Jestem bardzo szczęśliwy. Kolejny raz pokazaliśmy charakter. Mieliśmy dziś finał na wyciągnięcie ręki, ale trzeba było postawić kropkę nad i. Dla mnie to coś specjalnego, bo to prawdopodobnie moje ostatnie mistrzostwa.
—  Michał Winiarski

Tytuł: The Babysitter: dodatek 2

Beta: Catherine

Piętnaście minut później Louis leży w swoim łóżku, pod kołdrą i przytula się do mojego ciała. Moje ramię owinięte jest dookoła jego drobnego ciała, a moje usta, co chwila składają drobne pocałunki na jego głowie. Oboje milczymy.

Szatyn przesuwa swoją dłonią po moim brzuchu i dotyka niepewnie mojej lewej dłoni, na której noszę obrączkę ślubną. Opuszkiem palca dotyka chłodnego metalu, a ja wzdycham pod nosem, na co chłopiec natychmiast cofa dłoń i zwija ją w piąstkę.

- Przepraszam - szepcze cicho.

Przygryzam dolną wargę i odsuwam się od niego. Widzę odrzucenie w jego niebieskich tęczówkach i jest mi przykro, bo nie chcę go ranić.

- W-wychodzisz? - pyta słabo, wlepiając wzrok w swoje palce.

- Lou, Skarbie. Nigdzie nie idę, mówiłem już - zapewniam zmuszając go do spojrzenia na mnie. Kciukiem głaskam jego policzek i pochylam się, aby krótko musnąć jego ciepłe wargi; nie jest to nawet pocałunek, jest to po prostu delikatny dotyk, niczym skrzydła motyla.

Patrzę na niego przez krótką chwilę, a on otwiera usta, aby coś powiedzieć, jednak nie pozwalam mu na to, znów muskając jego wargi swoimi.

- Powiedziałem Marie, że chcę rozwodu - zaczynam i chichoczę cicho, widząc jego zdezorientowaną minę.

Spoglądam na swoją lewą dłoń, a następnie zdejmuję z palca obrączkę i przenoszę wzrok na szatyna, który mi się przygląda.

- To, nie będzie mi już potrzebne - mówię, po czym wciskam metalowy krążek głęboko do kieszeni swoich jeansów, aby wyrzucić go przy najbliższej okazji.

Chwilę później czuję, jak drobne ramiona oplatają moją szyję, a ciało Louisa dociska się do mojego. Wzdycham cicho, mocno obejmując szatyna i przytulając go do siebie.

- Zostaniesz? - pyta cicho, na co składam delikatny pocałunek pod jego uchem i pocieram jego plecy.

- Zostanę. A ty odpocznij, Kochanie - proszę i kiedy chłopiec układa się wygodnie na łóżku przykrywam go kołdrą i układam się obok niego. Przysuwam go do siebie, a on wtula plecy w moją pierś.

- Chciałbym, abyś pewnego dnia pokochał mnie tak, jak ja kocham ciebie - szepcze cicho, jakby do siebie, a ja zamieram słysząc jego słowa.

Nie mam wątpliwości, że Louis mnie kocha. Mi także nie jest obojętny, ale żaden z nas nigdy nie miał odwagi wypowiedzieć tych dwóch słów. Wtedy byłoby to jeszcze bardziej skomplikowane. Ale teraz… Teraz to już nie ma znaczenia.

Zamykam oczy i składam mały pocałunek na karku chłopca.

Ja Ciebie też kocham, Skarbie.

Całuję usta szatyna, kiedy wchodzimy do domu jego rodziców. Państwa Tomlinson nie ma w Londynie, gdyż odwiedzają dziadków Louisa w Doncaster. Jego drobne dłonie lądują pod moją koszulką, a ja przyciągam go do siebie zderzając ze sobą nasze miednice. Louis jęczy w moje usta, po czym odsuwa się ode mnie i chwyta moją dłoń. Ciągnie mnie po schodach na górę, a następnie wchodzimy do pokoju nastolatka. Nie zwracam uwagi na nic, tylko przyciągam młodszego chłopca do siebie i znów go całuję, tylko tym razem mocniej. Ciągnę w górę jego koszulkę, na co posłusznie unosi ręce, a ja pozbywam się niechcianego materiału. Szybko pozbywam się swojej koszulki i rozpinam swoje jeansy, a kątem oka rejestruję, jak Louis robi to samo. Zdejmuję swoje bokserki i uśmiecham się do Louisa, który stoi przede mną nagi i taki piękny. Podchodzę do niego i wtedy rozbrzmiewa dźwięk mojego telefonu.

