Interstellar

O “Interstellar” będzie szybko i bez rewelacji.

image

Z najnowszym filmem Nolana jest jeden problem - ma wszystkie elementy jego poprzednich filmów, czyli:

- niepotrzebna ekspozycja i łopatologiczne wyjaśnianie wątków

- bohaterowie superbohaterowie

- wyśmienita oprawa i ogólna realizacja (muzyka, montaż, praca kamery)

- beznadziejny comic relief (żałosne teksty prostokątnych robotów i ogólnie te roboty WTF)

- E=MC<3

- fetysz ośnieżonych gór

Więc dlaczego ogólne wrażenie jest jakieś takie słabe? Nie czepię się scenariusza, bo choć nie jest wielce zaskakujący, to raczej wpisuje się w nolanowskie standardy.

Pomijam ile jest fizyki w fizyce i pomijam na ile teoria względności będzie zrozumiała dla przeciętnego widza i nie rozumiem pustych debat na temat czemu fikcyjna opowieść nie jest zgodna z prawami fizyki, czy, że trzeci akt filmu jest przekombinowany.

Co mnie natomiast w Interstellar całkowicie wpienia to przede wszystkim czas trwania (dość oczywiste) oraz idiotyzm znany już z “Prometeusza” - ci kolesie nie mają żadnego planu. Nie cierpię gdy w filmie (nawet w nolanowskim superhero blockbusterze) bohaterowie zachowują się jak idioci. Dlaczego przed lądowaniem gdziekolwiek nie puszczą sondy, żeby zobaczyć jak wygląda powierzchnia? Dlaczego planetę, na której czas płynie szybciej wybierają jako pierwszą do lądowania? Dlaczego pakują się tam bez ładu i składu i z kompletnym brakiem planu?

Trzeba też oddać filmowi, że akcja na lodowej planecie i dokowanie w locie to naprawdę piękna sekwencja oraz oczka puszczane w kierunku fanów “2001” czy “Randevous with Rama” (kto wyłapał, kto wyłapał?) cieszą, ale przez swoją długość i ogólne rozwleczenie wszystkiego ciężko mieć całkowite poczucie satysfakcji po seansie.

Podsumowując - to nie tak, że film był zły, ale mam wrażenie, że Nolan w “Interstellar” już przeskoczył rekina.

5.7/10

A poniżej o wiele lepszy Interstella