twoją ulubioną drożdżówkę. Zawsze jest po twojej stronie, mimo że wie jak bardzo się mylisz, a Ty zawsze mówisz mu, że jest najlepszy bez względu na to, co mówią inni. Wiesz, że zawsze odprowadzi się do domu, gdy wypijesz zbyt dużo wina z koleżankami, a ty nie będziesz złościć się za to, że naprawiając twój telefon, popsuł go jeszcze bardziej i teraz już zupełnie nie działa. Wiesz, że nawet mimo ciężkiego dnia będziesz mogła schować się w jego ramionach, a on będzie lubił z tobą spać mimo tego, że ciągle go budzisz w nocy. To wszystkie chwile, gdy myślicie o sobie i wiecie, że takiej drugiej osoby nie spotka się nigdy i nigdzie. To jest coś co nazywamy bliskością.

#creativesproject x Bibenda

Co takiego jest w warszawskim Śródmieściu, że właśnie tutaj postanowiliście otworzyć restaurację?

Tu najwięcej się dzieje i od początku wiedzieliśmy, że chcemy być właśnie w takim miejscu.

Śniadanie to wciąż najważniejszy posiłek dnia, czy lunch już je wygryzł?

Trudno powiedzieć. Bibenda działa w drugiej połowie dnia, więc z naszego punktu widzenia to kolacja jest najważniejsza.

Polska klasa kreatywna jest w pracy właściwie bez przerwy. Ilu z Waszych gości wpada do Bibendy, żeby w tej niepowtarzalnej, slow-foodowej atmosferze pisać, projektować, tworzyć?

Bibenda jest dla wszystkich. Sporo ludzi przychodzi do nas w ciągu dnia z komputerem lub na spotkanie. Zawsze miło nam słyszeć, że dobrze się tu czują, niezależnie od tego czy pracują, odpoczywają, jedzą kolację, obiad czy piją kawę.

Jak duży procent dobrej kuchni stanowi kreatywność?

Dobrą kuchnie definiuje wiele czynników, kreatywność na pewno jest jednym z nich. Wszystko zaczyna się od pomysłu, ale najważniejsze jest to, co stanie się z nim w kuchni.

Dlaczego tak mocno stawiacie na lokalnych dostawców?

Korzystanie z lokalnych dostawców od początku było dla nas oczywiste, nie widzimy innej opcji.

Stołeczna gastronomia wciąż przeżywa swoiste “mody” - kiedyś było sushi, potem burgery, teraz hummus. Co według Was będzie następne?

Ramen i kwiaty cukinii…

Nieodłącznym elementem Bibendy jest znana wszystkim gościom suka Buba. Jak na Bubę reagują goście?

Buba całymi dniami kręci się między stolikami, bynajmniej nie dlatego, że jest głodna. Buba po prostu kocha być głaskana, większości to nie przeszkadza. Przy okazji chcielibyśmy prosić, żeby jej nie karmić.

3

I kocham Cie, i kochac Cie chce, i kochac Cie mam ochote, i kochac Cie bede, I zawsze chce budzic sie obok Ciebie, i zawsze widziec Twoje oczy patrzace na mnie, chce czuc Twoj dotyk, slyszec Twoje mysli, jestem pewna ze kiedys ktos wymysli jak wejsc Tobie w glowe. Bede robila sniadanie, obiad i kolacje i nie pozwole by zgasl nasz ogien kotek <3

Kid Dynamite 2, albo dieta nie zawsze sensoryczna

Kontynuujmy zbożne dzieło obrabiania dupy - tym razem czas na Divę. Nie zmieniła zanadto swoich arystokratycznych manier i niekontrolowanych wybuchów agresji, ale więcej czasu poświęca własnej sylwetce. Znaczy - jest na diecie. I nie omieszka tego wspomnieć przy każdej nadarzającej się okazji, nawet jeśli już słyszało się to setki razy.

Tytułem wprowadzenia: tak, mamy pracownika na etacie kucharza, który przez większość tygodnia przygotowuje obiady i kolacje (śniadania nie). Tym niemniej resident evile, jeśli tylko chcą i mają możliwości, mogą żywić się całkowicie niezależnie. W wesołym domku są dwie osoby, które są na tyle ogarnięte, żeby samemu sobie gotować: Sikor i Diva. I obie wykorzystują te możliwości, nie jedząc wspólnych posiłków prawie wcale.

O Sikorze i jego niewiarygodnych mocach przerobowych już wspominałem - powiem tylko, że ostatnio przygotował sobie na kolację ni mniej, ni więcej, tylko cztery kopiaste talerze jakichś gotowanych warzyw w Bóg wie czym (znając jego preferencje, stawiam na miks octu, oleju i mąki) - i zjadł trzy i pół. Tak, facet o posturze zapałki jest w stanie pochłonąć obiad dla całej rodziny i dalej zachowywać się, jakby to, co zjadł, nie składało się z węglowodanów, tłuszczy i takich tam, tylko czystej amfetaminy. Ale o nim za chwilę. Wróćmy do Divy.

Diva magicznych mocy przerobowych nie ma, ma za to mocno wykoślawiony pogląd na to, co jest zdrowe i z czego powinna się składać dieta.

OK,  to, czym karmi firma, stale podupada na jakości. Typowa angielska kuchnia bez żadnych przypraw poza pieprzem i solą, a i to w aptekarskich ilościach… pochłaniam to bez entuzjazmu, raczej głównie po to, żeby zaspokoić potrzeby organizmu. Zresztą reszta ekipy też już zaczyna na to narzekać - w akcie zemsty znów ostatnio zrobiliśmy grilla na kolację. Dlatego rozumiem potrzebę Divy, żeby żywić się czymś innym. Ale sposób, w jaki ją realizuje, jest dla mnie co najmniej zastanawiający.