Warczę cicho i wydobywam urządzenie z kieszeni swoich spodni, które uprzednio podnoszę z podłogi. Krzywię się nieznacznie, widząc imię swojej żony na wyświetlaczu, ale odbieram połączenie.

- Gdzie ty jesteś? - syczy od razu.

- Jestem zajęty - odpowiadam, obserwując, jak Louis klęka przede mną i chwyta mojego penisa w swoją małą dłoń. Z moich ust ucieka drżący oddech, kiedy szatyn całuje główkę, a następnie wkłada go do swoich ust i mam ochotę jęknąć, widząc jak jego małe różowe usta rozciągają się wokół mojego kutasa. Zagryzam mocno swoje wargi, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku, kiedy chłopiec zaczyna pracować swoją głową, co chwila pomagając sobie dłonią.

- Dobrze wiedziałeś, że dziś przychodzą na obiad moi rodzice. Masz tu być za dziesięć minut, Harry - krzyczy cicho, a ja przeklinam w duchu.

Jestem wściekły, ale nie wiem, czy na siebie, że zapomniałem o tym spotkaniu, czy na Marie, że zawsze musi dzwonić w najmniej odpowiednim momencie.

- Tak, dobrze. Tylko dokończę… coś - odpowiadam i nie czekając na odpowiedź blondynki kończę połączenie, odkładając telefon na szafkę nocną przy łóżku szatyna.

Popycham Louisa do tyłu, a on patrzy na mnie zaskoczony.

- Nigdy więcej tego nie rób, Louis. Nie, kiedy rozmawiam z moją żoną - mówię ostro. Chwytam go za ramiona i kładę na łóżku, a sam pochylam się nad nim. Całuję go szybko, a jedną z moich dłoni przesuwam w kierunku jego penisa. Kieruję swoją dłoń na biodro chłopca, lekko je pocierając, a później ląduje ona między jego pośladkami. Dotykam palcami małej, pomarszczonej dziurki, a szatyn jęczy cicho i spina się lekko.

- Z-zaczekaj - prosi cicho, odsuwając mnie lekko. Patrzę na niego, gdy sięga do szuflady szafki, która stoi przy jego łóżku. Louis wyciąga z niej lubrykant i prezerwatywę i podaje mi je, posyłając mi przy tym mały, zakłopotany uśmiech.

Biorę od niego obie rzeczy. Małą, foliową paczuszkę odkładam na bok i otwieram buteleczkę wylewając odrobinę żelu na swoje palce.

Moje dłonie znów odnajdują drogę do pośladków młodszego chłopca. Naciskam palcem na delikatny pierścień mięśni, a szatyn sapie głośno, kiedy od razu dwa palce znajdują się wewnątrz niego. Krzyżuję je, aby odpowiednio go rozciągnąć, na co on mocno wbija paznokcie w moje bicepsy i jęczy głośno, gdy dołączam kolejny palec. Z jego małych, zaczerwienionych ust wylatują urwane oddechy; jest teraz taki piękny. Pochylam się i całuję go, jeszcze przez chwilę pracując swoimi palcami wewnątrz młodszego chłopca. Odsuwam się dopiero po chwili i przez chwilę patrzę na Louisa.

