Indoktrynacja metaforyczna
Konsekwencje Przewrotu Metafornikańskiego

Przypomnijmy sobie tezę tekstów “Najpierw metafora, potem poglądy” i “Przewrót metafornikański”: metafora poprzedza przekonania. Najpierw przyjmujemy pewne metafory jako sposób pojmowania świata, a dopiero potem – na tej podstawie – budujemy i nazywamy swe poglądy polityczne, religijne, filozoficzne itd.

Gdyby rzeczywiście tak było, fakt ten miałby ważne konsekwencje: Zmieniając lub zaszczepiając określone metafory moglibyśmy wpływać na postawy i poglądy ludzi.

Metafory terrorystów

Otwiera to drogę do manipulacji i indoktrynacji. I rzeczywiście mamy z tym do czynienia na co dzień. Przywódcy religijni potrafią nakłonić dzieci do dokonywania samobójczych zamachów, a ich matki – nie tylko do pogodzenia się z tym, ale i dumy. Jak się to udaje? Dzięki metaforze podobnej do tej: “Życie doczesne to przedsionek życia wiecznego”. Nie muszę wyjaśniać, jak obraz świata zbudowany na takiej przenośni pozwala z łatwością akceptować poświęcenie życia (nawet kilkuletniego) w imię transcendentnych ideałów.

Jeśli ktoś nie jest przekonany, że problemem są metafory, niech się zastanowi: jakimi sposobami dochodzi się do takiego opętania umysłów? Czy droga do tego nie zaczyna się od bajkowych obrazków z tamtego, lepszego świata i obietnicy wiecznego szczęścia przeciwstawionych szarości i znojowi dnia powszedniego?

Takie wizje, jak “Życie wieczne to uczta”, to typowe metafory strukturalne. Nakładają one na (nie dające się przecież uchwycić wprost) pojęcie “życia wiecznego”, obrazy najprzyjemniejszych rzeczy, które znamy z otaczającego nas świata (najczęściej – co bardzo ważne – nie z własnego doświadczenia): dostatku jedzenia i picia, wygody i niekończącego się odpoczynku, towarzystwa ludzi pięknych i przyjaznych itd.

Mniej skrajne przykłady

Kolejnych przykładów – choć, rzecz jasna, mniej drastycznych – nie trzeba szukać w środowiskach islamskich fundamentalistów.

By je dostrzec, wystarczy podjąć rzetelną próbę nauczenia licealistów podstaw teorii ewolucji drogą doboru naturalnego. Zobaczymy wtedy, jak mocno zakorzenione metafory wyjaśniające powstanie człowieka i innych zwierząt (niekoniecznie o pochodzeniu stricte religijnym), uniemożliwiają uwolnienie się od takich czy innych obrazów rodem z teorii inteligentnego projektu i zaakceptowanie wyjaśnienia naukowego. Oczywiście opór przed – najczęściej trudnymi i nieintuicyjnymi – teoriami naukowymi to nic nowego. Ja jednak twierdzę, że u jego podstaw leżą właśnie przyjęte w najwcześniejszych latach życia metafory. Co ciekawe, wydaje mi się, że ich źródłem bywają aż nazbyt często nie przemyślane i przekazane z wiarą w to, co się mówi, metafory rodziców, lecz rzucane na odczepnego albo dla żartu pseudo-odpowiedzi na poważnie i z ufnością stawiane przez dzieci pytania.

Taka “indoktrynacja na odwal się” jest chyba jeszcze gorsza (choć zwykle nie w skutkach) od manipulacji dokonywanych przez fundamentalistów religijnych. Obraz świata dzieci ulega (prawie) nieodwracalnemu wypaczeniu w wyniku lenistwa i głupoty dorosłych…

Jedyna dopuszczalna metafora

Musimy więc wykazywać się dużą ostrożnością i odpowiedzialnością. Na podstawie tego, co opowiadamy dzieciom, one konstruują metafory – a te stają się fundamentami ich przekonań i postaw na całe życie.

Wydaje się, że jedyną metaforą, którą – z etycznego punktu widzenia – wolno nam w młodych ludziach budować, jest taka: “Każdy jest wędrowcem na wzgórzu. Być może wszedł tam prowadzony za rękę, ale gdy już na nim stanął i ogarnął wzrokiem wszystkie dostępne drogi, to wyłącznie do niego należy decyzja, którą z nich wybierze.”