Podstawą decyzji o tym, czy coś jest dobre, czy złe, jest ilość kalorii. Można tłumaczyć o zbilansowanej diecie, o tym, że każdy ze składników pożywienia odgrywa konkretną rolę - zresztą większość opiekunów ma pokończone kursy dietetyki, więc codziennie ktoś z Divą o tym rozmawia - ale spróbujcie to wytłumaczyć to komuś, kto mimo pozorów jest jednak pełnoprawnym autystykiem i żadnych bardziej zaawansowanych szkół nie kończył, a w tej specjalnej, do której chodził, nauczono go raczej podstawowych umiejętności życiowych, a nie różnicy między tłuszczami nasyconymi a nienasyconymi. Kalorie rulez - i dlatego Diva wlewa w siebie najpodlejsze puszkowane zupy marki Tesco, tylko dlatego, że mają na sobie napisane, że są dietetyczne. Zresztą, do tych zup często wędruje okrasa (jakie ładne, staropolskie słowo) w postaci grzanek z chleba tostowego, usmażonego na głębokim oleju do momentu zadymienia całej kuchni i - prawie - włączenia alarmu przeciwpożarowego. Dieta jak kurwa mać. Diva zjada rozmaite sałatki, ale zamazane przemysłową ilością majonezu (tego w wersji “light”, więc bardziej dietetycznego, wicie rozumicie). Swoją drogą, brytyjska mania dowalania majonezu do wszystkiego jest dla mnie kolejną rzeczą, której nie rozumiem w tym kraju. No i potem dziwią się, że wyglądają jak wyglądają…

Aha, Diva oczywiście nie widzi w swoim podejściu do diety nic złego. Grzanki nasączone olejem jak gąbka i ciężarówki majonezu - tak, ale na przykład picie mleka i jedzenie sera to już be. Bo za tłuste, więc zjada jedynie ser kozi i jakiś przedziwny analog mleka, robiony z migdałów (nawet nie sojowy, za mało hipsterskie ;). A ja stoję z boku i się śmieję, nawet nie próbując zrozumieć. Bo na zrozumienie potrzeba zbyt twardych narkotyków, niżbym chciał spróbować.

W całym tym wariactwie zadziwia mnie fakt, że jej waga utrzymuje się w normie. Choć ostatnio przytyła kilogram. 1, słownie jeden. I oczywiście mieliśmy wybuch histerii.

Na końcu oczywiście pytajnik komentowawczy :)

?

I may sound weird but well… this is like one of my fav. meals. Id may go w/beef sirloin instead of cod but.. it gets that simple. Doesnt take much to satisfy at least my food needs 😁 Dziś wieczorem na kolację PODOBNO dobry stek. Will see. Tymczasem nadszedł czas w roku kiedy to szparagi, bataty, dorsz i właśnie polędwica wołowa będą rządzić u mnie na stole. Wiele mi nie potrzeba - dobrze zrobiony dorsz to jedna z moich ulubionych obok sandacza i dorady ryb.
#befit #eatclean #traindirty#realfood #fit #food #cleandiet #cleaneater #fitgirl #fitstagram #leangains #cleancheat #nutritionist #agnieszkakulagacom #followme #photooftheday by agnieszkakulaga http://ift.tt/1QmwuyA

anonymous asked:

Podasz wczorajszy jadłospis? :)

Wczoraj miałam casting w Krakowie i straszną ochotę na słodkości więc to był trochę “cheat day” ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić. Śniadanie: kiwi, połówka banana, 2 kromki chleba pełnoziarnistego z masłem, sałatą, chudą szynką, jajkiem, papryką, czerwoną cebulą, szczypiorkiem i ogórkiem. Później wypiłam kawę latte + zjadłam przepysznego donuta z toffi, następnie rogala z czekoladą, coca-cola zero, a na kolacje omlet z pieprzem, solą, papryką, szczypiorkiem, chudą szynką i czerwoną cebulą.

7

Serbia powitala nas seria niespodzianek. Najpierw przy asyscie przuroczej pracownicy linii AirSerbia udalo nam sie potwierdzic nie tylko nocleg w pieciogwiazdkowym Crowne Plaza ale rowniez zgubic i odnalezc bagaz Gogi oraz przezyc obledna podroz z hotelowym szoferem. Dzieki wielu blyskotliwym anegdotkom transfer byl przyjemny i zabawny. W hotelu bylysmy witane przez 4 rozne osoby i nie moglysmy nie zauwyc rozdzwieku miedzy naszym ubiorem w stylu HOBO a dyskretnym przepychem Plazy. Nie spodziewalysmy sie zaproszenia na kolacje oraz imiennego przywitania przez telewizor w pokojach kazdej z nas. Teraz saczymy drinki w hotelowym lounge.
Jak na razie Plaza otrzymuje od nas 5 gwiazdek.

Mercombinezis no.54 relaks

wyjechaliśmy z norki bez słońca i trafiliśmy do rajskiej krainy nad jednym kanałem

czas upływał na rybkach pracach porządkowych

i innych przyjemnościach

podejmuje kolejne próby uchwycenia ptactwa bogato rozmnożonego na ziemiach nederlande, poniżej trochę strukturalizacji i brudu

a na kolacje….