Jego pierś unosi się i opada pod wpływem oddechu, jego czerwone usta są lekko rozchylone, kasztanowe włosy rozrzucone są na jasnej poduszce, a jego błyszczące, niebieskie oczy patrzą wprost na mnie. Czuję, jak śledzi moje ruchy, kiedy otwieram prezerwatywę i nakładam ją na swojego kutasa. Po raz drugi sięgam po lubrykant i wyciskam trochę żelu na swoją dłoń, a następnie rozprowadzam go po swoim penisie. Przykładam główkę do wejścia Louisa, a sekundę później gładko zatapiam się w jego wnętrzu. Sapię krótko z przyjemności, bo Lou boleśnie, ale rozkosznie zaciska się wokół mnie. Wysuwam się powoli i ponownie wykonuję tę czynność, a w zamian zyskuję od Louisa cichy jęk, kiedy trafiam prosto w jego słodki punkt. Drobne ramiona szatyna owijają się wokół mojej szyi, a jego paznokcie wbijają się w moją skórę.

- H-Harry - skomle, kiedy po raz kolejny trafiam w jego prostatę. - Ja- ja za- agh- jęczy, kiedy moja duża dłoń owija się wokół jego kutasa. Poruszam nią w rytm swoich pchnięć, a w zamian otrzymuję jęki i sapnięcia mojego kochanka.

- No, dalej, Kochanie - szepczę i kiedy po raz kolejny przesuwam swoją dłonią na penisie Louisa, chłopiec dochodzi mocno między naszymi ciałami, krzycząc moje imię. Wykonuję jeszcze dwa pchnięcia i również dochodzę, wewnątrz szatyna. Nastolatek przyciąga mnie do pocałunku, który odwzajemniam, oczywiście, ale szybko się odsuwam. I kiedy dostrzegam grymas na twarzy chłopca pod sobą, nie wiem, czy krzywi się, dlatego, że tak szybko przerwałem pocałunek, czy dlatego, że bez ostrzeżenia wysunąłem się z niego.

Wychodzę z łóżka i wyrzucam zużytą prezerwatywę do kosza, który stoi przy biurku. Zerkam na Louisa, który nadal leży na materacu, próbując uspokoić się po swoim słodkim orgazmie.

Pośród porozrzucanych rzeczy znajduję swoje bokserki i wciągam je na biodra, a następnie zakładam swoje jeansy.

- W-wychodzisz? - pyta Louis słabym głosem, kiedy podnoszę z podłogi swoją koszulkę. Zerkam na niego przelotnie i kiwam głową, wciągając przez nią czarny materiał.

- Tak, rodzice Marie przyszli na obiad - wyjaśniam, podchodząc do niego. Pochylam się, aby go pocałować, ale odwraca głowę, przez co moje usta lądują na jego policzku. Wzdycham cicho i prostuję się.

- Na razie, Lou. Zadzwonię - żegnam się i opuszczam przytulny pokój nastolatka.

Schodzę po schodach na dół i kiedy mam już otwierać drzwi, aby wyjść orientuję się, że zostawiłem swój telefon na szafce przy łóżku. Przeklinam pod nosem i wracam na górę. Otwieram drzwi do pokoju szatyna i zamieram widząc go siedzącego na łóżku. W swoich małych dłoniach ściska kołdrę i szlocha cicho.

- Lou - szepczę, a on unosi na mnie wzrok i pośpiesznie próbuje wycierać palcami mokre policzki.

- P-po, co wróciłeś? - pyta, próbując się uspokoić.

- Zostawiłem telefon - wyjaśniam, jednak nie interesuję się już urządzeniem.

- Oh… - mówi, spuszczając wzrok i splata razem swoje drżące palce. Siadam na łóżku obok niego i układam swoją dłoń na jego mniejszych dłoniach.

- Co się stało? - pytam, a po policzkach młodszego chłopca ponownie zaczynają spływać łzy.

- Nic - odpowiada, nie patrząc mi w oczy. Nie wierzę mu, bo nie wygląda to na “nic”.