Fundamentalizmy laickie

Ksiądz Adam Boniecki: 'Trzeba się pogodzić i z tym, że „chrześcijański fundamentalizm” istnieje, że jest równie, a może bardziej groźny aniżeli fundamentalizmy laickie.'

Już nie pierwszy raz “Tygodnik powszechny” publikuje coś, co powinno kazać każdemu przerwać lekturę i usłyszeć we własnej głowie zdumione “że co?!” Poprzednio, kiedy sięgnąłem po to czasopismo, uderzyły mnie słowa bikupa Pieronka, który – jako członek Komisji Majątkowej –  stwierdził, że większość postępowań była przeprowadzona zgodnie z prawem. Czyli niektóre nie były! I on o tym wie, zupełnie bez zażenowania o tym mówi i na dodatek sądzi, że jego wypowiedź jest argumentem odpierającym zarzuty pod adresem Komisji!

To de facto przyznanie się do winy, polegającej na uczestniczeniu w przekrętach, w wyniku których okradane było państwo. Zostało  wydrukowane w ogólnopolskim tygodniku, na dodatek mieniącym się periodykiem dla inteligencji katolickiej. I nikt nie zwraca na to uwagi… Pan Pieronek nie został przesłuchany przez prokuraturę, Komisja Majątkowa spokojnie zakończyła swą łupieżczą działalność…

A co z cytatem, od którego zacząłem?

Spójrzmy: Że trzeba się pogodzić z istnieniem chrześcijańskiego fundamentalizmu – to chyba oczywiste i – jako że stwierdzone przez chrześcijanina – można powiedzieć, że odważne i mądre. Ale dalej – to już czysta manipulacja.

Ów fundamentalizm chrześcijański miałby być co najmniej równie, a być może bardziej, niebezpieczny niż fundamentalizmy laickie. Sposób, w jaki zostało to napisane, sugeruje, iż jest rzeczą ogólnie wiadomą, że fundamentalizmy laickie istnieją co najmniej dwa. Rzuca się to mimochodem, tak jak można by wspomnieć o wszystkim dobrze znanych faktach, jak ruch Ziemi wokół Słońca lub zamarzanie wody w temperaturze 0 stopni Celsjusza i bez zbędnego tłumaczenia o czym się mówi, przejść dalej.

Efekt? Wyssany z palca “fakt” przedostaje się do umysłu odbiorcy i tam znajduje sobie przytulny kąt. O jego komfort i bujny rozkwit zadba się powtarzając po wielokroć podobne insynuacje, przez co nie tylko się dobrze utrwali, ale zyska na oczywistości.

Tymczasem zapytajmy: o czym ksiądz redaktor pisze? Słyszał może o bojówkach świeckich humanistów? A może zetknął się z ateistycznym terroryzmem? Zna przypadek szaleńca uzbrojonego  w “Boga urojonego”, strzelającego do bezbronnych dzieci zgromadzonych  na rekolekcjach albo podkładającym bomby pod klasztory?

Przypuszczam, iż odpowiedziałby, że chodzi mu o reżim stalinowski albo (rzekomo ateistyczny) hitleryzm. Ale licytacja historyczna musi się zakończyć przegraną strony kościelnej. Jeśli wyciągnie Stalina, zawsze można odpowiedzieć Torquemadą. I nie w tym rzecz, żeby odwoływać się do przeszłości. Wystarczy zadać jeszcze raz pytanie:czy w dzisiejszym świecie mamy do czynienia z jakimkolwiek fundamentalizmem laickim? 

I w jakim sensie jakakolwiek ideologia laicka (o ile coś takiego w ogóle istnieje) miałaby być fundamentalistyczna? O ślepe przywiązanie do jakich idei miałoby tu chodzić? Do myśli Johna Stuarta Milla? Davida Hume’a? Filozofów Oświecenia? Przecież sednem ich myśli było właśnie oderwanie od ślepego trwania przy dogmatach i autorytetach. Powiedzenie o kimkolwiek, że jest np. radykalnym zwolennikiem liberalizmu (w sensie filozoficznym, czy etycznym – nie gospodarczym), to oksymoron.

Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Oto podstawa laickiego, humanistycznego, zwyczajnie: przyzwoitego myślenia. Ono z gruntu wyklucza użycie przemocy do propagowania własnych poglądów i sposobów życia. Bycie fundamentalistycznym zwolennikiem takiej idei jest logicznie niemożliwe.

Text
Photo
Quote
Link
Chat
Audio
Video