- Louis - ostrzegam go. - Powiedz, o co-

- Nienawidzę, kiedy do niej wracasz, okej? - przerywa mi, pociągając nosem. Wzdycham głośno, ponieważ już nie raz przeprowadzaliśmy podobną rozmowę. Otwieram usta, aby coś powiedzieć, ale Louis mi na to nie pozwala: - Za każdym razem, jak do niej wracasz, czuję się jak dziwka - mówi szeptem i te słowa sprawiają, że zamieram, kompletnie nie wiedząc jak zareagować. - Kiedy- kiedy wychodzisz czuję się brudny i wykorzystany. I-i nawet nie wiesz, jak bardzo to boli, Harry - kontynuuje, próbując powstrzymać się od płaczu, co kompletnie mu nie wychodzi. - Wiem, że chodzi tylko o pieprzenie, ale- nie pozwalam mu dokończyć, bo przytulam go mocno do swojej piersi, a on skrywa twarz w zagłębieniu mojej szyi i wtula się we mnie. Całuję go w czubek głowy, głaskając jego plecy.

- Już dobrze, Skarbie - mówię cicho, delikatnym, uspokajającym tonem. - Nie płacz, Lou. Proszę, Skarbie, przestań płakać - szepczę, nie przestając przytulać szatyna, delikatnie kołyszę jego drobnym ciałem.

Siedzimy tak jeszcze przez chwilę, a Louis powoli zaczyna się uspokajać. Nie szlocha już, ale nadal czuję nowe łzy, które moczą moją koszulkę, jednak nie zwracam na to uwagi.

Sięgam po swój telefon z szafki nocnej i wybieram numer swojej żony. Przykładam urządzenie do ucha i czekam, nie wypuszczając drobnego chłopca ze swoich objęć. Całuję jego rozpalone czoło, kiedy głos blondynki rozbrzmiewa w słuchawce.

- Marie, przeproś rodziców, ale nie będzie mnie na obiedzie. Mam ważniejsze rzeczy do załatwienia - mówię i nie czekając na odpowiedź kobiety rozłączam się i wyłączam telefon.

Louis potrzebuje mnie o wiele bardziej.

Budzę się i nie wiem dokładnie, która jest godzina, ale nie spodziewam się, że jest późno, ponieważ na zewnątrz nadal jest jasno. Tym, co mnie niepokoi jest to, że Louisa nie ma obok mnie. Wychodzę z łóżka i kieruję się do drzwi i już na schodach słyszę głos mamy Louisa. Nie znam jej zbyt dobrze. Spotkałem ją zaledwie kilka razy, kiedy podrzucałem Lou do domu, gdy było zbyt późno, aby wracał na piechotę.

-… Jesteś naiwny, Louis. Ten mężczyzna ma żonę i dziecko. Myślisz, że zostawi dla ciebie swoją rodzinę? Jesteś tylko dzieckiem. On chce cię wykorzystać, pobawi się tobą i zostawi, gdy stanie się to dla niego niewygodne.

- Nieprawda. Harry taki nie jest. O-on mnie kocha - mówi, ale kiedy słyszę, jak jego głos drży, podczas wypowiadania ostatniego zdania mam ochotę sobie przyłożyć, ponieważ nigdy mu tego nie powiedziałem, a od dawna jestem pewien swoich uczuć względem niego.

Zdaję sobie sprawę, że nie powinienem przeszkadzać w tej rozmowie, ale nie mogę dłużej znieść słów pani Tomlinson. Wszystko, co mówi jest okropnym kłamstwem.

Staję w progu i niemal od razu dwie pary oczu lądują na mojej osobie, jednak ja mogę skupić się tylko na Louisie. Jego oczy są lekko zaczerwienione, co znaczy, że niedawno płakał, ale na jego ustach od razu pojawia się uśmiech. Wstaje z krzesła i idzie w moją stronę, a następnie przytula się do mnie, twarz skrywając w mojej piersi. Nie mówię, że nie jestem zaskoczony, ale ignoruję panią Tomlinson i obejmuję nastolatka, a moje usta składają czuły pocałunek na jego czole, zatrzymując się tam na dłużej.

- Louis, idź do siebie. Chcę porozmawiać z panem Stylesem - mówi kobieta, a ja wzdrygam się, mimowolnie, przenosząc na nią wzrok.

- Ale to też dotyczy mnie, mamo - protestuje Louis, odsuwając się ode mnie. Wzdycham cicho i posyłam mu mały uśmiech.

- Idź, zaraz do ciebie przyjdę - obiecuję, a on przygląda mi się przez chwilę i później zerka na swoją mamę.

- Przyjdę za pięć minut - mówi w końcu i wychodzi, a ja odprowadzam go wzrokiem. Patrzę na panią Tomlinson dopiero, gdy za jej synem trzaskają drzwi na piętrze.

- Nie chcę, aby widywał się pan z Louisem. On ma tylko siedemnaście lat, nie wie, czego chce. Poza tym, ma pan żonę i dziecko i-

- Kocham go - przerywam jej, a ona patrzy na mnie. Chyba jest zła i zszokowana, ale nie zwracam na to uwagi. - Powiedziałem swojej żonie, że chcę rozwodu. Nie kocham jej, Louis jest dla mnie najważniejszy i zrobię wszystko, aby był szczęśliwy - mówię całkowicie szczerze. Wiem, że może nie zawsze odpowiednio mu to okazywałem, ale to jest prawda.

- Sam jest pan rodzicem. Czy zgodziłby się pan, aby pańska córka spotykała się z mężczyzną znacznie starszym od siebie? - pyta, a ja przygryzam wargę.

Nigdy, tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem. Darcy jest za mała, abym myślał teraz o tych sprawach, choć wiem, że jako rodzic będę musiał zmierzyć się z podobnymi rzeczami.

- Tak - odpowiadam w końcu. - Jeśli upewniłbym się, że kocha ją, tak jak ja kocham Louisa, pozwoliłbym na to.

trzy miesiące później 

 

Wychodzę z budynku sądu i wdycham do płuc zimne, styczniowe powietrze, a na moich ustach formuje się szczęśliwy uśmiech. Wreszcie jestem wolny. Wyjmuję komórkę, chcąc zadzwonić do Louisa i przekazać mu informację, która na pewno go ucieszy. Szatyn stresował się tym dniem bardziej niż ja. Był wściekły, kiedy kazałem mu iść do szkoły, bo bardzo zależało mu, aby być dziś ze mną. Ale nie chciałem, aby przeżywał to samo, co podczas poprzedniej rozprawy. Marie wypowiedziała pod jego adresem kilka okropnych słów, a ja nie zniósłbym po raz kolejny jego płaczu i obwiniania się o rozpad mojego małżeństwa.

- Nie wracaj do mnie, kiedy już ten dzieciak ci się znudzi - słyszę za sobą głos Marie i odwracam się w jej kierunku. Patrzę na blondynkę i zastanawiam się, kiedy tak bardzo się zmieniła. Jest suką i nie boję się tego powiedzieć. Cieszę się, że nie mam już z nią nic wspólnego. Teraz mogę zacząć nowe życie u boku kogoś, kto kocha mnie równie mocno, co ja jego.

- Nie mam zamiaru wracać - odpowiadam, rezygnując z dzwonienia do Louisa. Osobiście mu  o tym powiem. Chowam urządzenie do kieszeni i ruszam do swojego samochodu. Marie wciąż coś do mnie mówi, ale ignoruję ją i kiedy zasiadam w fotelu kierowcy zatrzaskuję za sobą drzwi.

Dopiero po niecałej godzinie docieram na parking szkoły, w której uczy się Louis. Patrzę na zegarek i uśmiecham się, bo do dzwonka zostało jedynie kilka minut. Niecierpliwie bębnię palcami o czarną kierownicę, wpatrując się w drzwi wejściowe, czekając, aż wyjdzie z nich szatyn.

Kiedy słyszę dzwonek, wysiadam z auta, a chwilę później kilkoro uczniów wychodzi na dziedziniec. W końcu Louis popycha szklane drzwi i naciąga szarą czapkę na głowę, kiedy podmuch wiatru owija jego ciało. Widzę, jak rozmawia z jakimś chłopakiem i uśmiecha się lekko, wyciągając telefon z kieszeni swojego płaszcza. Śmieję się cicho i podchodzę do niego. Staję za nim i zaglądam przez jego ramię, dostrzegając jak pisze do mnie sms ‘a.

- Czekasz na jakąś ważną wiadomość, Kochanie? - pytam, a on podskakuje wystraszony i obraca się w moją stronę. Na jego twarzy dostrzegam ulgę, a następnie czuję, jak jego drobne ramiona oplatają moją szyję. Śmieję się ponownie i obejmuję go, przytulając do siebie. Jestem szczęśliwy i już od dawna nie czułem się tak lekko.

- Od teraz jestem tylko twój - szepczę do ucha szatyna, wiedząc, że chce o to zapytać. Louis przytula mnie jeszcze mocniej, a ja zamykam oczy i rozkoszuję się tą chwilą. Nareszcie mogę to robić bez żadnych konsekwencji.

Odsuwam się od młodszego chłopca z szerokim uśmiechem na ustach. Szatyn odwraca się do swojego kolegi, a na jego ustach wciąż widnieje uśmiech. Obejmuję go ramieniem, a on zerka na mnie.

- Harry, poznaj mojego przyjaciela, Josha - odzywa się, a ja uśmiecham się do bruneta, wyciągając do niego dłoń. - Josh, to jest Harry…

- Chłopak Louisa - wtrącam się, a Louis patrzy na mnie zaskoczony, ale na jego ustach pojawia się szeroki uśmiech, a ja nie mogę powstrzymać szybszego bicia serca, widząc jak szczęśliwy jest. - A teraz bardzo przepraszam, ale zabieram Lou na obiad. Naprawdę miło cię poznać, Josh - mówię i uśmiecham się. Sięgam do ręki mojego chłopaka i splatam nasze palce. Louis żegna się z przyjacielem, a później prowadzę go do swojego Audi. Otwieram mu drzwi, a on waha się przed wejściem do środka.

- Harry… - zaczyna, ale pochylam się w jego kierunku i przerywam mu, składając delikatny pocałunek na jego wąskich, chłodnych wargach.

- Uczcijmy to, Kochanie - mówię, a on wspina się na palce i krótko całuje moje usta, po czym wsiada do samochodu.

Do ulubionej restauracji Louisa docieramy po jakichś dwudziestu minutach. Zajmujemy stolik w przytulnym wnętrzu, a kiedy podchodzi do nas kelnerka zamawiam ulubioną pizzę szatyna - bez pieczarek i z brokułami.

Zostajemy sami, a ja chwytam jego drobną dłoń w swoją i głaskam ją kciukiem.

- Nie mogę uwierzyć, że naprawdę to zrobiłeś - mówi uśmiechnięty. - Powiedziałeś Joshowi, że jesteś moim chłopakiem, ja-

- Lou, przestań, Kochanie. Jestem cały twój. Możesz powiedzieć o nas, komu tylko zechcesz, nie musimy dłużej się ukrywać - przypominam mu, a on kiwa głową, mocniej zaciskając swoje palce na mojej dłoni.

Wiem, jak bardzo Louisowi zależało na normalnym związku. Chciał móc powiedzieć o nas swoim znajomym, chciał trzymać moją dłoń, kiedy będziemy na spacerze w parku; nie chciał być tym drugim.

Przygryzam lekko dolną wargę, spoglądając na szatyna. Od dawna chciałem zapytać o to Louisa. Jest już dorosły, a jego mama… Cóż, nadal mi nie ufa i nie jest zadowolona, że jej nastoletni syn spotyka się z o wiele starszym mężczyzną od siebie, ale wie, że Lou mnie kocha, a ja czuję do niego to samo i nie chcę go skrzywdzić.

- Louis… - zaczynam poważnie i patrzę na niego zaskoczony, kiedy zabiera swoją dłoń i spuszcza wzrok, nie patrząc na mnie.

- Ż-żałujesz? - pyta cicho i mocno zagryza wargi, aby powstrzymać drżenie podbródka.

Czuję nieprzyjemny uścisk w żołądku, bo naprawdę nie mam pojęcia, co mogę jeszcze zrobić, aby przestał być taki niepewny. Wiem, że to trochę moja wina. Louis obwinia siebie o rozpad mojego małżeństwa z Marie i nadal myśli, że kiedyś wrócę do mojej - byłej już - żony. Ale to była moja decyzja. Louis nie zrobił nic; po prostu był, gdy nie było jej.

- Co? - pytam zaskoczony. - Nie żartuj, Louis! Niczego nie żałuję, nigdy nawet tak nie myśl. Kocham cię, przecież wiesz - mówię, ponownie chwytając jego dłoń w swoją. - Chciałem tylko zapytać, czy chciałbyś zamieszkać ze mną i z Darcy?

miesiąc później 

 

Budzę się, kiedy na dole drzwi wejściowe trzaskają z hukiem.

- Przyszłam po Darcy - słyszę w korytarzy głos mojej byłej żony i wzdycham cicho. Spoglądam na swoją córkę, która śpi słodko, zwinięta przy moim ciele, po czym wychodzę z łóżka. Zakładam spodnie i koszulkę, chcąc zejść na dół, aby powstrzymać Marie przed wypowiadaniem pod adresem szatyna niemiłych komentarzy.

- Jak to śpi? - słyszę jej oburzony głos. - Dochodzi dziesiąta, Darcy już dawno powinna wstać.

- Daj spokój, jest weekend. Razem z Harrym zabraliśmy ją wczoraj do wesołego miasteczka. Jest zmęczona, pozwól jej się wyspać - odpowiada jej Louis, a ja przystaję u szczytu schodów, obserwując blondynkę i mojego chłopaka.

- Nie będziesz mi mówił, co mam robić. Nie jesteś jej ojcem. Nie potrafisz zająć się moją córką-

- Ale przez ponad pół roku potrafiłem się nią opiekować? - Louis przerywa kobiecie, a ja zagryzam wargę, aby nie parsknąć śmiechem.

- To było zanim mój mąż zaczął cię pieprzyć - syczy wściekle.

- Były mąż - przypomina jej spokojnie, a ja uśmiecham się z czułością, będąc dumny, że Louis w końcu nabrał pewności siebie.

Schodzę powoli ze schodów, chcąc dać im znać o swojej obecności. Oboje odwracają się w moim kierunku, a Louis posyła mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Odwzajemniam go, a szatyn podchodzi do mnie. Zerka z wyższością na blondynkę, po czym staje na palcach i przyciska swoje wargi do moich w powolnym pocałunku. Odwzajemniam gest, uśmiechając się przy tym, a niedługo później mój chłopak odsuwa się ode mnie, znów patrząc na moją byłą żonę.

- Widzisz, Marie, nadal jestem tym, którego Harry chce pieprzyć - mówi szatyn słodko, a ja po raz kolejny tego poranka powstrzymuję śmiech. Ponieważ, Louis zdecydowanie ma rację; już zawsze będę chciał tylko jego.

U Beogradu uhapsiše dvoje mladih ljudi koji su svirali džez.

Uhapsili su ih.

Muzičare.

I to jedne od onih muzičara koji mi uvek ukradu osmeh kada ih čujem na ulici.

Samo zato što su svirali na nedozvoljenom mestu.

Pevali su, nisu nikog tukli, ubili, ni maltretirali.

Kultura nam je danas zvanično preminula.

Ovde je sve izvrnuto naopačke.

Odoh da povraćam.

Biraj

Vraćam se kući istim onim ulicama koje svakog dana proklinjem, malo krivudam, ali nije to ništa čudno.. Opet sam malo više popio, sreće i dalje nije bilo ni u jednoj čaši! Jebeš ga, mislim se, a onda začujem hrapav glas: „Da ti se ponovo pruži prilika, šta bi uradio?“, odjednom se ispred mene pojavljuju dve osobe ispod kišobrana, ona spušta pogled, stavlja kapu na glavu, okreće mi leđa i odlazi.. „Ma šta radiš, klipane! Polazi za njom!“, vičem, ali on me ne čuje, trčim ka njemu u želju da ga poguram napred, ali ne uspevam.. Moje ruke prolaze kroz njegovo telo. „Ne oseća ništa, ne čuje te“, kaže glas, „Kreni“
„Kuda idemo?“, pitam.
„Mislim da odgovor na to pitanje već znaš..“
Dolazimo u grad kom se ona uvek divila, imala je običaj da mi govori da ćemo se jednog dana preseliti ovamo. „Znam da je srećna i uspešna, nema potrebe da moju bol činite još gorom pokazujući mi to..“
„Ćuti i gledaj“, naređuje glas.
I vidim nas.. Njene zelene oči, kovrdžavu kosu, neizostavan cvetni ranac i mene, nasmejanog, sa bradom i iskrom u očima koja nije bila tu od.. pa otkako je ona otišla. Plavooki dečak sa smeđim kovrdžama trči oko nje i viče „You won’t catch me!“, dotrčava do mene, krije se iza mojih nogu, vuče mi pantalone i govori: „Daddy, daddy, don’t let mommy catch me!“
Tama.
Osećam kapi kiše kako padaju svuda po meni. Otvaram oči, vidim nju ispred sebe.
„Šta ti je? Zašto si tako bacio kišobran?“
Ne odgovaram, hvatam je oko struka, podižem i počinjem da je vrtim u krug.
„U redu je, ponašaš se kao da me godinama nisi video!“
„Eh, samo da znaš koliko istine ima u tome…“

anonymous said:

Navedi neke knjige koje su jako dobre i vredi procitati, ali i da mogu ovde na netu da se procitaju

Haruki Murakami - Južno od granice, zapadno od sunca

Gijom Muso - Vrati mi se; Devojka od papira

Erlend Lu - Dopler; Naivan. Super.

Doroti Kumson - Žena koju je volio prije mene

Donato Karizi - Šaptač

Haled Hoseini - Hiljadu čudesnih sunaca

M.V. Llosa - Avanture nevaljale djevojcice

Federicio Moccia - Čovek koji nije želeo da voli

Markus Zusak – Kradljivica knjiga

Nabokov - Lolita

Erik Axl Sund - Serijal Tko je Victoria Bergman

Oscar Wilde - Slika Dorijana Greja

Suzanne Collins - Igre gladi

Džodžo Mojes - Dok nisam srela tebe

Elizabet Hejns - Najmračnije mesto

Cyril Massarotto - Sto praznih strana

Linvud Barkli - Nismo Stigli Da Se Oprostimo

Colleen Hoover - Beznadežni

Tammara Webber - Tako je lako voleti

Momo Kapor  - Beleške jedne Ane

Carlos Ruiz Zafon - Senka vetra

Lajonel Shrajver - Moramo da razgovaramo o Kevinu

Lori Nelson - Sve što sam želela

Itd, itd.


Nisam 100% sigurna da baš sve mogu da se nađu na internetu jer neke od navedenih knjiga imam pa ih nisam tražila, proveri to.

anonymous said:

czerwiec 2012. wycieczka do warszawy. pierwsza noc. gramy w butelke. chlopak w ktorym sie kochalam przez pol roku mial za zadanie mnie pocalowac (duzo osob wiedzialo ze ja do niego, on tez wiedzial). i taka cisza w pokoju sie zrobiła, napięcie. nikt nic nie robi. on się patrzy w moje oczy i nic nie robi, ja zrezygnowana spuscilam glowe w dol, mialam ochote sie zapasc pod ziemie, a tu on zszedl z lozka, chwycil mnie za podbrodek i pocalowal *.*

oja urocze

serce-w-morzu said:

Co lubisz w swoim charakterze i wyglądzie?

To, że nie ufam tak szybko ludziom, trudna do rozgryznięcia, trzeba się postarać o to, abym się otworzyła człowiekowi. No ciężko ze mną trochę, ale myślę, że wtedy jest o wiele lepiej gdy człowiek musi coś zrobić by cokolwiek dostać w zamian.
Kolor oczu, moje nadgarstki, moje paznokcie jak są długie.

Znam da viriš u moje pjesme i da se pitaš jesu li još uvijek naše. Oboje izdržavamo doživotnu kaznu. Moja je to što odgovor znam, a neću da kažem. A tvoja je da odgovor ne znaš, a nećeš da pitaš.
Text
Photo
Quote
Link
Chat
Audio
Video